W poprzedni weekend nie grali wszyscy – teraz zagrają. W minionej serii zmagań nie było starcia przedstawicieli Wielkiej Szóstki – teraz będzie. Druga kolejka Premier League jawi się jako pełniejsza i jeszcze bardziej interesująca od pierwszej. Oto dziesięć pytań przed jej startem.
Czy Juergen Klopp będzie miał powody do radości w trakcie starcia jego drużyny z Chelsea? (fot. Reuters)
Co czeka reprezentantów Polski?
Inauguracja nie była dla nich szczególnie udana. Poza Mateuszem Klichem, który zdobył bramkę, żaden piłkarz rodem znad Wisły nie miał powodów do radości. Łączna liczba punktów, jaką uzbierały ich drużyny, wyniosła okrągłe, przerażające zero. Co gorsza, tym razem o zwycięstwa czy choćby remisy wiele łatwiej nie będzie.
Wyjątek od reguły stanowi Leeds United, o którym za moment. West Bromwich Albion, z Kamilem Grosickim najpewniej w gronie rezerwowych, stanie w szranki z rosnącym w siłę Evertonem. West Ham United, z Łukaszem Fabiańskim w bramce, uda się na Emirates Stadium, gdzie podejmie go zmotywowany Arsenal. Jan Bednarek i jego kompani z Southampton zmierzą się natomiast z podrażnionym Tottenhamem. Z całej trójki to właśnie środkowy obrońca ma największe szanse na zdobycz punktową.
Czy Leeds United potwierdzi wysoką dyspozycję?
Pawie są niezaprzeczalnym faworytem meczu z Fulham. Podczas gdy one zrobiły furorę występem na Anfield, bezbarwni The Cottagers łatwo ulegli Kanonierom. Co więcej, ostatnia potyczka obu drużyn zakończyła się zdecydowanym triumfem podopiecznych Marcelo Bielsy. Mistrzowie Championship wygrali 3:0, a z trafień cieszyli się Patrick Bamford, Ezgjan Alioski oraz Jack Harrison.
Leeds staje przed bardzo istotnym testem. Na tle Liverpoolu ekipa z Elland Road pokazała się z bardzo dobrej strony, lecz punktów nie zdobyła. Za generowanie emocji nikt beniaminkowi utrzymania nie da. Na koniec sezonu liczyć się będą skompletowane oczka. Mateusz Klich i spółka muszą potwierdzić wysoką dyspozycję zwycięstwem.
Na jakich pomocników postawi Ole Gunnar Solskjaer?
Jak przed rokiem zestawienie linii środkowej Manchesteru United nie było żadnym rebusem (wybierało się samo, w kadrze nie było zbyt wiele naprawdę wartościowych opcji), tak teraz panuje klęska urodzaju. Zakładając, iż Paul Pogba będzie gotowy do gry – czego jeszcze przed tygodniem szkoleniowiec Czerwonych Diabłów nie był pewien – kandydatów do wyjścia na boisko jest aż sześciu. Oprócz Francuza jeszcze Nemanja Matić, Scott McTominay, Fred, Donny van de Beek i Bruno Fernandes.
Pewny swego może być w zasadzie tylko ten ostatni. Od Portugalczyka w poczynaniach drużyny zależy bowiem najwięcej. Na występ od pierwszej minuty może liczyć również wspomniany wyżej Serb, najskuteczniejszy w zabezpieczaniu defensywy pomocnik United. Ostatnie miejsce (jeśli Solskjaer nie zechce eksperymentować ze zmianą formacji) przypadnie albo Pogbie, albo van de Beekowi. Wybór powinien być podyktowany zdrowiem Francuza.
Pozostali muszą pogodzić się z rolą rezerwowych. Nie oznacza to jednak, iż w spotkaniu z Crystal Palace będą bezużyteczni. Niewykluczone, że na pewnym etapie meczu będą musieli dać zespołowi świeży impuls. Coś, czego w końcówce ubiegłego sezonu wyraźnie ekipie z Old Trafford brakowało. I między innymi po to, by była taka możliwość, zainwestowano w sprowadzenie Holendra z Ajaxu.
Dla kogo derby Londynu?
Po pierwszej kolejce powyższe pytanie może uchodzić za retoryczne. Arsenal bez większych problemów uporał się z Fulham, z dobrej strony pokazali się jego nowi piłkarze, konto strzeleckie otworzył Pierre-Emerick Aubameyang. West Ham w bardzo kiepskim stylu przegrał natomiast z Newcastle United, a w poczynaniach Młotów trudno było doszukać się spójnej koncepcji, pomysłu na przechytrzenie rywala.
Faworyt sobotniego starcia się więc bardzo łatwy do wskazania. Każdy inny rezultat niż triumf podopiecznych Mikela Artety będzie dużą niespodzianką, jeśli nie sensacją. Bardziej prawdopodobny od straty punktów przez Kanonierów wydaje się hat-trick ich kapitana. Aubameyang podpisał nowy kontrakt i niewykluczone, iż będzie chciał to uczcić w wyjątkowy sposób. A defensywa Młotów nie ma zbyt wielu argumentów, by się temu przeciwstawić…
Jak na niepowodzenie w pierwszej kolejce zareaguje Tottenham?
Zamiast nowego, dobrego początku – falstart. Tak, w dużym skrócie, można podsumować występ Kogutów w inauguracyjnym spotkaniu z Evertonem. W drużynie prowadzonej przez Jose Mourinho niewiele rzeczy funkcjonowało dobrze. Ba, niewiele rzeczy funkcjonowało w ogóle (stąd doniesienia o transferach Sergio Ruguilona i Garetha Bale’a wywołały wśród kibiców niemały entuzjazm). W meczu z Southampton ma być zupełnie inaczej.
Na korzyść Tottenhamu przemawia fakt, iż rywal również się przed tygodniem nie popisał. Święci ulegli skazywanemu na walkę o utrzymanie Crystal Palace. Co więcej, w środku tygodnia odpadli z rywalizacji o Puchar Ligi. Lepszy od nich okazał się występujący na co dzień w Championship Brentford, a trzeba zaznaczyć, iż Święci wyszli na boisko w galowym zestawieniu. Ralph Hasenhuettl był wyraźnie sfrustrowany. Harry Kane i spółka zrobią wszystko, by w niedzielę nastrój Austriaka był podobny.
Czy Chelsea wykorzysta niedociągnięcia defensywne Liverpoolu?
Starcie na Stamford Bridge ma być ozdobą drugiej serii gier. W niebieskim narożniku – wzmocniona w letnim oknie transferowym i zbudowana wygraną z Brighton Chelsea. W czerwonym – napędzany zjawiskową formą strzelecką Mohameda Salaha i mający w nogach pierwszy poważny test ligowy Liverpool. Na ostatecznym wyniku może zaważyć nawet najmniejsze uchybienie.
Nie jest to dobra informacja dla gości. O ile ofensywa The Reds funkcjonuje bez zarzutu, o tyle defensywa nie jest w najlepszej kondycji. W meczu z Leeds Alisson wyjmował piłkę z siatki aż trzykrotnie, a potknięcia nie ustrzegł się nawet Virgil van Dijk. Holender popełnił drugi błąd bezpośrednio prowadzący do utraty gola na przestrzeni czterech występów na poziomie Premier League. To więcej niż w trakcie poprzednich 154 (!) spotkań.
2 – Virgil van Dijk has made two errors leading directly to a goal in his last four Premier League games, more than he registered in his first 154 appearances in the competition (1). Lapse. pic.twitter.com/4F1RSdEw2Y
29-latek nie był naturalnie jedynym piłkarzem mistrza Anglii, którego gra budziła zastrzeżenia. – Jeśl chodzi o obronę, ujmę to tak: zostawiliśmy sobie pole do poprawy – stwierdził po ostatnim gwizdku arbitra Juergen Klopp. Czas pokaże, czy tydzień treningów wystarczył i czy The Blues nie skorzystają na ewentualnej nieuwadze przeciwnika.
Czy Liverpool wykorzysta niedociągnięcia defensywne Chelsea?
Gospodarze szlagieru nie mogą jednak zapomnieć o własnych tyłach. Ich defensywa również daleka jest od zestawiania jej z monolitem. I nie zmieni się to dopóty, dopóki na murawie nie pojawi się Thiago Silva, a na ławce Kepa Arrizabalaga.
Mimo że Frank Lampard podkreśla, iż jest zadowolony ze swojego golkipera, postawa Hiszpana nie przestaje generować negatywnych opinii. W spotkaniu z Brighton znowu nie spisał się na miarę oczekiwań. Znowu puścił gola po uderzeniu zza pola karnego. A należy pamiętać, iż Chelsea mierzyła się z rywalem o znacznie mniejszym potencjale. Liverpool i jego atak to zupełnie inny rodzaj i kaliber wyzwania. Każdy błąd może być opłakany w skutkach.
Czy Aston Villa zacznie zdobywać więcej bramek?
The Villans utrzymali się w Premier League w znacznej mierze dzięki kapitalnej postawie Jacka Grealisha. Anglik był alfą i omegą ofensywy, która i tak należała do najsłabszych w stawce. Mniej goli od niej strzeliło tylko siedem drużyn, z czego trzy spadły do Championship. Aby w rozgrywkach 2020/21 nie uwikłać się w kolejną rozpaczliwą walkę o utrzymanie podopieczni Deana Smitha muszą być skuteczniejsi.
Na ich szczęście, zdaje się, że mają ku temu właściwe narzędzia. Okno transferowe zostało przepracowane bardzo sumiennie. Oprócz wzmocnień defensywy w osobach Emiliano Martineza i Matty’ego Casha, kadrę Aston Villi zasilił Ollie Watkins. 24-latek to wicekról strzelców zaplecza angielskiej ekstraklasy, o sprowadzenie którego starała się cała grupa przedstawicieli elity. Na Tottenhamie poczynając, a na Brighton kończąc. Swego dopięli The Villans, a Anglik zdobył już nawet debiutancką bramkę w nowych barwach. To bardzo dobry prognostyk przed starciem z Sheffield United.
Oprócz Watkinsa za powodzenie ataków zespołu będą odpowiadać między innymi Grealish, który podpisał z klubem nowy kontrakt, oraz Bertrand Traore, który na dniach ma zostać zaprezentowany na Villa Park. Jeśli współpraca całej trójki będzie się układać pomyślnie, fani drużyny powinni odczuwać zdecydowanie więcej radości ze śledzenia jej poczynań niż w sezonie ubiegłym. Poza tym – spokój o przyszłość.
Czy Wilki znów zaczną od mocnego uderzenia?
Zaledwie trzech minut potrzebowali piłkarze Wolverhampton, by napocząć rywala w meczu pierwszej kolejki. Tylko sześciu, by trafić dwa razy i zamknąć wynik starcia. Było to tym bardziej zaskakujące, iż w poprzednim sezonie ligowym Raul Jimenez i spółka byli drugą najsłabszą drużyną, jeśli chodzi o rezultaty pierwszych połów spotkań.
Idealny scenariusz dla Wilków zakłada powtarzanie przebiegu potyczki z Sheffield United w każdym kolejnym tygodniu. Jego realizacja będzie jednak bardzo skomplikowana. Schody zaczną się już w najbliższy poniedziałek, kiedy na Molineux zawita Manchester City. A może nie będzie wcale tak trudno? Na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy zespół prowadzony przez Nuno Espirito Santo wygrał z The Citizens dwukrotnie, zdobywając po drodze pięć bramek. Są podstawy, by myśleć o powtórzeniu tego wyczynu.
W jakim stylu w nowe rozgrywki wejdzie Manchester City?
Znając Pepa Guardiolę – wystrzałowym. Ze względu na powyższe łatwo nie będzie, ale poprzednie inauguracje zmagań ligowych w wykonaniu The Citizens były udane lub bardzo udane. Za kadencji katalońskiego szkoleniowca drużyna wygrywała kolejno z Sunderlandem (2:1), Brighton (2:0), Arsenalem (2:0) i West Hamem (5:0). Ani razu nie przegrała, a z roku na rok prezentuje się w pierwszych meczach rozgrywek coraz lepiej.
W wielu przedsezonowych przewidywaniach zespół Manchesteru City wskazywany był jako ten, który sięgnie po tytuł mistrzowski. Falstart w wyścigu po koronę jest wysoce niepożądany.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.