15 okienek i 750 mln funtów. Jak kupowało City pod arabskimi rządami
Przejęcie przez kapitał rodziny królewskiej Zjednoczonych Emiratów Arabskich Manchesteru City miało wywołać trzęsienie ziemi na europejskim topie klubowym. Szejkowi Mansourowi przez 7 lat udało się namieszać tylko w Premier League.
W Manchesterze City wydają pieniądze na prawo i lewo (foto: Ł.Skwiot)
Tak długie
oczekiwanie w kolejce pretendentów mocno odbiega od narracji stosowanej po
wykupieniu pełnego pakietu akcji od byłego premiera Tajlandii Thaksina
Shinawatry na początku września 2008 roku. Projekt zakładał wbicie flagi na
szycie zdobywców Pucharu Mistrzów już na 130-lecie klubu w 2010 roku. Skończyło
się na zdublowaniu w wyścigu z innymi zespołami napędzonymi petrodolarami.
Potrzebna legenda
Futbolowa
rzeczywistość połowy 2008 roku była wolna od miłości jaką do futbolu zapłonął w
kolejnych sezonach Półwysep Arabski. Petrodolary działały na wyobraźnię i
wejście takiego gracza na rynek na poważnie kazało brać zapowiedzi o przyspieszonej
kuracji pompowania muskułów ledwie dziewiątej drużyny poprzedniego sezonu,
która miejsce w europejskich pucharach zyskała dzięki rankingowi Respect
Fair-Play UEFA. Tak jak w tej edycji West Ham United, który otarł się w
ubiegłym tygodniu o kompromitację z Birkirkarą FC. Jeszcze w dniu przejęcia
szejkowie zaznaczyli teren próbując przejąć dogadanego z Manchesterem United
Dimitara Berbatowa przebijając ofertę rywala z czerwonej części miasta.
Skończyło się na pozyskaniu Brazylijczyka Robinho.
Jeszcze z metką
cudownego dziecka Canarinhos, mentalnie był już na etapie odcinania kuponów
dobrego PR. Wygrał podwójnie – dostał na angielskiej ziemi pensję na poziomie
emerytury, po którą dziś wyjeżdżają na półwysep wiekowe gwiazdy. Dla
zorientowanych kibicowsko przeciwko City, nawet spod znaku Chelsea, gdzie za
sportową ewolucją z przeciętniaka stały miliony rosyjskiego oligarchy Romana
Abramowicza, stał się przykładem na grę za pieniądze pod publiczkę. Fani United
krzyczeli, że kasą nie kupią historii, tożsamości i piłkarskich symboli. Prawda
okazała się mieć więcej wspólnego z zasadami show biznesu niż się wydawało. Gdy
Wayne Rooney w 2010 roku nie potrafił dogadać się co do kwoty nowego kontraktu
na Old Trafford The Citizens finansowo było zdeterminowane, aby idola sobie
kupić, a nie wychować. Sprawa wydawała się przesądzona, jeden z kibiców
wytatuował sobie nawet na plecach podobiznę Wazzy z podpisem: legenda City.
Wcześniej w tym kierunku podążył już Argentyńczyk Carlos Tevez.
Transferowe plany i
rozmach MC wiele zmieniły na transferowym rynku Starego Kontynentu. Zimowe
okienko 2009 funkcjonowało wokół przenosin Kaki, wycenianego przez The Citizens
na 100 milionów euro, zanim po zdobywcę Złotej Piłki pół roku później sięgnął
Real Madryt. Szejk Mansour jako pierwszy zaatakował psychologiczną barierę
dziewięciu cyfr chcąc słono przepłacić za piłkarza. Patrząc gdzie pomocnik jest
dziś, sześć i pół roku później, było to czyste szaleństwo. W przeciwieństwie do
budzącego większe kontrowersje z powodu metryki Gianluigiego Buffona – za wtedy
31-latka w tym samym okresie City było gotowe zapłacić podobno nawet 76
milionów euro wyrównując ówczesny rekord wysokości transferu z 2001 roku
Zinedine’a Zidana. Szkoleniowiec Starej Damy Claudio Ranieri traktował te targi
w kategorii żartu zapowiadając, że negocjacje dojdą nawet do 150 milionów,
tylko co z tego? Wyjątkowe celne słowa padły w tym czasie z ust samego Buffona,
który na łamach „The Daily Express” powiedział: – Nie jestem zdziwiony, że tak
wielu piłkarzy odrzuciło oferty City. Najlepsi zawodnicy na świecie chcą grać w
drużynach z trzech najlepszych lig na kontynencie, łącznie tych zespołów nie
jest więcej niż pięć, sześć. To elitarna lista i władze Manchesteru City muszą
zaakceptować, że ich klubu na niej nie ma. Czytałem, że byli mną
zainteresowani. Nie ma szans, żebym rozważał ich propozycję. Po co, grając w
tak wspaniałym klubie jak Juventus, miałbym to brać pod uwagę?
Hiszpański know-how
Opinia golkipera była
prorocza. City nie doczekało się zawodnika z szansami na walkę o Złotą Piłkę, a
w dobie wyścigu Cristiano Ronaldo i Leo Messiego chociaż ocierającego się o
podium. I nawet sklecenie składu na poziomie pozwalającym myśleć o sukcesach w
Lidze Mistrzów okazało się ponad siły przy potężnym budżecie. Trudno uciec od wrażenia,
że z kolejnymi sezonami zespół popadał w przeciętność tracąc zbyt wiele krwi na
ugruntowanie pozycji w angielskiej ekstraklasie, gdzie marzenia o dominacji w
stylu United sir Aleksa Fergusona okazały się science fiction w walce z
konkurencją zdecydowanie silniejszą i przede wszystkim liczniejszą niż w latach
90. XX wieku i pierwszej dekadzie kolejnego. Siedem lat i inwestycja warta
ponad miliard funtów przełożyła się na dwa mistrzostwa kraju oraz tyle awansów
do 1/8 finału Ligi Mistrzów.
W zastępstwie
wspominanego Buffona ściągniętego jeszcze starszego i właściwie anonimowego
poza PL przy dorobku Włocha – Shaya Givena. Transfery w kolejnych okienkach
pokazują, że pomysł na drużynę zmieniał się co sezon, góra dwa i próby
wykreowania lidera zawodziły aż do pojawienia się i ustabilizowania formy przez
Yaya Toure. Ale to też nie ta wielkość o jakiej marzyli właściciele. Z
perspektywy czasu najlepiej z roli wywiązał się Vincent Kompany, ale zespoły, w
których za największą gwiazdę robi obrońca są dziś w futbolu w odwrocie. To też
gorsza twarz do rozkręcenia marketingowej maszynki do robienia pieniędzy.
Między innymi dlatego Rooney był wart dla United aż 300 tysięcy funtów
szterlingów tygodniówki.
Pomysł City bazował
na sentymencie do Hiszpanii. To zasługa duetu Txiki Begiristain – Ferran
Soriano, czyli dyrektora sportowego i prezesa, którzy doświadczenie zarządzania
klubem piłkarskim zdobywali w Barcelonie. To w ich głowach ciągle tkwi marzenie
o ściągnięciu na Etihad Stadium byłego szkoleniowca Dumy Katalonii Pepa
Guardioli ożywające regularnie co kilka miesięcy, ostatnio przy okazji
odpadnięcia kierowanego przez Katalończyka Bayernu Monachium z półfinału
Champions Leage właśnie z FCB. Wszyscy poważni kandydaci na gwiazdy City, może
z wyłączeniem ściągniętego zza miedzy Teveza, byli związani z iberyjskim
rynkiem. Dla Toure brakowało miejsca w tiki-takowej układance blaugrany, David
Silva dla City miał odrzucić oferty Barcelony i Realu, gdy funkcjonował jako
nowe połączenie najlepszych cech boiskowych Andresa Iniesty i Xaviego
Hernandeza, Sergio Aguero to kolejny supernapastnik ukształtowany w Atletico
Madryt. Dali zdecydowanie więcej niż liczona na ponad 43 miliony funtów dwójka
z Sevilli Jesus Navas i Alvaro Negredo. Kiedy mówimy o uratowaniu finansów kilku
klubów Primera Division przez przedstawicieli angielskiej ekstraklasy,
największy kosz kwiatów w podziękowaniu powinien zostać wysłany do biur zarządu
City.
Schodząc w dolne
partie piramidy zarządzania City podobieństw do Barcelony jest jeszcze więcej.
Niedługo po starcie budowy pierwszej drużyny ruszył projekt oddolnych reform z
fundamentem w nowym ośrodku treningowym położonym bezpośrednio przy stadionie
Etihad. Wybudowany kosztem 200 milionów funtów ma wnieść nową jakość do
toczącego angielski futbol systemu szkolenia młodzieży, a do sprawy podchodzą
równie serio jak do funkcjonowania teamu Manuela Pellegriniego. Kiedy
dziesięciolatkowie The Citizens przylecieli na turniej do Polski ich pobyt
poprzedziła wizyta klubowego inspektora sprawdzającego detale wizyty od czasu
przejazdu z lotniska, alternatywne trasy na wypadek korków po wyposażenie
pryszniców w pokojach w maty antypoślizgowe. W projekcie wykorzystywany jest
hiszpański know-how. Od trenerów przez dużą liczbę zawodników ściąganych w
młodym wieku w poszukiwaniu powtórki z przypadku Cesca Fabregasa i Arsenalu
Londyn. Na razie najbliżej było w przypadku zdobywcy ostatniego Pucharu Ligi
Europy Denisa Suareza – wykradzionego z Celty Vigo w 2011 roku, ale później
skuszonego przez rezerwy Barcelony. W ostatnich dwóch sezonach drużyna
młodzieżowa odpadała w ćwierćfinale Youth Champions League.
W cieniu PSG
Inwestycje w akademię
to próba znalezienia oszczędności na polu kosztującym klub najwięcej. Przepisy
UEFA wymagające minimum ośmiu piłkarzy szkolonych w federacji kraju, gdzie
zarejestrowany jest klub przez minimum 36 miesięcy w wieku od 15 do 21 lat,
mocno zachwiały sportowymi podstawami pierwszej drużyny, kiedy w poprzednim
sezonie, gdy na skutek kary niedotrzymania zasad finansowego fair play do fazy
grupowej Champions League mogła zgłosić czterech piłkarzy mniej, czyli 21. To
tłumaczy kwoty osiągane na rynku transferowym przez angielskich piłkarzy i ich
sowite tygodniówki. W żadnej z innych czołowych pięciu lig Europy zawodnicy
pokroju Joleona Lescotta czy Jamesa Milnera nie byliby warci ponad 20 milionów
funtów każdy. Ten ostatni przechodząc do Liverpoolu dostał tygodniówkę na
poziomie 150 tysięcy funtów, a zostając w zdeterminowanym do zatrzymania
zawodnika City mógł liczyć na 15 tysięcy więcej! Decyzja pomocnika zaostrzyła
walkę o Raheema Sterlinga.
Kwota prawie 70
milionów euro za zawodnika z trzyletnim doświadczeniem w Premier League i 18
strzelonymi golami brzmi jak żart. To wrzucanie pomocnika na tę samą półkę co
odchodzącego do Barcelony jako króla strzelców całej ligi Luisa Suareza czy
porównywanie z kwotami zbliżonymi do cen przewijających się jeszcze niedawno za
o rok starszego Paula Pogby z Juventusu Turyn.
– Man City zapłaciło
49 milionów za potencjał (ogromny muszę dodać) (…) Teraz będzie musiał to
udowodnić i będzie surowo oceniany przez to w jaki sposób i za ile opuścił LFC
– napisał komentując transfer na twitterze były reprezentant Anglii Rio
Ferdinand. Cena za 21-latka szokuje, ale patrząc na obecny skład kadry Albionu
dla stojącego przez przepisy pod ścianą Pellegriniego był to jedyny wybór.
Walka czołówki o
wypełnienie ósemki jak najlepszymi zawodnikami napędza lobby średniaków. W
ostatnich sześciu latach City zapłaciło Aston Villi Birmingham 46 milionów
funtów za trzech zawodników, dwa tygodnie temu osiem za Fabiana Delpha. W
jednym z artykułów opisujących arabskie Gwiezdne Wojny w futbolu między
Manchesterem a zarządzanym przez katarski kapitał Paris Saint-Germain sytuację
na angielskim rynku transferowym w gronie piłkarzy wyszkolonych w Wielkiej
Brytanii porównano do wysokiego opodatkowania najbogatszych we Francji przez
prezydenta Francoisa Hollande’a. Prawo podwoiło obsługę największych kontraktów
gwiazd i rykoszetem uderzyło w kluby przepisami finansowego fair play. Ale ta
równie mocno hamuje kapitał z ZEA i Kataru. Francuski projekt funkcjonuje od
czterech lat przebijając wynikami konkurenta na arenie krajowej oraz
międzynarodowej – trzema mistrzostwami kraju i ćwierćfinałami LM. City w drodze
na kontynentalny szczyt goni nie tylko Juve, ale też PSG.
Odgrzewane plotki o
250 milionach euro za Leo Messiego, stu za Pogbę czy 70 za Marco Reusa,
utrzymują City na topie, ale ciągle nie przynoszą konkretów. Zdecydowanie
łatwiej i taniej inwestorom z Abu Dhabi United Group poszło z New York City
wspartym przez Davida Villę, Franka Lamparda i Andreę Pirlo. Amerykański zespół
szybko może stać się lepszą wizytówką dla globalnej marki, w której portfelu są
jeszcze klub z Australii, Japonii i rozbudowywana siatka akademii piłkarskich
oraz klubów filialnych.
Michał CZECHOWICZ
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.