Za nami dość mocno okrojony weekend z PKO Bank Polski Ekstraklasą. Trzy spotkania się nie odbyły z powodu zakażeń koronawirusem. Te, które doszły do skutku, w większości nie rozczarowały, choć często różnica klas pomiędzy zespołami była dosyć spora.
Raków da się lubić
Drużyna Marka Papszuna po sześciu kolejkach została liderem PKO BP Ekstraklasy. Niby to niespodzianka, że drużyna, która dopiero kilka tygodni temu straciła status beniaminka ligi, jest na szczycie, ale tak naprawdę, kiedy spojrzymy na całokształt pracy pod Jasną Górą, rozwój drużyny, nabywane doświadczenie i błysk indywidualności to zaskoczenia nie ma żadnego.
Raków w piątek zdemolował Wisłę Płock. Nafciarze byli bezradni, czekali na najniższy wymiar kary, nie oddali nawet jednego celnego strzału na bramkę Jakuba Szumskiego. Częstochowianie miewali problemy z wygrywaniem meczów, w których mieli znaczną przewagę, ale nie tym razem, kiedy w zabójczej formie są David Tijanić i Marcin Cebula. Oglądanie ich w ostatnich tygodniach to prawdziwa przyjemność. Zresztą to samo stwierdzenie tyczy się całego Rakowa. Klasa!
Miły Śląsk
Również dobre wrażenie, choć nie tak dobre jak Raków, zostawił po sobie Śląsk Wrocław. Drużyna Vitezslava Lavicki w zasadzie przeszła się po Pasach i zasłużenie pokonała u siebie Cracovię 3:1.
Przewaga wrocławian nie podlegała najmniejszej dyskusji. Do składu WKS wrócił Krzysztof Mączyński i coś nam się wydaje, że do spółki z Waldemarem Sobotą mogą stworzyć jeden z najlepszych duetów defensywnych pomocników w całej lidze. Do tego nieźle dysponowany od początku sezonu Robert Pich, solidny Lubambo Musonda, obiecujący debiut Marcela Zylli, świetny na lewej stronie obrony Dino Stilgec (pomimo czerwonej kartki) i w końcu skuteczny Erik Exposito – to wszystko złożyło się w bardzo pozytywny odbiór występu Śląska.
A Cracovia? Pasy zagrały słabo, nie miały zbyt wiele do powiedzenia. OK., zespół Michała Probierza miał dwie jedenastki, ale Matus Putnocky od początku sezonu wysyła sygnały, że w bieżących rozgrywkach jest jednym z najlepszych zawodników na swojej pozycji w lidze i jako pierwszy golkiper w kampanii 2020-21 obronił rzut karny. Wracając do gry Cracovii to delikatnie mówiąc nie porwała tłumów.
Załatane Podbeskidzie
Wydawało się, że w PKO BP Ekstraklasie nie ma w tym sezonie drużyny, która nie potrafiłaby strzelić gola Podbeskidziu. Beniaminek przez pięć kolejek grał fatalnie w defensywie, popełniał mnóstwo błędów i wydawało się, że Górale mogą iść na rekord pod względem straconych bramek.
Trener Krzysztof Brede dokonał jednak zmiany w bramce, nastawił drużynę nieco bardziej defensywnie i efekt przyszedł w starciu ze Stalą. Mielczanie nie potrafili pokonać Rafała Leszczyńskiego i wyjechali z Bielska-Białej bez punktów. Podbeskidzie natomiast odniosło w końcu pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
Mądrość Zagłębia
Po czterech pierwszych kolejkach zachwycaliśmy się Górnikiem Zabrze. Drużyna Marcina Brosza demolowała kolejnych rywali, niezależnie od miejsca i klasy przeciwnika. Pierwszy sygnał ekstraklasowiczom, że można walczyć z Górnikiem jak równy z równym, wysłała Wisła Kraków tydzień temu. Drugi, i już znacznie konkretniejszy, w sobotę dało Zagłębie.
Miedziowi nie ustrzegli się oczywiście błędów, zabrzanie mieli swoje sytuacje, ale drugi mecz z rzędu byli nieskuteczni. Lubinianie grali konsekwentnie swoje, posyłali piłki za plecy obrońców i liczyli na błysk geniuszu kogoś z formacji ofensywnych. W końcu solową akcję w polu karnym zrobił Sasza Żivec, który ośmieszył Przemysława Wiśniewskiego i przy pomocy Martina Chudego umieścił piłkę w siatce. Przed przerwą zabrzańskiej defensywie urwał się Patryk Szysz i już było po zawodach.
Zagłębie zniwelowało atuty Górnika. Niewidoczny był Alesana Manneh, przeciętnie wypadł Roman Prochazka, nieskutecznością raził Jesus Jimenez. W zasadzie tylko do Bartosza Nowaka i Alexa Sobczyka nie ma się do czego przyczepić, bo zagrali tak, jak w poprzednich meczach.
Demolka Lecha
Kolejorz się bawi w najlepsze. Po awansie do fazy grupowej Ligi Europy poznaniacy postanowili potwierdzić wysoką formę także w lidze. A że trafili na rozbitego Piasta, to Jakub Moder i spółka rozjechali gliwiczan 4:1 bez większego wysiłku.
Gliwiczanie mieli swoje sytuacje, ale razili nieskutecznością. Po odejściu Piotra Parzyszka i kontuzji Jakuba Świerczoka trener Waldemar Fornalik w zasadzie nie ma armaty najwyższego kalibru. Wózek próbował ciągnąć Michał Żyro, ale szło mu średnio. Od Arkadiusza Pyrki nie należy wymagać, że pociągnie zespół w trudnym momencie. Na domiar złego kontuzji nabawił się Gerard Badia… Jedyny pozytyw to taki, że Waldek King wrócił już na ławkę i będzie mógł w spokoju popracować z drużyną, aby wyjść z kryzysu.
A Lech? Zespół Dariusza Żurawia pracuje na najwyższych obrotach. Środek pola złożony z tercetu Tiba-Moder-Ramirez jest w tym momencie najlepszy w lidze. Po prostu nie ma się do czego przyczepić. Trzeba bić brawo i trzymać kciuki za Kolejorza, aby przez przerwę na reprezentację forma nie spadła, bo przecież za chwilę Benfica, Rangersi i Standard…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.