Za nami udany tydzień z polskimi drużynami w europejskich pucharach, ale jeszcze nie zdążyliśmy ochłonąć po emocjach z awansem Lecha i Piasta, a już do gry wraca PKO Bank Polski Ekstraklasa. Co nas czeka w czwartej serii spotkań?
Czy beniaminek w końcu wygra?
Za nami trzy kolejki sezonu 2020-21, beniaminkowie rozegrali dziewięć spotkań (nie było jeszcze bezpośredniego starcia pomiędzy nimi), ale ani Podbeskidzie, ani Stal, ani Warta jeszcze nie potrafiły sięgnąć po komplet punktów. Rywali nie miały łatwych, bo mecze z: Górnikiem, Cracovią, Jagiellonią, Piastem, Zagłębiem, Lechią, Cracovią i Wisłą w Płocku do najlżejszych nie należały, ale jeśli myśli się realnie o utrzymaniu, to trzeba zacząć wygrywać.
W czwartej kolejce Podbeskidzie podejmie u siebie Raków, Stal jedzie do Gdańska, a Warta zmierzy się w derbach z Lechem. Kolejne spotkania, w których sięgnięcie po komplet punktów będzie graniczyło raczej z cudem. Raków w poniedziałek w starciu z Zagłębiem pokazał, że ma olbrzymie możliwości (a Miedziowi to zespół o klasę lepszy od Górali), Lechia u siebie jest zawsze groźna, a Lech przy Bułgarskiej odprawia takich rywali jak Warta z bagażem kilku goli.
Odpowiedź na pytanie zatem brzmi: raczej nie spodziewamy się zwycięstwa któregokolwiek z beniaminków.
Czy ktoś będzie niepokonany?
Po trzech kolejkach mamy już tylko cztery zespoły, które nie doznały goryczy porażki. Mowa o Górniku, Śląsku, Jagiellonii i Cracovii, które w weekend zagrają mecze wyjazdowe. Zabrzanie jadą jutro do Warszawy, wrocławianie kilkadziesiąt minut wcześniej zagrają w Szczecinie, białostoczanie ruszają w poniedziałek na delegację do Gliwic, a krakowianie udadzą się do Lubina.
Kto ma największe szanse na podtrzymanie passy? Nam się wydaje, że… Jagiellonia. Dlaczego? Pszczółki jadą na mecz z Piastem, który myślami będzie przy pucharowym starciu z FC Kopenhaga. Jakoś nie sądzimy, aby bracia Fornalikowie wystawili pierwszy garnitur, skoro 72 godziny później ich drużyna będzie rywalizowała w eliminacjach Ligi Europy.
Kto podtrzyma serię?
Mikael Ishak, Tomas Pekhart i Jesus Jimenez – ci zawodnicy strzelili w tym sezonie po cztery gole i co ciekawe, wszyscy wpisywali się na listę strzelców we wszystkich meczach.
Odpowiadając na pytanie, trzeba wziąć pod uwagę kompletnie inną sytuację Legii oraz Lecha w porównaniu do Górnika. Mistrzowie i wicemistrzowie Polski w czwartek zagrają swoje spotkania w eliminacjach Ligi Europy, więc Aleksandar Vuković i Dariusz Żuraw mogą dać odpocząć swoim najskuteczniejszym armatom, aby zregenerowali siły na pucharowe starcia. Bez Jimeneza nie wyobrażamy sobie pierwszej jedenastki Górnika, ale czy najskuteczniejszy piłkarz zabrzańskiej ekipy będzie w stanie wpisać się na listę strzelców przy Łazienkowskiej?
Kto się w końcu przełamie?
Kto by pomyślał, że po trzech kolejkach takie drużyny jak Lech, Wisła Kraków czy Piast nie będą miały na koncie ani jednego zwycięstwa. Sytuacja gliwiczan w czwartej serii spotkań będzie najtrudniejsza, bo grają w poniedziałek i muszą myśleć o czwartkowym starciu w eliminacjach Ligi Europy.
Kolejorz i Biała Gwiazda powinny w końcu zapunktować za trzy. Zespół Żurawia zagra z Wartą, która w pierwszych trzech meczach nie pokazała nic ciekawego, oprócz żelaznej defensywy. Krakowianie natomiast podejmą przy Reymonta Wisłę Płock, która jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Nafciarze na pięć ostatnich meczów z Wisłą Kraków w delegacjach przegrali tylko raz, ale z kim drużyna Artura Skowronka ma wygrywać, jak nie z imienniczką z Płocka i to przed własną publicznością?
Na co stać Lechię?
Gdańszczanie to jedno z większych rozczarowań początku sezonu. Drużyna Piotra Stokowca gra słabo, wymęczyła zwycięstwo ze Stalą, a później poległa z Rakowem i Górnikiem. W obu spotkaniach straciła sześć goli – dość sporo, jak na zespół, który kilka tygodni temu grał w finale Pucharu Polski.
Okazja na przełamanie jest jednak znakomita. Do Gdańska przyjeżdża Stal, która… w delegacji nie przegrała. Mimo wszystko, uważamy, że każdy inny wynik niż zwycięstwo Lechii będzie dość sporą niespodzianką. Mielczanie grają przeciętnie, a jedyne na co mogą liczyć to strzały z dystansu Forsella. Trochę mało.
Czy Cracovia wyjdzie na plus?
Zaledwie trzech kolejek potrzebowały Pasy, aby odrobić ujemne punkty. Zwycięstwo i dwa remisy pozwoliły zespołowi Michała Probierza wyjść na zero. Wydawało się, że krakowianie na tym etapie sezonu powinni być już na plusie, ale słaby występ ze Stalą spowodował, że na pierwsze dodatnie punkty trzeba jeszcze poczekać.
Cracovia zmierzy się z Zagłębiem. Lubinianie nie zachwycają, ale dobrze punktują. Atuty Miedziowych w ofensywie? Trio Damjan Bohar, Sasa Żivec oraz Filip Starzyński. Atuty Cracovii? Stałe fragmenty gry, Alvarez, Hanca i Wdowiak. W dodatku Pasy na pięć ostatnich meczów z Zagłębiem wygrały aż trzykrotnie, raz padł remis i raz zeszły z boiska pokonane. Statystyka leży zatem po stronie krakowian.
Kiedy Pogoń zaskoczy?
Oczekiwanie na dobry mecz Pogoni w 2020 roku jest już dosyć nudne. Portowcy grają słabo, z reguły nie wygrywają, a kiedy już zdarzy im się zdobyć trzy punkty, to w takich okolicznościach, że aż wstyd się przyznać.
Kosta Runjaić nie potrafi poskładać swojej maszyny po odejściu Adama Buksy. Od lutego Portowcy wygrali zaledwie pięć spotkań w PKO BP Ekstraklasie. OK., dwukrotnie ograli Piasta, zwyciężyli przy Łazienkowskiej, ale kiedy przypomnimy sobie ostatni mecz w Gliwicach albo starcie z Legią (a w zasadzie z trzecim garniturem Legii) w Warszawie, to nie mamy pięknych wspomnień.
Może Portowcy w końcu się odbiją ze Śląskiem? Wrocławianie grają bardzo dobrze, Vitezslav Lavicka wykonał w ostatnich miesiącach kawał świetnej roboty, Waldemar Sobota stał się liderem środka pola, Mateusz Praszelik wyrasta na odkrycie sezonu, a Robert Pich strzela gola za golem. Wszystko wygląda tak pięknie, że biorąc pod uwagę logikę naszej ligi, to jutro coś w końcu się musi zepsuć.
Ile trzeba czekać na Legię?
Największym hitem 4. serii spotkań PKO BP Ekstraklasy będzie niewątpliwie starcie Legii z Górnikiem. W końcu na teren mistrza Polski przyjeżdża lider, który w tym sezonie nie stracił jeszcze punktu.
Warszawianie są pod kreską. Zespół Vukovicia ma momenty, potrafi zdominować rywala, ale wciąż są to pojedyncze zrywy. Mistrzowie Polski mieli tydzień, aby spokojnie popracować, bez większego ciśnienia po zwycięstwie w Płocku. W tamtym roku forma przyszła właśnie na drugą połowę września. Jak będzie tym razem?
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.