Pucharowicze zgodnie stwierdzili, że nie zamierzają wygrywać meczów ligowych, Śląsk Wrocław ponownie pokazał, że w tym sezonie może powalczyć o najwyższe lokaty, a Mikael Ishak udowodnił, że jest potrzebny Lechowi Poznań pod… obiema bramkami. Oto osiem wniosków po drugiej kolejce PKO Bank Polski Ekstraklasy.
Bez Bohara ani rusz
Zagłębie Lubin w tym sezonie na razie jest do bólu skuteczne. Trzy gole w dwóch meczach i sześć punktów – tak wygląda bilans Miedziowych po dwóch kolejkach. Strach jednak pomyśleć, gdzie byłaby drużyna Martina Seveli bez Damjana Bohara.
Słoweński skrzydłowy już w poprzednim sezonie był kluczową postacią w Zagłębiu. Bohar był najlepszym strzelcem w drużynie z Lubina, do tego dołożył pięć asyst – statystyki wyśmienite. Po dwóch kolejkach rozgrywek 2020-21 jest… jeszcze lepiej.
Pomocnik, który za chwilę skończy 29 lat, na inaugurację zaliczył dwie asysty, a w piątek dorzucił swojego pierwszego gola w tym sezonie. Bohar miał zatem udział przy wszystkich trafieniach Zagłębia! Najgorszą informacją dla kibiców Miedziowych jest ta, że zawodnikowi wraz z końcem sezonu wygasa umowa, a to oznacza, że od 1 stycznia będzie mógł się związać już z nowym pracodawcą.
Pan Piłkarz Manneh
Długo kazał czekać na swoją najlepszą wersję Alasana Manneh z Górnika Zabrze, ale kiedy Gambijczyk wszedł już na wysoki poziom, to niewiele wskazuje na to, że za chwilę może z niego zejść. Pomocnik jest wszędobylski, dwoi się i troi w środku pola, rozgrywa, szuka niekonwencjonalnych rozwiązań, a w piątek pokazał, że i jak trzeba to umie huknąć z dystansu.
W ogóle środek pola Górnika wygląda bardzo obiecująco. Marcin Brosz w drugim meczu z rzędu postawił na tercet Manneh – Prohazka – Nowak i znowu się nie zawiódł. Zabrzanie kontrolowali środkową strefę, nie pozwalali rozwinąć skrzydeł Stali i zasłużenie wywieźli z Mielca komplet punktów. Warto odnotować pierwszą asystę Nowaka w PKO BP Ekstraklasie w tym sezonie. Rok temu zaliczył ich 13 na zapleczu. Na ilu zatrzyma się w bieżących rozgrywkach?
Trafione transfery Rakowa
Drużyna Marka Papszuna zasłużenie wyjechała z Gdańska z kompletem punktów. Raków wykorzystał bezlitośnie czerwoną kartkę dla Lechii i wypunktował biało-zielonych.
Gole dla częstochowian strzelili nowi zawodnicy, czyli Marcin Cebula oraz Vladislavs Gutkovskis. Obaj znaleźli się w naszej jedenastce kolejki, ale gdyby ich zabrakło, wówczas nie znaleźlibyśmy argumentów, aby się z tego wytłumaczyć.
Cebula był motorem napędowym Rakowa. Brał na siebie ciężar gry, błysnął kilka razy i robi wszystko, aby odpłacić się nowemu klubowi za zaufanie. Z Gutkovskisem były wiązane duże nadzieje i po meczu w Gdańsku można się domyślić dlaczego. Łotysz wydaje się w tym momencie pierwszym wyborem Papszuna, strzelił dwa gole i wysłał sygnał Felicio Brown Forbesowi oraz Sebastianowi Musiolikowi, że nie zamierza oddawać miejsca w jedenastce.
Wrocławska siła
Śląsk bez większych problemów zgarnął w dwóch kolejkach sześć punktów. Najpierw wrocławianie pokonali u siebie Piasta, nie dając gliwiczanom nawet cienia nadziei na wywiezienie kompletu punktów, a w sobotę WKS to samo zrobił z Wisłą Kraków.
Drużyna Vitezslava Lavicki trafiła z formą na pierwszą kolejkę i wręcz zmiotła dwóch rywali. Śląsk grał z pomysłem w ofensywue, do bólu konsekwentnie w defensywie i miał dwie indywidualności. A o kim mowa?
Dwa objawienia
Oczywiście o Mateuszu Praszeliku i Robercie Pichu. O ile dobra dyspozycja Słowaka nie jest dla nas większą niespodzianką, to świetna forma młodzieżowca jest już prawdziwą zagadką. 19-latek przecież dostawał swoje szanse w Legii, ale ich nie wykorzystywał, co zakończyło się brakiem przedłużenia umowy.
We Wrocławiu widzimy jednak zupełnie innego zawodnika – odważnego, kreatywnego, świetnie wyszkolonego technicznie i dającego sporo w ofensywie. Praszelik zaliczył już dwie asysty i wywalczył rzut karny – dość sporo jak na dwie kolejki.
Stary niedźwiedź mocno spał
O ile Śląsk trafił z formą na początek sezonu, to w Warszawie tradycyjnie drużyna na starcie rozgrywek jest ospała i bez formy. Legia przegrała z Jagiellonią, która w pierwszej połowie strzeliła dwa gole, zabarykadowała się we własnym polu karnym i dowiozła prowadzenie do ostatniego gwizdka sędziego.
Mistrzowie Polski przebudzili się dopiero po zmianie stron. Vuković dokonał zmian, gra warszawian mocno się ożywiła, ale świetne zawody rozgrywał Pavels Steinbors, a kiedy udało się posłać piłkę tak, aby jej nie sięgnął to na drodze stawały inne okoliczności (np. słupek po strzale Rosołka).
Dlaczego Legia nie grała z takim animuszem od pierwszego gwizdka? Vuko dał szanse piłkarzom z szerokiej kadry, a ci jej nie wykorzystali. Luis Rocha w niczym nie przypominał zawodnika z końcówki poprzedniego sezonu, Andre Martins grał tylko do tyłu i w poprzek, Mateusz Hołownia był bezproduktywny na skrzydle. Może kadra Legii jest szeroka, ale zmiennicy nie wnoszą tyle jakości co zawodnicy z podstawowego składu…
Najdziwniejszy mecz sezonu
Jak do tej pory to miano możemy przypisać spotkaniu Piasta Gliwice z Pogonią Szczecin. Zespół Waldemara Fornalika przeważał, atakował, ale nie umiał znaleźć recepty pokonanie golkipera Portowców.
Pogoń czekała na swoją szansę i w końcu się doczekała, a na listę strzelców wpisał się Alexanger Gorgon, który zmienił lot piłki po strzale Kamila Drygasa. Asystą drugiego stopnia popisał się Michał Kucharczyk, który dośrodkowywał futbolówkę z rzutu rożnego.
Mobilność Ishaka
Nowy napastnik Lecha ma udane wejście do drużyny. Strzelił gola w Lubinie, w czwartek poprawił w europejskich pucharach, a w niedzielę wpisał się na listę strzelców w starciu z Wisłą Płock. Snajper potrzebował w zasadzie dwóch okazji, aby pokonać Krzysztofa Kamińskiego, więc ze skutecznością nie jest tak źle. Ale tak naprawdę kluczowe zagranie zaliczył jeszcze przed zdobyciem bramki.
Chodzi o sytuację z pierwszej połowy, kiedy Ishak uratował Kolejorza przed stratą gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego mocny strzał głową oddał Damian Zbozień, ale Ishak w świetny sposób wybił piłkę z linii bramkowej. Gdyby Nafciarze strzelili na 2:0, mogłoby być pozamiatane.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.