Za nami komplet spotkań 4. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy, po której nie możemy narzekać na nudę. Sporo się działo zarówno na boisku, jak i w biurach prezesów.
Karuzela ruszyła
Zwolnienie Aleksandara Vukovicia zdominowało dyskusje o polskiej piłce w ostatnich dniach. Legia pożegnała się z trenerem, z którym dwa miesiące temu świętowała mistrzostwo Polski, ale co by nie mówić, to akurat ta decyzja Dariusza Mioduskiego wydaje się uzasadniona.
Zespół ze stolicy od kilku miesięcy nie zachwyca formą. W zasadzie odkąd polska piłka wróciła do życia, Legia nie była już tak świeża, wybiegana i efektowna jak przed koronawirusową przerwą. Prezes klubu uznał, że to ostatni dzwonek, aby ratować europejskie puchary, dlatego postanowił wstrząsnąć drużyną.
Vuko jest pierwszym szkoleniowcem, który stracił pracę w tym sezonie. Kto będzie następny? Wydaje się, że za chwilę los Serba może podzielić Artur Skowronek. Wisła Kraków gra bardzo słabo, bez pomysłu i lada moment władze klubu mogą również zmienić szkoleniowca.
Nowak i Jimenez się bawią
Jeśli chodzi o sprawy sportowe, to dawno nie widzieliśmy tak zdominowanej Legii na swoim terenie. Mistrzowie Polski całkowicie oddali pole do popisu Górnikowi Zabrze, a piłkarze Marcina Brosza chętnie z tego skorzystali.
Zabrzanie grają bardzo widowiskowo i skutecznie, a wózek ciągnie duet Bartosz Nowak – Jesus Jimenez. Obaj są w doskonałej dyspozycji, a przy Łazienkowskiej wręcz bawili się z rywalami. Do tego należy odnotować bardzo dobrą dyspozycję Alexa Sobczyka i coraz wyższą formę Alasany Manneha.
– Górnik nas niczym nie zaskoczył – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Vuković. Patrząc na popisy obrońców mistrzów Polski, szczególnie w pierwszej połowie, wydaje nam się jednak, że rzeczywistość była zupełnie inna…
Odblokowana strzelba
Wiecie, ile goli strzelił Jesus Imaz wiosną 2020 roku? Zero. Hiszpan marnował okazję za okazją, obijał słupki, poprzeczki, ale bramkarza rywali nie potrafił pokonać.
Kilka dni temu piłkarz Jagiellonii pochwalił się w mediach społecznościowych, że zostanie tatą. Skuteczność zatem wróciła, co widać nie tylko w życiu prywatnym. W bieżących rozgrywkach Imaz rozegrał cztery mecze w PKO BP Ekstraklasie i strzelił już trzy gole. Jesienią poprzedniego roku również błyszczał formą i jak mówił na łamach PN: – Co kopnę, to wpada. Teraz jest podobnie.
Wesoła defensywa
Dawno nie było w PKO BP Ekstraklasie meczu, aby jedna drużyna podarowała drugiej trzy rzuty karne. Taki scenariusz na spotkanie z Rakowem Częstochowa przygotowało Podbeskidzie Bielsko-Biała.
Górale od początku tego sezonu grają katastrofalnie w defensywie. Popełniają proste błędy, rozdają prezenty na prawo i lewo, a starcie z Rakowem było najlepszym tego dowodem. Trzy jedenastki, trzy gole z rzutów karnych i porażka 1:4. Mimo wszystko wciąż widzimy w lidze słabsze zespoły, które mają większe zagrożenie spadkiem.
Bez ataku
Pod względem gry w obronie najlepiej z beniaminków wypada Warta Poznań. Zespół trenera Piotra Tworka imponuje organizacją i pomysłem na szczelną defensywę. Trochę to jednak za mało, aby zacząć punktować czy nawet strzelać gole na ekstraklasowym poziomie.
Warta gra bardzo dobrze w defensywie, ale w ataku nie ma nic do zaoferowania. W derbach z Lechem co prawda udało się stworzyć dwie, a może i nawet trzy niezłe sytuacje, ale nic nic chciało wpaść. Inna sprawa, że Zieloni bardzo długo stawiali się Kolejorzowi i nie pozwolili mu na wiele na własnej połowie.
Szczęście Pogoni
Jeśli w tym sezonie mielibyśmy wskazać drużynę, która ma znacznie więcej punktów niż na nie zasłużyła, to bez dwóch zdań w tej kategorii umieścilibyśmy Pogoń Szczecin. Zespół Kosty Runjaicia był słabszy od Śląska, stworzył mniej sytuacji, ale w końcówce bezlitośnie wykorzystał błąd Putnockiego i Michał Kucharczyk zamienił rzut karny na gola.
Trudno jednak się ogląda mecze Portowców. Szczecinianie grają wolno, nudno i schematycznie. W akcjach ofensywnych brakuje rozmachu i pomysłu, ale zdobycz punktowa jest całkiem niezła. W drugiej kolejce Pogoń cudem wywiozła zwycięstwo z Gliwic, tydzień temu uratowała się w ostatniej minucie, a po sobocie znowu może dziękować niebiosom, że nad nią czuwały…
Patent Urygi
Alan Uryga bez dwóch zdań wyrasta na lidera Wisły Płock. Środkowy obrońca zaliczył kolejny świetny występ w barwach Nafciarzy i nie przez przypadek trafił do naszej jedenastki kolejki.
Kapitan płockiego zespołu jest wychowankiem Wisły Kraków, w barwach której rozegrał 100 spotkań. Bilans? Zero goli. Jako zawodnik Nafciarzy ma już na koncie 96 meczów i 13 bramek na koncie. Któremu rywalowi strzelił ich najwięcej? Wiśle Kraków. W piątek ukąsił Białą Gwiazdę po raz trzeci, a Wisła z Płocka wygrała pod Wawelem 3:0.
Pasy na plusie
Zaledwie czterech kolejek potrzebowała Cracovia, aby odrobić zabrane punkty przed sezonem. Cracovia ma już jedno oczko na plusie i zaczyna marsz w górę tabeli.
Zespół Michała Probierza zremisował z Zagłębiem 1:1 i jako jeden z trzech klubów w PKO BP Ekstraklasie nie ma jeszcze w tym sezonie na koncie ani jednej porażki. Wydaje się, że kwestią kilku tygodni będzie dogonienie pierwszej piątki. Tym bardziej, że Pasy będą grały teraz z zespołami z czołówki. W najbliższy weekend do Krakowa przyjeżdża Raków, później Cracovia jedzie do Wrocławia, a następnie krakowianie zmierzą się z: Piastem, Lechem, Jagiellonią i Legią. Trudny kalendarz.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.