Za nami pierwsza kolejka sezonu 2020-21. Czego dowiedzieliśmy się po inauguracji? Oto osiem wniosków po premierowej serii spotkań PKO Bank Polski Ekstraklasy.
1. Bez płaczu po królach
Latem z ligą polską pożegnał się król strzelców – Christian Gytkjaer. Wyjechali także Igor Angulo oraz Jorge Felix. Wydawało się, że zasypanie tak wielkiej dziury w ataku Lecha, Górnika i Piasta może potrwać nawet kilka miesięcy. W Poznaniu i Zabrzu jednak nie odczuli większej zmiany. Gorzej z drużyną Waldemara Fornalika.
W ataku Lecha wystąpił Mikael Ishak – nowy nabytek Kolejorza. Zagrał przyzwoicie, miał trzy niezłe sytuacje, z których jedną wykorzystał. Skuteczność może pozostawia trochę do życzenia, ale w Poznaniu mimo wszystko mogą odetchnąć. Szwed nie będzie potrzebował pół roku na aklimatyzację, pokazał, że ma nosa pod bramką rywali i powinien strzelać gole seriami.
W Zabrzu Marcin Brosz wyszedł z innego założenia. W miejsce Angulo Górnik sprowadził Alexa Sobczyka ze Spartaka Trnawa, ale kluczowa była inna decyzja szkoleniowca. Zabrzanie zmienili system, przeszli na trzech obrońców, a do ataku został przesunięty Jesus Jimenez. Efekt? Trzy gole na inaugurację. Zresztą wspomniany Sobczyk też miał spory udział przy efektownym zwycięstwie ekipy z Roosvelta. Austriak z polskimi korzeniami zaliczył asystę oraz wywalczył jedenastkę, którą wykorzystał Jimenez. Jeśli do tego dodamy, że po wejściu na boisko na listę strzelców wpisał się jeszcze Piotr Krawczyk, to Brosz ma w ataku po prostu komfort wyboru nawet bez Angulo.
Znacznie gorzej wypadł sprawdzian gliwickiej ofensywy bez Jorge Felixa. Ani Piotr Parzyszek, ani Michał Żyro, ani Kristopher Vida, ani Jakub Świerczok nie pokazali we Wrocławiu nic szczególnego. Z drugiej strony trener Fornalik nie miał zbyt dużo czasu, aby wprowadzić nowe trybiki w swój mechanizm. Dobry inżynier potrzebuje czasu, a za takiego przecież mamy pana Waldemara.
2. Tradycja Lecha
Wracając do Lecha: na grę Kolejorza naprawdę momentami patrzyło się bardzo przyjemnie. Poznaniacy znowu potrafili wykreować kilka szans, młodzież znowu brała sprawy w swoje ręce, ale skończyło się po staremu, czyli… bez punktów.
Zagłębie wypunktowało poznaniaków stałymi fragmentami gry. Tradycyjnie Kolejorzowi nie pomógł bramkarz, bo Filip Bednarek słabo zachował się przy jednej z bramek. Po jednym meczu nie ma sensu skreślać golkipera, ale obiecywaliśmy sobie znacznie więcej po wejściu tego bramkarza do Ekstraklasy…
3. Świeża krew nie porwała
Sezon 2020-21 ma być przejściowym, dlatego w PKO BP Ekstraklasie powitaliśmy kilka tygodni temu trzy nowe drużyny. Wszystkie mogliśmy zobaczyć, jedną po drugiej, w niedzielę. Zaczęła Stal Mielec, która nie porwała w starciu z Wisłą Płock (swoją drogą było to chyba najsłabsze widowisko w tej kolejce). Później niemrawo zaprezentowała się Warta Poznań, która nie miała większego pomysłu na zatrzymanie Lechii. Piłkarze beniaminka walczyli, atakowali wysoko rywali, ale w zasadzie nic z tego nie wynikało.
Na koniec zaprezentowało się Podbeskidzie Bielsko-Biała, z którym wiązane są największe nadzieje. W Zabrzu w poprzednim sezonie w zasadzie nikt nie wygrywał, dlatego porażka z Górnikiem nas nie dziwi. Były momenty, kiedy Górale potrafili przejąć inicjatywę, trafić w słabe punkty zabrzan, strzelić nawet dwa gole, ale przy tak grającej defensywie Podbeskidzia, goście nie mieli prawa wywieźć choćby punktu z Roosvelta. Przy bramce na 4:2 Jimenez zabawił się jak chciał z całą linią obrony i pokonał Martina Polacka.
4. Mistrz każe czekać
Legia zrobiła latem wielkie transfery, w zasadzie się nie osłabiła, więc na mecz mistrzów Polski czekaliśmy z zapartym tchem. No i się rozczarowaliśmy. Warszawianie grali wolno, do bólu przewidywalnie i nawet z przewagą jednego zawodnika stracili kontrolę nad spotkaniem, a to przecież się w tamtym sezonie nie zdarzało, kiedy Legia złapała właściwy rytm.
Drużyna Aleksandara Vukovicia znowu jednak nie jest w najwyższej formie na początku rozgrywek. Ponownie warszawianie wychodzą z założenia ZZZ, czyli zagrać, zwyciężyć i zapomnieć. Pierwszy szczyt dyspozycji jest zapewne szykowany na przełom sierpnia i września, kiedy legioniści zamierzają się bić o fazę grupową europejskich pucharów. W takiej formie, jaką pokazali z Rakowem, nie mają czego szukać.
5. Stara gwardia ma się dobrze
Kto jest największym wzmocnieniem Śląska w ostatnich kilku latach? Jak dla nas kandydat jest tylko jeden – Vitezlsav Lavicka. Czeski szkoleniowiec świetnie poukładał wrocławski zespół, a w sobotę jego piłkarze zagrali bardzo dobre zawody z Piastem. Trener postawił na doświadczenie, w pierwszym składzie wybiegli m.in. Piotr Celeban, Mariusz Pawelec czy powracający do Polski Waldemar Sobota. Przedstawiciele starej mistrzowskiej gwardii wysłali swojemu szkoleniowcowi sygnał, że będzie mógł na nich liczyć w tym sezonie. Celeban wpisał się na listę strzelców po podaniu Soboty – obaj trafili do jedenastki kolejki według „PN”.
6. Światełko w tunelu
Kibice Jagiellonii Białystok nie tak wyobrażali sobie świętowanie stulecia klubu. Były apetyty na jakieś trofeum (czytaj: Puchar Polski), ewentualnie na miejsce na podium. Skończyło się na odpadnięciu w pierwszej rundzie krajowego pucharu i ostatnim miejscu w grupie mistrzowskiej. Jaga rozczarowywała, grała nudno, nie potrafiła przejmować inicjatywy i w letniej przerwie pożegnała się z Iwajło Petewem.
Przyszedł Bogdan Zając na powitanie dostał lanie od Górnika w PP w Zabrzu. Nowy szkoleniowiec, który stawia dopiero pierwsze kroki w samodzielnej pracy w profesjonalnej piłce, szybko wyciągnął wnioski, dokonał kilku roszad i jego drużyna nie przyniosła wstydu we wczorajszej konfrontacji z Wisłą Kraków. Ba, to białostoczanie bardziej zasłużyli na komplet punktów, ale byli nieskuteczni. Malutkie światełko w tunelu się pojawiło. Może za kilka tygodni rozbłyśnie?
7. Kandydat na gwiazdę
Który debiutant zrobił na nas największe wrażenie w pierwszej kolejce? Bez dwóch zdań wskazujemy na Marcosa Alvareza z Cracovii. Niemiec z hiszpańskimi korzeniami pokazał, że może być lepszą wersją Rafaela Lopesa przy Kałuży, który odszedł do Legii. Alvarez strzelił gola, zaliczył asystę przy trafieniu Sergiu Hanki i wysłał poważny sygnał, że trzeba będzie się z nim liczyć w kolejnych spotkaniach. Ma wszystko, aby stać się liderem krakowskiej ofensywy.
8. O co chodzi z Pogonią?
Jesienią 2019 roku grą Portowców zachwycali się wszyscy. Pogoń wygrywała, potrafiła odprawić z kwitkiem Piasta i Legię, wygrała w delegacji w Gdańsku i były przesłanki ku temu, że szczecinianie mogą w końcu powalczyć o coś więcej. Skończyło się na rozbudzonych nadziejach, bo wiosną zawodnicy wylali na rozgrzane głowy kibiców hektolitry lodowatej wody.
Po letnich transferach znowu można było uwierzyć, że Pogoń wróci na właściwe tory. Nic bardziej mylnego. Inauguracja była nieudana, Cracovia zasłużenie zgarnęła komplet punktów, a w grze szczecinian trudno było dostrzegać większe pozytywy. A może po prostu Kosta Runjaic nie ma od kilku miesięcy na dalsze funkcjonowanie tej ekipy? Przecież potencjałem Portowcy nie odstają od drużyn z miejsc 5-8…
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.