Przejdź do treści
90 minut z Adamem Frączczakiem. Uniwersalny żołnierz

Polska Ekstraklasa

90 minut z Adamem Frączczakiem. Uniwersalny żołnierz

Robi wszystko – dba o atmosferę, gra na kilku pozycjach, a na wszelki wypadek czasami trenuje jako bramkarza. Nie robi sobie natomiast nic z powiedzenia, że jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W Legii się kiedyś nie przebił, więc na pocieszenie albo w rewanżu strzelił jej ostatnio dwa gole, a dwa kolejne wbił Arce Gdynia.

Adam Frączczak – człowiek orkiestra

Coś się zacięło. Zła passa Roberta Lewandowskiego – KLIKNIJ!

Rozmawiał Zbigniew MUCHA

– Jak byś ocenił uderzenie Garetha Bale’a, którym Walijczyk pokonał Arkadiusza Malarza, było prawie tak dobre jak twoje?
– Przede wszystkim trochę jednak inne, ale OK, dobrze strzelił, nie można się czepiać – śmieje się Adam Frączczak (na zdjęciu).

– Po meczu z Legią wybrałeś się na miasto? Nie było: pan dziś nie płaci…?
– Szczecin pod tym względem to jednak nie Neapol, choć nie miałem szansy sprawdzić tego na pewno, bo po prostu nigdzie się nie wybrałem. Pojechałem do domu i tyle. Zresztą nie ma się czym podniecać. Fajnie, że po serii meczów bez zwycięstwa w końcu udało się przełamać, jeszcze fajniej, że nastąpiło to w meczu z uczestnikiem Ligi Mistrzów, ale to tylko trzy punkty, takie same jak za zwycięstwo choćby z Łęczną. Nam potrzeba więcej oczek.

– Jak w ogóle wy, piłkarze ekstraklasy, postrzegacie zderzenie Legii z Ligą Mistrzów? Cicha szydera czy raczej: Boże, co oni dopiero by z nami zrobili?
– Na pewno nie ma szydery, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Wiadomo, że to zupełnie inna półka, inny poziom. Przepaść dzielącą polski futbol od europejskiej czołówki udaje się powoli zakopywać na poziomie reprezentacyjnym, natomiast w przypadku klubów jest dużo trudniej. Niby mówi się, że pieniądze nie grają, ale to nieprawda. W naszej lidze może i to się sprawdza, choć też rzadko na dłuższą metę, natomiast na świecie nie ma praktycznie w ogóle zastosowania. Masz kasę, masz gwiazdy, masz jakość, jesteś wysoko. Legia zbiera bolesne doświadczenie, ale może kiedy za rok, dwa lub trzy znów trafi do elity, będzie gotowa na to wyzwanie. Ja jej w każdym razie kibicuję w tych rozgrywkach. Niech nazbiera trochę punktów i nie traci więcej twarzy. Pokazała, że przy odpowiedniej mobilizacji można pokazać trochę piłki nawet w Madrycie. Nie mógłbym zresztą szydzić z polskiego zespołu, zwłaszcza mając w nim kilku kolegów – Kubę Czerwińskiego, Maćka Dąbrowskiego czy Kubę Rzeźniczaka…

– Chciałbyś zagrać w Lidze Mistrzów nawet za cenę porażki 0:6?

– Jasne, że tak, bo to marzenie każdego zawodowego piłkarza. Zmierzyć się z ludźmi znanymi z telewizora lub PlayStation, to duża sprawa, nawet kiedy obnażają twoje niedostatki. No i pograć na stadionie w Madrycie czy Dortmundzie to również frajda, sparingów z Realem na Santiago Bernabeu raczej się nie kontraktuje.

– Tylko że Pogoni okoliczność gry w Lidze Mistrzów chyba nie grozi?

– Nie ma o czym mówić, nawet takie żarty są niepotrzebne. Nam chodzi teraz o to, by jakoś umocować się w górnej części tabeli, zyskać powtarzalność i stabilizację, dobić do czołówki.

– Czyli o pucharach nawet nie myślicie?
– Dlaczego nie? Trzecie-czwarte miejsce w lidze jest w zasięgu praktycznie każdej drużyny, poza tym walczymy wciąż w Pucharze Polski. Teraz gramy z teoretycznie słabszym przeciwnikiem, Puszczą Niepołomice, a potem już półfinał. Droga do Europy naprawdę nie musi być długa.

– Tylko na pewno ta Europa nie dotrze na wasz stadion.

– Z tym faktycznie nie jest za dobrze, bo nagle tylko my, Ruch Chorzów i Wisła Płock zostaliśmy w lidze bez stadionu z prawdziwego zdarzenia. A pamiętam jak jeszcze stosunkowo niedawno w Szczecinie mecze rozgrywała nawet reprezentacja Polski… Na szczęście pojawiło się światełko w tunelu, podpisano porozumienia i ponoć w 2019 nasz stadion będzie wyglądał inaczej.


– Nie masz przypadkiem wrażenia, że puchary w poprzednim sezonie były celem jak najbardziej do zrealizowania? Powiedziałeś nawet, że macie żal do siebie, że się nie udało.
– Bo tak było.

– W którym momencie się pogubiliście?
– Jednym meczem, z Zagłębiem Lubin u siebie, popsuliśmy wszystko. Wtedy była szansa na wyrobienie sobie przewagi punktowej, tymczasem mecz nam nie wyszedł. Cały sezon graliśmy krótką ławką, pojawiło się w końcu zmęczenie i na mecz z Zagłębiem nie dojechaliśmy fizycznie, ani nawet psychicznie. Potraciliśmy śmieszne bramki…

– Czesław Michniewicz odszedł, bo chciał czegoś więcej, czy też zadeklarował, że z tym zespołem więcej się nie da?
– Nie wiem jakie były rozmowy i ustalenia trenera z zarządem, mogę się tylko domyślać. Na pewno za trenera Michniewicza przypominaliśmy trochę obecną Niecieczę. Fajerwerków na boisku brakowało, ale punktowaliśmy. Czasem za dużo co prawda tych remisów się przytrafiało, ale na pewno byliśmy zespołem niewdzięcznym, trudnym do pokonania. Mam wrażenie, że kibicom w Szczecinie nasz styl jednak nie przypadł do gustu, stąd decyzja zarządu.

– Roszada Michniewicz – Kazimierz Moskal była zaskakująca. Dla was oznaczała zapewne dużą zmianę: od trenera impulsywnego, ale też skorego do żartów, do spokojnego i dość zasadniczego.
– To oczywiście dwie różne osobowości, różne typy ludzkie, ale nie mnie ich oceniać. Trener Moskal ma własną wizję i stara się nawrócić nas na grę ofensywną. Na to potrzeba jednak czasu, choć pewne symptomy zmiany stylu są już widoczne.

– A zaskoczony się czułeś, gdy Legia latem wykupiła Czerwińskiego?
– Szoku nie było. Kuba wraz z Jarkiem Fojutem stworzył jedną z najlepszych par stoperów w Polsce i miał za sobą bardzo udany sezon. Po cichu wszyscy się spodziewali, że znajdzie się ktoś, kto zapłaci klauzulę odejścia i Kuba wyfrunie. Sądziłem jednak, że szybciej zagranicę. Wybrał Legię i na początku przydarzyło mu się kilka błędów, ale wciąż gra i w końcu się zaadaptuje w nowym środowisku. To skromny chłopak i duży profesjonalista. Proszę też pamiętać, że ostatnie kilkanaście miesięcy było dla niego szalone. Wdrapywał się coraz wyżej – najpierw z Termaliki do Pogoni, potem do Legii i od razu do Champions League.

– Po ostatnim meczu Pogoni z Legią właśnie pojawiły się nawet złośliwe komentarze kibiców: kupiliśmy nie tego łysego…
– Kreatywność złośliwców jest nieograniczona, więc nawet nie będę tego komentował. Cenię sobie jak ktoś powie mi prosto w twarz: zagrałeś słabo! Inna sprawa, że do takich dialogów rzadko dochodzi. Natomiast osobiście nie zawracam sobie głowy krytykami internetowymi, którzy nawet się nie podpisują…

– A przy okazji nie potrafią poprawnie napisać twojego nazwiska?
– No, z tym jest już lepiej, przynajmniej w środowisku piłkarskim, natomiast w urzędach wciąż dochodzi do pomyłek. Widziałem na różnych dokumentach już tyle różnych wersji mojego nazwiska, że myślałem, że nic mnie już nie zdziwi. Tymczasem niedawno żona wróciła z jakiegoś urzędu i opowiadała, że napisali Frontczak, czy jakoś tak… Cuda-wianki, ale zdążyłem się przyzwyczaić, nawet jeśli czasami bywa to kłopotliwe.

– Grałeś już chyba na każdej pozycji, bo i na obu stronach obrony, także pomocy, jako skrzydłowy, a teraz nawet jako środkowy napastnik. Uniwersalność to w przypadku piłkarza zaleta czy wada – na zasadzie, że jak ktoś jest do wszystkiego, to jest do niczego?
– Jednak atut. Otrzymuję zadanie i je wykonuję, niczym żołnierz. Postrzeganie mnie jako gracza uniwersalnego w ogóle by mi nie przeszkadzało, gdyby tych zmian pozycji nie było tak dużo i nie następowały tak często. Trenujesz dwa tygodnie pewien schemat, a potem musisz wszystko odkręcać. Trudno się w ten sposób rozwijać i wypracowywać automatyzmy.

– Gdzie jeszcze nie grałeś?

– Niech pomyślę… Na dziesiątce na pewno tak, w środku drugiej linii także, nie było mnie tylko na stoperze i w bramce. Ale jest opracowany schemat w Pogoni, że jakby nasz bramkarz dostał czerwoną kartkę i nie byłoby manewru na ławce, to między słupki wchodzę oczywiście ja. Nie ukrywam, że w czasie gierek lubię czasami założyć rękawice i nawet nieźle to podobno wychodzi. W młodości też broniłem, podobnie jak brat, który bawi się w piłkę w rezerwach Kotwicy Kołobrzeg. Pracuje zawodowo i kopie piłeczkę.

– Tobie się udało wybić, choć mogło być jeszcze lepiej, ale nie wykorzystałeś swojej szansy w Warszawie. Prawie dziesięć lat temu trafiłeś do Legii…

– I o to mam trochę żalu do siebie. Niby starałem się, ale chyba mogłem się lepiej sprzedać. To był duży nabór. Legia zaprosiła z różnych klubików około czterdziestu chłopaków. Odpaliła prawie wszystkich, ja zaś zostałem i pojechałem z rezerwami na obóz do Czech. W pewnym momencie Jan Urban zaprosił mnie na treningi pierwszej drużyny, zaliczyłem też kilka meczów w Pucharze Ekstraklasy, ale w lidze jako legionista nie zadebiutowałem.

– Konkurencja była za mocna?

– Pół na pół. Lekko rzecz jasna nie było, ale też chyba mogłem dać z siebie jeszcze więcej. Ariel Borysiuk, Maciek Rybus – im się udało. Arturowi Jędrzejczykowi z czasem również. Oni dziś są w reprezentacji, ja nie. Fajną ekipę wtedy w rezerwach mieliśmy. Byli jeszcze Majkowski, Paluchowski, Trochim, kilku innych. Przygoda z Legią zakończyła się ostatecznie szybko wypożyczeniem do Dolcanu Ząbki, nawiasem mówiąc razem z Jędzą. Potem wróciłem, ale usłyszałem przy Łazienkowskiej, że raczej nie wiążą tam ze mną nadziei, więc wróciłem do Kołobrzegu, czyli tam, skąd tak naprawdę ruszyłem do centralnej Polski. Leżałem z kolegą na plaży, gdy zadzwonił prezes Żaków Kołobrzeg, informując, że mamy się pakować i jechać do Warszawy na testy. Myślałem, że jaja sobie robi, ale nie. Pędem więc do domu, spakowaliśmy torby, na szczęście lato było upalne, więc wiele ciuchów nie braliśmy i wieczorem na dworzec, na pociąg do Warszawy.

– Podobno widziano cię później w tej Warszawie, jak na golasa w śniegu się tarzałeś?
– Mniej więcej… Mieszkaliśmy nieopodal siebie całą grupą młodych piłkarzy Legii. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu, bo też tak naprawdę sporo go mieliśmy. Nudziliśmy się, więc wymyślaliśmy różne gry i głupoty, a przegrany musiał coś tam zrobić. Stąd ten śnieg w samych majtkach…

– Dziś już pełna powaga, głupoty się ciebie nie trzymają, ale podobno to Frączczak dba o atmosferę w szatni Pogoni?
– Wodzirejem nie jestem, natomiast każdy stara się budować atmosferę. Dobrze się pod tym względem rozumiemy. Spędzamy ze sobą sporo czasu…

– Zwłaszcza w podróży.
– To akurat jest nasza zmora. Życie w autokarze daje się wszystkim we znaki. Ja na przykład noszę ze sobą karimatę, by poleżeć w przejściu między siedzeniami. To najlepsze miejsca, żartuję, że wykupione już do końca roku. Generalnie zawsze lepiej źle leżeć niż dobrze siedzieć.

– Coś wymyślicie na tegoroczne Halloween?
– Coś na pewno. Poprzednio to był pomysł marketingu klubowego z tym straszeniem podczas nagrań. Kilku chłopaków nieźle się wypłoszyło, choć nadrabiali miną, że wiedzieli, że czuli, tylko udawali. Akurat! Filmik jest do znalezienia w sieci.

– A kto rządzi w szatni?
– Hierarchii nie ma ustalonej. Jarek Fojut ma sporo do powiedzenia, Rafał Murawski jako kapitan przede wszystkim. Lubię obserwować, w jaki sposób młodzi go słuchają. Patrzą jak na idola, i zresztą bardzo dobrze, bo na samym treningu z Murasiem mogą sporo zyskać.



Wywiad ukazał się w nowym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”


 

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej