Przejdź do treści
90 minut z Damianem Kądziorem

Polska Ekstraklasa

90 minut z Damianem Kądziorem

Wszedł do ekstraklasy z drzwiami i futryną. Wystarczyło 10 spotkań w tym sezonie ligowym, aby selekcjoner Adam Nawałka powołał go do reprezentacji Polski. Tym samym Górnik Zabrze do kadry dostarczył zawodnika, za którego latem zapłacił 300 tysięcy złotych. Dziś już można zaryzykować stwierdzenie – tylko 300 tysięcy.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW PAWLAK

– Górnik nie wydał na ciebie dużych pieniędzy, tymczasem do ekstraklasy przybywają tabuny obcokrajowców. Ty to rozumiesz?
– Każdy ma określony plan na klub. Akurat w Górniku w tym temacie wszystko idzie we właściwą stronę. Prezes i trener prowadzą politykę transferową opartą o sprowadzanie młodych polskich zawodników, którzy mogą się rozwinąć, i będzie można na nich w dłuższej perspektywie zarobić – mówi Damian Kądzior (na zdjęciu). – I uzupełnianie kadry obcokrajowcami, ale dającymi jakość, jak Dani Suarez i Igor Angulo, który w pierwszym etapie sezonu wyrósł na króla ligi. Problem ekstraklasy polega na tym, iż bardzo mało jest transferów gotówkowych. Kluby wybierają piłkarzy z kartą na ręku, a skoro tak – najczęściej są to cudzoziemcy. Za mnie Górnik zapłacił określoną sumę, w polskich warunkach nie uważam, że małą. Przy transferach zawodników z pierwszej ligi najczęściej słyszy się kwoty rzędu stu tysięcy złotych, w moim wypadku było to kilka razy więcej. 

– W jakim stopniu taka polityka klubów ekstraklasy ogranicza takich zawodników jak ty, bo że ogranicza, to wiadomo?
– Piłkarze z zagranicy trafiający do naszej ligi często mają karty na ręku, ponieważ są po określonych przejściach. W dodatku w utrzymaniu wcale nie muszą być tańsi niż chłopak z pierwszej ligi, tyle że kiedy do zawodnika z Polski dodasz sumę transferu, z finansowego punktu widzenia sprowadzenie cudzoziemca może bardziej się opłacać. Bo to, co zapłacisz za transfer, może wystarczyć na pokrycie roku kontraktu. I nie ma w tym momencie znaczenia, że zawodnik z pierwszej ligi pod względem sportowym dawałby przynajmniej tyle samo. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że jest ciężko wyjść z zaplecza ekstraklasy. Jeśli zdobywasz dużo bramek, w meczach wyglądasz dobrze i masz ważny kontrakt, wiadomo, że klub będzie żądał za ciebie pieniędzy. Ja wiedziałem, że jeśli odejdę z Wigier Suwałki, to na pewno nie za sto tysięcy złotych. Pół roku temu Pogoń Szczecin oferowała za mnie 150 tysięcy, tyle że właściciel Wigier jest człowiekiem zamożnym, więc ta suma na nim wrażenia zrobić nie mogła. Bardziej opłacało mu się, żebym został i pomógł drużynie w walce o awans do ekstraklasy i w Pucharze Polski. Krótko mówiąc, żeby klub z ekstraklasy zapłacił za zawodnika z pierwszej ligi niezłe pieniądze, musi się naprawdę wyróżniać. 

– Nie o wszystkich klubach można powiedzieć, że ich nie stać na transfery gotówkowe. Legia Warszawa, Lech Poznań…
– …a widziałeś, żeby Legia lub Lech w ostatnim czasie sprowadziły zawodnika z niższej ligi? Wyjątkiem jest tu chyba tylko Jarek Niezgoda. Mam na Lubelszczyźnie sporo znajomych i wiem, że skauci Legii długo za Jarkiem jeździli. Jest jednak jedno ale – Niezgoda jest napastnikiem, strzelał gole, łatwo było go zauważyć. W letnim oknie transferowym 3/4 klubów ekstraklasy wyrażało zainteresowanie moim transferem, tylko większość chciała przeprowadzić transakcję jak najmniejszym kosztem. Rozchodziło się o wysokość kwoty odstępnego, gdybym był wolnym zawodnikiem, z pewnością otrzymałbym więcej konkretnych propozycji. A zatem Legia i Lech nie wydają pieniędzy na zawodników pierwszoligowych, natomiast na graczy sprawdzonych w ekstraklasie, z wyrobioną marką, ale jeszcze młodych, często tych klubów po prostu nie stać, bo tu już wchodzą w grę kwoty zbliżone do miliona euro i wyższe. Nie działają więc jak na przykład Bayern Monachium, który wybijających się Niemców w Bundeslidze sprowadza do siebie. Być może Legia czy Lech wychodzą z założenia, iż chłopak z pierwszej ligi nie udźwignie ciężaru gry w topowym polskim klubie, nie poradzi sobie z presją, tyle że… nikt tego do tej pory nie sprawdził, więc pewności też mieć nie mogą. 

– Jak to możliwe, że skauting Legii czy Lecha nie widzi, że w pierwszej lidze jest taki Damian Kądzior, albo uznaje, że nie rokujesz, a ty po dwóch miesiącach w najwyższej lidze dostajesz powołanie do reprezentacji Polski? Nie mogę tego pojąć. W ogóle jak często miałeś sygnały, że ludzie z klubów ekstraklasy przyjechali cię oglądać?
– Grając w Wigrach i wcześniej w Dolcanie, miałem bodaj trzy sygnały, że klub z wyższej ligi będzie mnie obserwował. Pogoń oglądała mnie w wielu meczach, zostałem rozpracowany w programach skautingowych, zrobiła wywiad środowiskowy na mój temat, sprawdziła, jakim jestem człowiekiem, jak podchodzę do wykonywanego zawodu – prowadziła temat bardzo profesjonalnie. Na końcu do transferu nie doszło, gdyż pieniądze zaproponowane przez klub ze Szczecina dla Wigier były, mówiąc wprost, śmieszne. Także Zagłębie Lubin mnie obserwowało. 


– W ogóle Zagłębie całkiem nieźle wyszło na takich transferach w tym sezonie. Wszyscy wiedzieli, na co stać Jakuba Świerczoka, ale sprowadzenie Alana Czerwińskiego było jeszcze lepszym posunięciem.
– Taka polityka jak ta prowadzona przez klub z Lubina mnie się podoba. Zagłębie zbiera informacje o zawodnikach z niższych lig, analizuje, nie boi się sięgnąć po piłkarza z zaplecza ekstraklasy. Całkiem nieźle na tym wychodzi. 

– To ułatwmy pracę skautom – którzy zawodnicy z pierwszej ligi poradziliby sobie w ekstraklasie?
– Wielu jest piłkarzy, którzy pracując z lepszymi zawodnikami, w lepszych warunkach, byliby w stanie jeszcze się rozwinąć i spokojnie poradzić sobie w najwyższej klasie rozgrywkowej. I byłoby o nich głośniej, gdyż ekstraklasa jest zdecydowanie bardziej medialna. Zresztą spójrzmy na Puchar Polski, ile klubów pierwszoligowych eliminuje teoretycznie silniejszych rywali. Naprawdę nie ma tak wielkiej różnicy poziomów, nie jest tak, że to ekstraklasa, więc trzeba się od razu bać. Wiadomo, są zespoły mające dużą większą jakość piłkarską od tych z pierwszej ligi, ale są też takie, gdzie tej różnicy aż tak nie widać. Z Wigrami graliśmy z Arką Gdynia w Pucharze Polski, nie uważam, że wypadliśmy słabiej, więcej – byliśmy lepszą drużyną, a na koniec to Arka wygrała w ogóle całe rozgrywki. 

– Czyli dla ciebie przeskok do ekstraklasy to była bułka z masłem.
– Bez przesady, tego nie powiedziałem. Wcale nie było i nie jest łatwo. Karol Angielski o mało nie został królem strzelców pierwszej ligi w zeszłym sezonie, a w Piaście Gliwice ma problemy z regularną grą. Ja też nie strzelam gola w każdym meczu, nie zmiażdżyłem ligi. Ekstraklasy dopiero się uczę. Zresztą mam to do siebie, że potrzebuję trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowych warunków. W Dolcanie minęło pół roku, zanim zacząłem grać tak, jak od siebie oczekuję. I wiem, że w Górniku nie pokazałem jeszcze wszystkich możliwości. Zdarzają mi się mecze słabsze, natomiast dzięki temu, że jestem w Górniku, zdobywam ekstraklasowe doświadczenie, każdego dnia czuję się lepszym zawodnikiem. Nie są to puste słowa, bo cztery miesiące temu grałem w pierwszej lidze, a w zeszłym tygodniu brałem udział w zgrupowaniu reprezentacji Polski. 

– Pomóżmy jeszcze dyrektorom sportowym klubów z ekstraklasy – masz klauzulę odstępnego w kontrakcie z Górnikiem?
– Mam, kwoty jednak nie podam. Przychodząc do Zabrza, od razu poruszyliśmy ten temat. Górnik jest dla mnie supermiejscem do rozwoju, natomiast kiedyś chciałbym pójść jeszcze dalej. 

– Tylko dlatego, że większości klubów ekstraklasy nie stać na transfery gotówkowe, tak długo przebijałeś się do najwyższej ligi polskiej?
-Za długo związany byłem z klubem, który mnie wychował, czyli z Jagiellonią Białystok. Ja niby cały czas blisko ekstraklasy byłem, tyle że co chwila szedłem na wypożyczenie. A po powrotach szansy w Jadze znów nie dostawałem. Kiedy byłem na kolejnym wypożyczeniu w Dolcanie, pojawiło się kilka tematów z ekstraklasy. Interesował się mną Górnik Łęczna, rozmawiałem z Wisłą Płock, Arką Gdynią. Rzecz w tym, że Jagiellonia chciała za mnie bardzo duże pieniądze i tematy upadały, gdyż kluby ekstraklasy nie są skore do zapłacenia, dajmy na to, 400 tysięcy złotych za chłopaka z pierwszej ligi. Po powrocie z wypożyczenia do Motoru Lublin przedłużyłem kontrakt z Jagą o trzy lata, dziś uważam tę decyzję za nierozsądny krok. 

– Nie mogę o to nie zapytać. Dlaczego Michał Probierz nie dał ci szansy w Białymstoku? Akurat ten trener kilku młodych zawodników wypromował, nie boi się podejmowania odważnych decyzji.
– Ale ja nie wiem. Odbyliśmy kilka rozmów, zazwyczaj kończyło się na tym: pracuj, dostaniesz szansę. Aż w końcu wykupiły mnie Wigry Suwałki. Często słyszę to pytanie i za każdym razem rozkładam ręce. Może w jakimś wywiadzie ktoś zagadnie w tym temacie trenera i wtedy on powie coś więcej? Sam chętnie się dowiem. Proszę tego nie traktować jako złośliwości, nie mam żadnego problemu z trenerem Probierzem, więcej – dziękuję mu, jak każdemu szkoleniowcowi, z którym pracowałem, za przyczynienie się do mojego rozwoju. Może było po prostu jak w życiu – jednemu podoba się ta dziewczyna, a drugiemu inna. 

– Probierz pomylił się w twojej ocenie?
– Za dużo powiedziane. Jeśli będę grał super w Górniku, jeśli wywalczę stałe miejsce w reprezentacji Polski, wtedy będzie można się nad tym zastanawiać. Dziś na to zdecydowanie za wcześnie. W każdym razie nie mam żadnych pretensji do trenera. Koniec końców na ten moment wyszło dla mnie na lepsze, że nie jestem w Cracovii, a jestem w Górniku. I nie chodzi o miejsce w ligowej tabeli, po prostu to z Zabrza udało mi się trafić na zgrupowanie kadry. 

– Długo dojrzewałeś pod względem fizycznym, to też zapewne miało znaczenie, jeśli chodzi o twoje wcześniejsze wejście do ekstraklasy.
– Dopiero grając w Dolcanie, całkowicie przebudowałem się pod względem fizycznym. Całe życie byłem bardzo szczupły, trener Dariusz Dźwigała na dzień dobry powiedział: OK, masz superumiejętności, ale żebyś mógł występować w pierwszej lidze, musisz stać się silniejszy. Wziąłem to do siebie, ostro zapierdzielaliśmy z trenerem przygotowania fizycznego. Dodatkowo dwa razy w tygodniu już na własną rękę w szkole motoryki robiłem trening z Jarkiem Stecem. Przeskok. Niedawno Jarek pokazał mi pierwsze badania, które u niego wykonałem, w porównaniu z aktualnym stanem – miazga. Wiem jednak, mimo że mam 25 lat, iż jeszcze są rezerwy na zrobienie większego kroku. Na zgrupowaniu reprezentacji Polski trener Remigiusz Rzepka również to potwierdził, mówiąc, że mam duży potencjał w tym temacie. A zatem jeśli połączę wzrost siły, masy mięśniowej, z umiejętnościami piłkarskimi – mogę się jeszcze rozwinąć. Zresztą od razu poprosiłem trenera Rzepkę o zestaw ćwiczeń, które mógłbym wykonywać indywidualnie, żeby wzmocnić start do piłki, być szybszym na pierwszych metrach biegu. 

– Nad czym najwięcej pracowałeś?
– Zacząłem wykonywać dużo ćwiczeń na nogi, na przykład martwy ciąg, przysiady, wzmocniłem mięśnie brzucha, poprawiłem szybkość, skoczność. Rozbudowałem również górę ciała, przestałem odbijać się od przeciwników. Trener Dźwigała po jednym z meczów powiedział: zauważ, rok temu przegrywałeś większość pojedynków bark w bark, a teraz nie robi ci różnicy, czy walczysz na boisku z gościem twoich gabarytów, czy dziesięć centymetrów wyższym. Po przeprowadzce do Wigier nadal współpracowałem z Jarkiem, zresztą tak jest również dziś. 

– Jak wygląda taka współpraca na odległość, bo Stec jest w Warszawie, a ty mieszkasz w Gliwicach?
– Rano dostaję od Jarka rozpisany trening. Jeśli po zajęciach w Górniku czuję, że jeszcze mogę zrobić coś ekstra, po obiedzie idę na siłownię. Kiedy trafiam na ćwiczenie, z którym mam problem pod względem technicznym, Jarek dosyła mi klipy wideo, mogę obejrzeć, jak robią to inni. Zgrupowanie reprezentacji zakończyło się w niedzielę, więc w poniedziałek przed powrotem do Górnika też do Jarka zajrzałem, aby zrobić trening indywidualny. Grunt, żeby zachować zdrowy rozsądek, znam swój organizm na tyle, że wiem, kiedy i na jakie obciążenia mogę sobie pozwolić. Zresztą nie tylko o trening chodzi, bo na przykład w trakcie sezonu ligowego w ogóle nie ruszam alkoholu. Poza sylwestrem – wiadomo, wtedy jest czas na świętowanie. Nie mówię, że zawodnik nie może wypić jednego piwa po wygranym meczu czy lampki wina z dziewczyną do kolacji, ale gruby melanż w moim przypadku odpada. Prędzej czy później wyjdzie to w kontuzjach lub przygotowaniu fizycznym do kolejnego meczu. 

– Czyli nie miałeś w planach świętowania awansu do finałów mistrzostw świata po meczu z Czarnogórą?
– Za krótko jestem w tej drużynie, żeby popłynąć. Jeszcze by trener zobaczył. Nie było o tym mowy. 

– Nie miałeś łatwego wejścia do Górnika. Trafiłeś do zespołu, który wywalczył awans do ekstraklasy, przyszedłeś niejako na gotowe. Zacząłeś grać od razu, czyli ktoś, kto odniósł sukces w poprzednim sezonie, powędrował na ławkę.
– Faktem jest, że łatwiej dołączyć do drużyny, która nie zanotowała dobrych wyników. W Zabrzu chłopaki bardzo dobrze mnie przyjęli, ale muszę pracować na ich zaufanie i piąć się w hierarchii zespołu. Dobrym przykładem jest wykonywanie stałych fragmentów. W Wigrach czy Dolcanie wszystko należało do mnie, zapracowałem na taką pozycję, że nie było mowy, aby robił to ktoś inny. A w Górniku jest Rafał Kurzawa, z jego podań zespół żył w pierwszej lidze. Robi to dobrze, między innymi dzięki temu Górnik awansował i zdobył sporo punktów w ekstraklasie. Ja natomiast muszę pracować na możliwość wykonywania stałych fragmentów, coraz częściej jednak trener Marcin Brosz pozwala mi wykonać na przykład rzut rożny, więc powoli moja rola w drużynie rośnie. Zwłaszcza że z dwóch udało się strzelić gole. Przyszedłem do Górnika tydzień przed startem sezonu i od razu wszedłem do wyjściowego składu, nie dziwię się więc, że dla kolegi, który grał na tej pozycji wcześniej, mogło to być zastanawiające. Miałem jednak o tyle szczęście, że trener Brosz i zawodnicy Górnika znali mnie z pierwszej ligi, wiedzieli, na co mnie stać, wiedzieli, że zostałem wybrany na najlepszego piłkarza zaplecza ekstraklasy, że byłem najskuteczniejszym pomocnikiem poprzedniego sezonu, miałem najwięcej asyst. Inna sprawa, że w każdym klubie, w którym dotychczas byłem, musiałem wywalczyć sobie pozycję w zespole. W Motorze, Dolcanie, Wigrach zaczynałem właściwie od zera, a odchodziłem jako piłkarz wyróżniający się. Dlatego pierwsze pół roku w Górniku uważam za kluczowe, jeśli będę regularnie grał, zgram się z chłopakami, zapracuję na mocniejszą pozycję w drużynie, za jakiś czas mogę dać zespołowi jeszcze więcej. Na pewno mnie na to stać. 

– Jesteś piłkarzem lewonożnym, ale grasz na prawym skrzydle. Prawa noga służy ci tylko do wsiadania do tramwaju?
– Dobrze się czuję po prawej stronie boiska, tu mogę dać drużynie najwięcej. Lubię złamać akcję do środka i uderzyć na bramkę lub zagrać do kolegi, niemniej gry do linii też się nie boję, uczę się jej, ponieważ już w pierwszej lidze zauważyłem, że rywale mieli mnie dobrze rozpoznanego i ustawiali się pod łamanie akcji do środka. Nie mogę być przewidywalny. Natomiast z prawą nogą jest coraz lepiej. W Górniku już udało mi się strzelić gola tą nogą. Staram się w treningu przejść na prawą nogę. Do Piotrka Zielińskiego mi daleko, bo to fenomen, chłopak równie dobrze może zacentrować z rzutu rożnego lewą i prawą stopą, nie mam jednak problemu z podjęciem decyzji o strzale słabszą nogą, zwodem na nią, czy dośrodkowaniu w biegu. 

– Co jest największą siłą Górnika w tym sezonie? Fakt, że możecie zabiegać każdego rywala, czy coś więcej?
– Przygotowanie jest ważne, zwłaszcza że my bazujemy na bieganiu. W meczu Pucharu Polski zespół biegał przez 120 minut, pojechaliśmy trzy dni później do Szczecina i po spotkaniu w statystykach Pogoń miała 73 procent posiadania piłki, a Górnik 27, czyli to my musieliśmy zasuwać za futbolówką. A mimo to wygraliśmy, byliśmy w stanie udźwignąć takie spotkanie w sensie fizycznym. Składowych jest jednak więcej. Mamy przećwiczone schematy akcji ofensywnych, które wychodzą w meczach, co daje radość, stałe fragmenty. Trener Brosz powtarza, żebyśmy nic nie wymyślali w meczu, mamy robić to, co trenowaliśmy w tygodniu. Nie może być tak, że każdy wuj gra na swój strój. Do tego dochodzi atmosfera w zespole oraz na stadionie i śląski charakter drużyny. Jesteśmy młodym zespołem, nie ma u nas zawodników, którzy zarabiają sto tysięcy złotych miesięcznie i są usatysfakcjonowani. W sporcie nie powinno być miejsca dla ludzi niechcących robić postępu. W Zabrzu kokosów nie ma, w każdym meczu zapierdzielamy także o naszą przyszłość. 

– Jak słyszysz Damian Kądzior reprezentantem Polski, przytakujesz czy mówisz: lodu na rozgrzaną głowę?
– Lodu. Nie powiem o sobie, że jestem reprezentantem Polski, bo byłem na jednym zgrupowaniu, że nagle stałem się wielkim piłkarzem. Nie odlatuję w przestworza. Tyle że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przyjechałem na zgrupowanie, zadebiutować mi się jednak nie udało, więc taki wyznaczam sobie kolejny cel. Jestem jednak świadom ogromu pracy, który muszę wykonać, aby do tego doszło, widzę, jak wiele brakuje mi jeszcze do chłopaków z wyjściowej jedenastki, jak Kamil Grosicki, Kuba Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, nie wspominając o Robercie Lewandowskim, który moim zdaniem jest najlepszym zawodnikiem w historii polskiej piłki. W Armenii zdobył pięćdziesiątą bramkę dla reprezentacji – gigant! A ja miałem okazję, żeby z nim wspólnie potrenować, zobaczyć, jak funkcjonuje. Nie każdemu jest to w życiu dane. Obrałem drogę ciężkiej pracy, wyrzeczeń, poświęcenia i nie mogę z niej zejść – po to, aby przeżyć więcej takich chwil jak te na zgrupowaniu reprezentacji Polski. Bo już sam trening na stadionie Narodowym jest dla mnie wydarzeniem. A co dopiero na nim zagrać. Zresztą, byłem na trybunach w trakcie meczu z Niemcami wygranego 2:0 i miałem też kupione bilety na spotkanie z Czarnogórą, ze znajomymi mieliśmy wszystko ustalone. Okazało się, że byłem na meczu decydującym o awansie do finałów mistrzostw świata w innej roli.

– Przykład Macieja Makuszewskiego pokazuje, że Adam Nawałka nie zamyka się na zawodników z ekstraklasy, nawet w kontekście gry w wyjściowej jedenastce.
– Dokładnie. Mega mu kibicowałem w meczu z Kazachstanem. Przebyliśmy podobną drogę, obaj byliśmy w Jagiellonii, obaj odpaliliśmy w Wigrach Suwałki. Podchodzę jednak spokojnie do tego tematu, na pewno brakuje mi doświadczenia, choćby w ekstraklasie.

– Swoją drogą twój przykład pokazuje, że dla piłkarza mającego 25 lat nie jest jeszcze za późno na zaistnienie, a takie przekonanie też pokutuje w klubach z najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.
– Wiem. Głupota. Weźmy przykład Mateusza Piątkowskiego, który w ekstraklasie debiutował przed trzydziestką, a zdążył już wyjechać za granicę. Nie ma tu reguły. Bo może być też tak, że zawodnik już w wieku 20 lat jest gotowy do gry w ekstraklasie, a kiedy będzie miał 27 lat, osiągnie maksimum możliwości i już się nie rozwinie. Dlatego tak ważna jest praca nad sobą. Jestem zafascynowany Cristiano Ronaldo. Przeczytałem chyba całą literaturę, którą można na temat Portugalczyka znaleźć. Wszystko ma wypracowane, w pełni poświęca się piłce nożnej, ale chyba najbardziej podoba mi się w nim to, że każdego dnia chce być najlepszy. Postrzega siebie, myśli i działa jak lider. 

– Czytasz książki, które pomogą ci zostać liderem?
– Staram się rozwijać pod tym względem. Od pewnego czasu czytam, doradził mi to trener od przygotowania mentalnego. Samorozwój ma dla mnie duże znaczenie. I wykorzystuję to w grze w piłkę. Zapisuję sobie niektóre hasła z książek i przed meczami je powtarzam. A nawet w trakcie spotkań, mam kilka krótkich komunikatów, które odtwarzam sobie w głowie, i skłaniają mnie do określonego działania na boisku. Dzięki temu jestem bardziej świadomy własnych umiejętności, skoncentrowany, nie boję się wchodzić w drybling, podejmuję ryzyko. Nie chcę niczego zaniedbać, aby po zakończeniu kariery nie wyrzucać sobie, że czegoś nie spróbowałem, a mogło mi to pomóc. Nawet jeśli mam być dzięki temu zawodnikiem tylko o jeden procent lepszym, warto to robić. 

– Jakie oczekiwania wobec ciebie ma Nawałka?
– Górnik Zabrze gra podobną piłkę do reprezentacji. Liczy się wybieganie, agresywny odbiór piłki, odbudowa ustawienia i szybkie przejście do ataku. Naturalnie, w kadrze jest więcej jakości piłkarskiej, więc może pozwolić sobie też na inną grę. W zespole trenera Nawałki są świetni zawodnicy i OK – ja nazywam się Damian Kądzior, ale za jakiś czas mogę być na ich miejscu. Nie ma przypadku w tym, że znalazłem się na zgrupowaniu reprezentacji Polski, przecież trener Nawałka nie wysłał mi powołania, bo zagrałem jeden dobry mecz w ekstraklasie. Zapracowałem na to, jednocześnie wiem jednak, ile muszę jeszcze zrobić, żeby wskoczyć na poziom, który pozwoli mi na występy w meczach kadry. Powołanie ma być dodatkowym bodźcem do pracy, gdyż selekcjoner widzi we mnie potencjał. Chodzi o to, żeby go wydobyć. 

 


WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W OSTATNIM (41/2017) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej