Przejdź do treści
90 minut z Markiem Sokołowskim: Wygrało boisko? Wręcz przeciwnie

Polska Ekstraklasa

90 minut z Markiem Sokołowskim: Wygrało boisko? Wręcz przeciwnie

– Od początku miałem przekonanie, że Podbeskidzie w tym całym zamieszaniu będzie klubem, który można olać – mówi bez ogródek kapitan zespołu, który już był w pierwszej ósemce, już miał walczyć o europejskie puchary, a ostatecznie gra jedynie o utrzymanie. Nie tylko jednak o tym opowiada „PN” Marek Sokołowski.

Foto: Łukasz Skwiot

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW PAWLAK

Trener Robert Podoliński po ogłoszeniu decyzji Lechii Gdańsk o wycofaniu się ze starań o odzyskanie punktu odebranego przez Komisję Licencyjną PZPN powiedział wprost: małego łatwej kopnąć.

Dokładnie tak jest – mówi Sokołowski (na zdjęciu). – Inna sprawa, że zdziwiłem się tym, iż Lechia nagle zrezygnowała z walki o punkt, który przecież jej się należał. To było najbardziej wkurzające, żenujące, poniżej pewnego poziomu. Bo jeżeli klub konstruuje dwadzieścia stron odwołania od decyzji Komisji Licencyjnej PZPN, robi to bardzo dobrze, ma szansę wygrać, udowodnić, iż Komisja popełniła błąd, a z jakiegoś powodu tego nie robi – nie jest to fair. Zdaje się, że gdyby sprawa stanęła przed Trybunałem Arbitrażowym, związek by ją po prostu przegrał.

Czujecie się oszukani, z jednej strony musicie walczyć o utrzymanie, z drugiej – tego punktu do gry o europejskie puchary jednak zabrakło?

Niektórzy twierdzą, że zwyciężyło to, co na boisku, ale ja nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy. Na boisku, w 30. kolejce, to myśmy awansowali do pierwszej ósemki. Przed jej rozpoczęciem każdy wiedział doskonale o jaką stawkę toczy się rywalizacja. Graliśmy w dziesiątkę, mieliśmy nasłuch z innych stadionów, wiedzieliśmy, że do awansu potrzebujemy jeszcze jednej bramki i udało się ją zdobyć – szacunek dla drużyny, bardzo duży wyczyn. Dla mnie więc w 30. kolejce w czystej sportowej rywalizacji wywalczyliśmy prawo gry w pierwszej ósemce. A już po zakończeniu meczów ktoś postanowił, że tabela będzie wyglądała inaczej. I to jest dziwne.

W piłce trochę lat pan spędził. Pamięta pan podobne zamieszanie?

A skąd, to było doprawdy wyjątkowe, ponieważ musiało się w jednym terminie zgrać tyle kryteriów, że naprawdę ciężko to było przewidzieć. Inna sprawa, że w Polsce jakoś zawsze tak wychodzi, iż nawet jeśli ktoś pomyśli o dziesięciu tematach, nagle pojawi się jedenasty, który wszystko zmieni na korzyść kogo trzeba. Już w niedzielę, zanim Lechia poinformowała o swoich planach mieliśmy sporo śmiechu, obstawialiśmy, że pewnie i tak nas wyrzucą z tej ósemki. No i nie pomyliliśmy się… Nie załamujemy rąk. Jesteśmy w gazie, gramy o utrzymanie.

To jest ostatni pana sezon w karierze?

Jakby udało się wywalczyć tą pierwszą ósemkę niewykluczone… że tak by właśnie było. Można by pożegnać się z boiskiem przyzwoitym wynikiem sportowym. A tak, nie wiem co będzie, nie podjąłem jeszcze decyzji. Dostałem fajną ofertę pracy w klubie na innym stanowisku, niedługo mam spotkanie w tym temacie z prezydentem Bielska-Białej, także z prezesem klubu Tomaszem Mikołajką. Po tych rozmowach zdecyduję.

Jaka to oferta?

Objęcia funkcji dyrektora sportowego. Tyle że pod względem sportowym nie czuję się źle. Trener Podoliński na mnie stawia, chyba nie za zasługi, bo nie jest to facet, który strzeliłby sobie w kolano. Nie odstaję od młodszych kolegów. Mam wybór, albo jeszcze chwilę pograć, albo pójść w dyrektory. Na boisku spędziłem kawał życia, więc podjęcie decyzji o zakończeniu kariery nie jest łatwe, jestem wdzięczny, że Podbeskidzie mi pomaga, w tym momencie nie zmuszając mnie do niczego. Poza tym prowadzę własną szkółkę piłkarską, lubię pracę z dziećmi, kompletnie nie widzę siebie w roli trenera seniorów, uczę się w szkole trenerów w Białej Podlaskiej, biznes dobrze się kręci.

Trener Podoliński nie ma problemu ze zwalnianiem pana na zajęcia do Szkoły Trenerów?

Nie ma. Wiadomo, że jak trzeba pojechać do Białej Podlaskiej, nie ma mnie i trzy dni, nie uczestniczę w treningach. Ale terminy wyjazdów często zbiegają się na przykład ze zgrupowaniami reprezentacji Polski, więc z czasem, w którym liga nie gra.

Mówi pan o sobie, że jest przedstawicielem starej szkoły, i nie narzeka. O co dokładnie chodzi?

Stawiam na pracę, a nie na marudzenie. Jak mi kazali trenować, to trenowałem, nie zastanawiałem się czy obciążenia są za duże czy za małe. Dziś młody zawodnik może jest i bardziej profesjonalny, bo dba dajmy na to o dietę, ale zdecydowanie mniej pracuje na treningach. A to chyba powinno wyglądać trochę inaczej. Najpierw idzie harówka na treningu, a dieta, suplementacja w drugiej kolejności, jako ważny dodatek. Proszę mi wierzyć, za małolata trenowałem po cztery godziny dziennie. Nikt nie patrzył czy ktoś ma siedemnaście lat, czy trzydzieści. Wszyscy wpadali do jednego worka. Jak wtedy jeszcze trener, a niedawno prezes Wojciech Borecki wrzucił trening, szło się porzygać ze zmęczenia. Siłownia nikomu nie była potrzebna, szliśmy w góry, brałeś kolegę na barana i podskoki pod wzniesienie. Nikt się nie przejmował. Ktoś zwymiotował? Dobrze, jedziemy dalej! A to wcale nie było tak dawno temu, 1998 rok.

Czyli nie było jak u trenera Dariusza Kubickiego, który będąc w Podbeskidziu podobno o 11 przed południem kończył pracę?

No nie, ale trener Kubicki też potrafił podkręcić śrubę. Na początku zajęć trener mówił: rozciągamy łydki, przepalanka.

Co?

Zespół biega bez ustanku przez trzydzieści minut, trener reguluje tempo, a potem każe zawodnikom prześcigać się. Po przepalance niektórym robiło się ciemno przed oczami. Może i głupota, ale wyczerpująca.

Przeczytałem, że pana sposobem na sportową długowieczność jest kuchnia żony.

Nie uważam, że liczenie kalorii jest jakoś wyjątkowo ważne. Wystarczy jeść mniejsze porcje, a częściej. Kiedyś jechało się na mecz, na obiad każdy zawodnik zjadał kotleta schabowego z kapustą zasmażaną, do tego frytki – komuś to przeszkadzało, ktoś się gorzej czuł? Wychodziliśmy na boisko, goliliśmy gości i tyle. Wygrywaliśmy w niższych ligach po pięć zero. Staram się jednak pić sporo świeżo wyciskanych soków, mieszanka soku z kiszonej kapusty, buraka i marchewki mega oczyszcza organizm. Zresztą chyba nie tylko ja mam takie podejście, bo podobnie myślał trener Jose Bakero w Polonii Warszawa. Miał w sobie duży luz, naprawdę mi to imponowało. Dwa dni przed derbami Warszawy, wiadomo jak ważny to mecz, zabrał całą drużynę do restauracji, do której piłkarze nie powinni nawet zbliżać się: boczek, grill, tłuszcz, piwo. I z Legią wygraliśmy. Bakero potrafił rozładować napięcie.

Kariery szkoleniowej jednak nie zrobił.

Pod względem taktycznym nie był najmocniejszy, przede wszystkim jednak zawodziła komunikacja. Po polsku nie mówił, po angielsku też nie bardzo. To człowiek bardzo ekspresyjny, ale jak nawet miał emocjonalne wystąpienia, po wmieszaniu we wszystko tłumacza, traciły moc. Gdyby jednak Polak miał takie podejście i takie sukcesy sportowe, na pewno świetnie by sobie poradził.

Dlaczego?

Bo jak ktoś z takim autorytetem coś powie polskiemu piłkarzowi, on w to uwierzy. Nie tak było z Leo Beenhakkerem? Mówił, że jesteśmy lepsi, że w tym czy innym elemencie wcale nie jesteśmy gorsi od innych nacji i nagle wszyscy zaczęli mu wierzyć. A jakby to powiedział Polak? Nic z tego, bo co on widział? Takie jest podejście. Głowa u piłkarza jest najważniejsza.

Który polski trener potrafił dobrze popracować nad głową?

W Grodzisku Wielkopolskim mocno nad pewnością siebie zawodników pracował Maciej Skorża, później podobno mu się to zmieniło. Niektórzy szkoleniowcy korzystają też z pomocy trenerów mentalnych, mi oni nie są jednak specjalnie potrzebni, dlatego chyba najlepiej pod tym względem, ze szkoleniowców, z którymi pracowałem, radził sobie Czesław Michniewicz. Do Bielska trafił, kiedy byliśmy w kryzysie, choć motorycznie, fizycznie wyglądaliśmy dobrze. Często wspólnie wychodziliśmy, organizował nam zamknięte pokazy w kinie, oglądaliśmy filmy motywacyjne w stylu „Cud w Lake Placid”, doskonale wiedział, że nasz problem tkwił w głowach. Potrafił do nas dotrzeć, skonsolidować, był z drużyną.

To który trener, z którym pan pracował był najlepszy?

To nie jest takie proste. Bywali tacy, z którymi miałem dobrą chemię, a wyników nie było, byli też tacy, z którymi ciężej było o dobry kontakt, a wygrywaliśmy. Bardzo miło wspominam współpracę z Jackiem Zielińskim. Dużo mu zawdzięczam. Potrafił do mnie dotrzeć. U niego rozwinąłem się, stałem się zawodnikiem bardziej wszechstronnym. Jeśli planował zmienić mi pozycję, zawczasu mnie o tym informował, mogłem podpatrywać spokojnie kolegów, którzy tam grają, mogłem przygotować się do zmiany roli na boisku. Z kolei najbardziej zszokował mnie Duszan Radolsky. Ja go jeszcze dobrze nie znałem, bo dopiero przyszedłem do Groclinu Grodzisk Wielkopolski, do przerwy przegrywaliśmy 1:2, wszedł do szatni zaczął mówić coś pod nosem – ni to do siebie, ni to do drużyny – przechadzać się, w pewnym momencie jak ryknie na kolegę, który siedział obok mnie. Ja aż podskoczyłem w tej szatni, tętno chyba 220, myślałem, że dostanę zawału. Podziałało, wygraliśmy 3:2.

W ogóle czas spędzony w Grodzisku Wielkopolskim był chyba najlepszym w pana karierze?

Spędziłem tam ponad cztery lata. Dużo osiągnąłem. Wicemistrzostwo Polski, trzecie miejsce, dwa Puchary Polski, dwa Puchary Ekstraklasy. Zdecydowanie najlepszy okres w mojej karierze. Nigdy potem nie byłem już w tak profesjonalnym klubie. W Polonii Warszawa mieliśmy dwa razy więcej pieniędzy, ale organizacja była dziesięć razy gorsza.

A słynne karteczki prezesa Zbigniewa Drzymały ze składem?

Kiedyś dzwonił i jakieś zmiany w składzie robił, fakt. A jak trener Verner Liczka był już na wylocie, zdarzyło się nawet, że prezes Drzymała poprowadził odprawę przedmeczową. Siedział z tyłu, posłuchał co ma do powiedzenia Liczka, a potem sam wkroczył.

Ma pan jakieś przedmeczowe zwyczaje?

Nie jestem człowiekiem przesądnym. Trenerów jednak spotkałem takich wielu. Niektórzy nawet jak wygrali mecz, to przed kolejnym dosłownie wszystko przebiegało tak samo, łącznie z rozgrzewką. Ja w to nie wierzę, sukces nie zależy od tego, czy wstaniesz lewą czy prawą nogą, czy załatwiasz się o określonej porze, czy założysz szczęśliwą marynarkę, czy pójdziesz w dniu meczu do kościoła na ósmą rano. Znów – głowa jest najważniejsza. Te przesądy tylko temu służą, przekonujesz siebie, że zrobiłeś wszystko, żeby optymalnie przygotować się do meczu.

Mnie chodziło bardziej o plotkę, którą można usłyszeć na pana temat. Podobno przed każdym meczem, na odwagę, wypija pan kieliszek czegoś mocniejszego. Prawda to?

Niech pan zapyta tych, którzy mnie znają. Też słyszałem, że krąży taka plotka. Przed meczem pięćdziesiątka, a po meczu flaszka, tak? Ja mam 38 lat, wyniki badań wydolnościowych mam jedne z najlepszych w klubie, myśli pan, że skąd się to bierze? Z pięćdziesiątki przed meczem? Niech pan nie słucha głupot. A to, że czasem człowiek chce się wyluzować, to chyba całkiem normalne… Nigdy jednak przed spotkaniem, nawet gdy miałem osiemnaście lat. 

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W NAJNOWSZYM NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej