Przejdź do treści
90 minut z Mateuszem Szczepaniakiem: Dzikość serca

Polska Ekstraklasa

90 minut z Mateuszem Szczepaniakiem: Dzikość serca

Kiedyś grał w jednej drużynie z Paulem-Georges’em Ntepem, dziś z kumplem z parafialnej ekipy – Damianem Dąbrowskim. Facet, który w wieku 25 lat ma już za sobą wyjazd zagraniczny, zamiast o meczu woli rozmawiać o gotowaniu, a do sportu ma serce i… dobre geny.



ROZMAWIAŁ ZBIGNIEW MUCHA

Zdecydowałem się na Cracovię, bo gra najlepszy futbol w Polsce – tak mówiłeś jeszcze niedawno. Podtrzymujesz?

W pełnej rozciągłości – mówi Mateusz Szczepaniak, nowy napastnik zespołu z ulicy Kałuży. – Tak twierdziłem wiosną obserwując jak grają Pasy i teraz, kiedy jestem już w środku tej drużyny, zdania nie zmieniam.

Naprawdę? Próba podbicia Europy w wykonaniu Cracovii nic nie zmieniła w tej kwestii?

Nie zmieniła, choć wszyscy bolejemy nad tym, co się stało. Żałuję, że nie mogłem wystąpić w meczach ze Skendiją Tetowo. Prawda jest taka, że Macedończycy u siebie weszli w grę bardzo agresywnie, a bramkę straciliśmy po zwykłym babolu. Nie chcę nic tłumaczyć. Oczywiście, był to okres wakacyjny, nie było Bartka Kapustki, ale w sumie trudno usprawiedliwiać wpadkę. Jedno warto podkreślić – Skendija to nie była słaba drużyna, z którą można grać w dziadka. Mają kilku zawodników w ofensywie, którzy robią grę. Nie przypadkiem potem wyeliminowali Neftczi Baku. Czego nam zabrakło? Tu nawet nie chodzi o brak obycia międzynarodowego. Na tym etapie rozgrywek ważne jest, by ustawić sobie pierwszy mecz, a my tego zrobić nie potrafiliśmy.

Bolały głosy, że Cracovia odpuściła sobie puchary?

Ale kto tak mówił! To przecież niedorzeczność. Po to się kopie cały sezon, walczy o przepustki, by potem olać sprawę? Jak można tak mówić? Gra się w pucharach o sławę, pieniądze, także własną promocję. To jaką promocję można sobie zrobić przegrywając z Macedończykami? To nasz zawód, więc sami sobie szkodzić nie zamierzamy.

Tak czy owak puchary przeszły ci koło nosa, za to debiut w koszulce Cracovii z Piastem Gliwice był więcej niż udany.

Z tymi debiutami to w ogóle fajna sprawa. W pierwszym meczu w barwach Zagłębia Lubin przegrałem 1:5 ze Śląskiem, teraz 5:1 wygrałem z wicemistrzem Polski, który jeszcze niedawno lał prawie każdego jak leci. Nie ma co ukrywać, wyszedł nam ten mecz, choć po pucharowej wpadce nie mogliśmy być niczego pewni. Potwierdziło się jednak to, o czym byłem przekonany przeprowadzając się do Krakowa – mamy niesamowity potencjał zawodniczy i mądrego trenera. Cracovia jako jedyna w lidze ma swój rozpoznawalny z daleka styl gry i potrafi grać bardzo konsekwentnie. Ważna rzecz – po sukcesie, bo tak trzeba oceniać poprzedni sezon, właściwie nikt dotąd nie ubył, a udało się pozyskać kilku zawodników i wykupić Tomasa Vestenicky’ego. Proszę mi nie mówić, że to norma w przypadku polskich klubów.

Udało się też wykupić Mateusza Szczepaniaka. To jak to w końcu było, miało Podbeskidzie prawo pierwokupu, czy nie?

Byłem mocno rozczarowany zachowaniem bielskich działaczy i całym tym zamieszaniem. Fakty były takie, że Podbeskidzie faktycznie mogło mnie wykupić, ale warunkiem skorzystania z prawa pierwokupu było najpierw osiągniecie porozumienia z zawodnikiem, czyli właśnie ze mną w tym wypadku. Ustalenie warunków kontraktu indywidualnego się nie powiodło, a ponieważ tego istotnego, jak sądzę, elementu zabrakło, to trudno mówić o transferze.

Może po prostu gra w pierwszej lidze cię nie interesowała?

Nie interesowała, ale czy mam się z tego tłumaczyć i wstydzić? Po to wyrwałem się z Miedzi Legnica, żeby grać w ekstraklasie i musze przyznać, że bardzo dobrze czułem się w Podbeskidziu. Podobała mi się otoczka ekstraklasowa, poziom gry, rywalizacja z zawodnikami o dużych umiejętnościach. Nie chciałem teraz robić kroku w tył, hamować piłkarskiego rozwoju. Wcześniej starałem się ze wszystkich sił, by Podbeskidzie utrzymało miejsce w lidze, ale nie udało się i będę tego pewnie do końca życia żałował. Bo to w sumie świetny klub i fajni kibice.

Skoro wspomniałeś o niesamowitym potencjale zawodniczym w Cracovii, to kogo powołałbyś do reprezentacji, prócz Kapustki rzecz jasna?

Mira Covilo, gdyby tylko mógł w niej grać… A mówiąc poważnie to spokojnie na szansę zasługuje Mateusz Cetnarski, a także Kuba Wójcicki, no i przede wszystkim Damian Dąbrowski.

Wiadomo – ziomek.

To też, ale przede wszystkim świetny piłkarz. Miał być już wcześniej powołany, tyle że ciężka kontuzja pokrzyżowała plany. I kto wie, czy nie załapałby się nawet do kadry na mistrzostwa Europy? Bardzo dobry zawodnik, nasz kluczowy, a przy okazji fajny kompan. Znamy się od lat, przeszliśmy podobną drogę, razem graliśmy w juniorach Zagłębia Lubin, wspólnie startowaliśmy w klubie parafialnym – Amico Lubin. Teraz też mieszkamy obok siebie, tyle że w Krakowie. Możemy wręcz chodzić do siebie w kapciach. Ja akurat lubię sobie pospacerować, najlepiej z moim… kumplem.

Czyli ze słynnym czempionem?

Bez przesady. To tylko mój kochany Boss rasy shar pei. Pojechałem z nim raz na wystawę kiedy był jeszcze szczeniakiem i od razu zgarnął główną nagrodę. Potem miał jednak kłopoty zdrowotne i żeby oszczędzić mu stresów odpuściłem wystawy. Pozostaje hodowla, ale z tym jest z kolei za dużo zachodu. A tak w ogóle, to mam taki plan, by w przyszłości założyć, albo choćby przyczynić się do tego, schronisko dla zwierząt.

To z tych parafialnych czasów został ci przydomek Dziki?

To chyba było jeszcze wcześniej. Graliśmy w juniorach, dostałem piłkę zaraz po wejściu na boisku i tak byłem zagrzany, że popędziłem z nią nie w tę stronę, co trzeba. Zrobiłem rajd na własną bramkę i zakończyłem go, na szczęście nieprecyzyjnym, uderzeniem w słupek. Koledzy osłupieli, było sporo śmiechu i tak narodził się Dziki.

Nie byłeś zrażony do Cracovii? Kilka lat temu odpalili cię tutaj na testach. To było za czasów Wojciecha Stawowego?

Nie, Jurija Szatałowa. Testy to w ogóle temat na oddzielne opowiadanie, ale OK, pokazałem się przez dwadzieścia minut i usłyszałem: dziękujemy. Urazy nie chowam, bo to bez sensu. Życie nauczyło mnie, by się za bardzo wszystkim nie przejmować, choć wówczas różne myśli się po głowie kłębiły. Tyle że przy Kałuży pracowali wtedy inni ludzie, teraz są inni. To nie wina klubu, że wtedy tak wyszło, a może po prostu nie byłem jeszcze gotów. Życie…

Cracovia wydeptywała już ścieżki do ciebie zimą. Dlaczego się wtedy nie udało?

Bo od razu zapowiedziałem, że zamierzam dograć sezon do końca w barwach Górali. Obiecałem zimą Robertowi Podolińskiemu, że zostanę i pomogę. Wyszło inaczej. Pierwszy raz przeżyłem coś takiego. Wydawało mi się, że to niemożliwe, a jednak…

To co się stało? Głowy nie zadziałały? Może byliście przemotywowani?

Może… Chcieliśmy bardzo. Pracowaliśmy intensywnie, czasem przychodziło się rano do klubu, a wychodziło o 18, wszystko po to, by doskonalić taktykę, rozpracowywać rywala. Trenerzy wykonywali ogromną pracę. Czy w głowach to przegraliśmy? Wszyscy wiedzą jak to wyglądało na koniec sezonu zasadniczego, więc nie ma sensu przypominać całego zamieszania z Lechią i z Podbeskidziem. Moim zdaniem taki system rozgrywek jest do niczego. Wypruwasz sobie flaki przez 30 tygodni, a nagle po siedmiu meczach wszystko okazuje się nieistotne. Czasem w takich momentach brakuje jakiegoś bodźca. Gdybyśmy wygrali pierwsze spotkanie w fazie finałowej, to już by poszło. Kluczowy był też mecz w Białymstoku. Prowadziliśmy z Jagiellonią 2:1 i przegraliśmy… Jak niewiele brakowało, by Robert Podoliński siedział na Gali Ekstraklasy jako kandydat na trenera sezonu i wypinał pierś do odznaczenia, a dziś nie ma go w Podbeskidziu… W życiu niczego nie można przewidzieć, tak się czasem wszytko rozmaicie układa.

No właśnie, ty w Cracovii, a niektórzy twoi koledzy z akademii Auxerre podbijają Ligue 1. Jak w ogóle tam trafiłeś?

Miałem 17 lat, kiedy dostałem sygnał od menedżera, że jest szansa pojechać do akademii AJA. Pojechałem na trzy dni i od razu podpisałem kontrakt. Wszystko mi się tam podobało. Internat ze szkołą otoczony boiskami, spory stadion. Tego w Polsce jeszcze nie było, przypomnę, to był 2008 rok. Wrażenie zatem było piorunujące. Wróciłem do Polski, bo akurat były wakacje i zakończył się we Francji sezon juniorski, a od września wyjechałem już sam na trzy lata.

Bez lęku?

Bez lęku, bez stresu i niepewności. Chciałem złapać byka za rogi, zaryzykować. W Zagłębiu Lubin, którego byłem zawodnikiem, jeszcze wtedy nie stawiali na młodzież. To przyszło później i musiał najpierw przytrafić się spadek z ligi, by zmieniła się polityka. Wtedy jednak królowali w Lubinie przybysze z południa. Auxerre jawiło mi się niczym życiowa szansa. Wyszło jak wyszło, ale niczego nie żałuję. Usamodzielniłem się, dojrzałem, poznałem język francuski, myślę, że także piłkarsko się rozwinąłem, ponieważ wiele elementów wyszkolenia zwyczajnie udoskonaliłem.

Miałeś szczęście, że trafiłeś tam na Polaków.

Był w akademii, konkretnie w rezerwach, Arek Ryś, trochę starszy serdeczny kolega, który dużo mi pomagał. W pierwszym zespole grali Irek Jeleń i Darek Dudka. Jeleń może trzymał się nieco na dystans, był tam z całą rodziną, nie miał czasu dla juniora, natomiast Dudi wiele mi pomógł. Pamiętam, że dostawałem od niego buty do grania, na grilla zaprosił, wspólne wyjście… Jednym słowem – równy facet.

Wesoło było?

Jak kiedy. Jako młody człowiek mieszkający sam, musiałem się nauczyć gotować, sprzątać, omijać różne pokusy, a czasem radzić sobie w sytuacji, kiedy tych pokus nie udało się ominąć. Wiadomo – młody i głupi. Na początku żyłem jak w koszarach. Miałem nauczycielkę francuskiego, a czas dzieliłem między wyjścia do szkoły i na trening. Malutkie, choć piękne miasto nie oferowało specjalnych pokus. Zresztą przez kilka pierwszych miesięcy właściwie nie podnosiłem się z łóżka. Miałem kłopot z wchodzeniem po schodach, tak mocno dawały się we znaki francuskie treningi, zwłaszcza obowiązkowe bieganie po lesie. To też znamienne, że mimo świetnego wyszkolenia techniczno-taktycznego, tak ciężko pracuje się we Francji nad wytrzymałością. Ligue 1 w porównaniu z polską ekstraklasą to inny świat, liga dużo bardziej fizyczna od naszej. Musiałem przywyknąć do tego reżimu.

Nuda?

Dopóki nie poznałem ludzi i języka, a już mogłem się podnosić z łóżka, to tak, samotność mocno doskwierała. Czasem dostawałem fioła. Kupiłem nawet gitarę i brzdąkałem godzinami, nagrywałem swoje dokonania i rozsyłałem po znajomych. Kiedy dopadała mnie chandra i zastanawiałem się co ja tutaj właściwie robię, w myślach sprzedawałem sobie liścia szybko przywołując do porządku. Z perspektywy czasu uważam jednak, że był to fantastyczny okres, bo tak naprawdę, to tych stresów i kłopotów było niewiele. Dość powiedzieć, że najbardziej stresowały mnie przywitania z chłopakami w szatni. Oni żyli na luzie, w większości to byli czarnoskórzy, każdy zaś miał indywidualny sposób przywitania. Piątka, żółwik, potem jeszcze kilka kombinacji. Martwiłem się, że nie zapamiętam, więc zapisywałem sobie, co i jak, z którym trzeba zrobić.

Rezerwy Auxerre to był twój max?

Raz siedziałem na ławce podczas meczu Ligue 1. Już się grzałem, bo wiedziałem, że zaraz wejdę. Tymczasem straciliśmy gola i trener kazał wejść na plac Jeleniowi, który akurat leczył grypę. Irek wszedł z tą grypą i strzelił gola, a ja zostałem na ławie. Na pamiątkę pozostały mi spodenki i dwie koszulki – meczowa oraz rozgrzewkowa. Jedną niedawno podarowałem teściowi.

Przez trzy lata odłożyłeś trochę grosza?

Coś tam odłożyłem, ale to naprawdę były pieniądze raczej juniorskie. Za ten mecz na ławce w Ligue 1 otrzymałem premię. Akurat przyjechała do mnie dziewczyna. Poszliśmy więc na miasto, ja dość dumny z tej premii, no i zobaczyłem w sklepie piękne skórzane buty. Drogie były, ale sobie nie odmówiłem. W ten sposób było po premii.

Zostały ci chociaż z Francji jakieś znajomości, kontakty?

Owszem, ale mało takich, które jakoś regularnie pielęgnuję. Treningi jednak z takimi zawodnikami jak Benoit Pedretti, wówczas francuski kadrowicz, nie zdarzają się na co dzień. Patrzyłem na tych ludzi z pierwszego zespołu i z bliska przekonywałem się, ile mi jeszcze brakuje. A jak przyjechał na Ligę Mistrzów Milan ze Zlatanem to już w ogóle odleciałem. Ibra to mój idol, zobaczyłem na żywo jak można się poruszać na boisku. Poznałem też słynnego Guy’a Rouxa, w zespole młodzieżowym byłem z Boly’m, dziś piłkarzem Bragi, Ntepem – dziś kumplem Grosika w Rennes i reprezentantem Francji, czy Sanogo, który później trafił do Arsenalu. Im się akurat powiodło. Pomógł im spadek Auxerre do Ligue 2, tam w końcu dostali swoją szansę i wybili się. Wielu jednak było takich, którzy mimo ogromnego talentu, odeszli od piłki, bo zabrakło im charakteru, zawziętości, samozaparcia.

Tobie też?

Nie do końca. Ja od futbolu nie odszedłem, choć i takie myśli miałem. Sądziłem, że po tym powołaniu do pierwszego zespołu właśnie wskoczyłem do odpowiedniego pociągu i nie dam się z niego już wypchnąć. Tymczasem Jean Fernandez na mnie więcej już nie postawił. Wiedziałem, że rówieśnicy w Polsce grają, rozwijają się i doszedłem do wniosku, że muszę coś ze sobą zrobić. Postanowiłem wrócić do Polski, konkretnie do Zagłębia. To jednak nie był dobry wybór, bo Pavel Hapal miał inny pomysł na drużynę i dla mnie miejsca w niej nie było. To wtedy miałem dość i chciałem dać sobie spokój z futbolem. Poszedłem na studia, zrobiłem licencjat na stosunkach międzynarodowych, nawiasem mówiąc każdemu polecam taką odskocznię. Dużo rozmawiam na ten temat z kolegami-piłkarzami i wiem, że każdy w swoim życiu miał taki moment, kiedy nosił się z zamiarem odstawienia piłki na boczny tor. Wtedy o tym myślałem, ale w końcu powiedziałem sobie: Głupi jesteś? Po to kopiesz przez dziesięć lat i kochasz to co robisz, by rezygnować, bo trener cię denerwuje? Złe myśli odegnałem, pojawiła się propozycja z Polkowic, no i… jestem.

I jesteś, ale w futbolu to w ogóle mogło cię ponoć nie być?

Tata był piłkarzem, mama świetną szczypiornistką Zagłębia w latach dziewięćdziesiątych. Wybór był więc prosty – nożna albo ręczna. Młody chłopak musiał wówczas postawić na nogę, długo się nie zastanawiałem. Kto wie, gdybym dzisiaj wskazywał, po tych wszystkich sukcesach jakie polska piłka ręczna odniosła w ostatnich latach, może wybrałbym inaczej, a tak od futbolu nie uciekłem. I wciąż nie mogę uciec nawet w domu, ponieważ moja żona Karolina zrobiła dyplom z finansów i rachunkowości, ale ma certyfikat z zarządzania sportem i po prostu, tak zwyczajnie, zna się na piłce. Interesuje się futbolem, kojarzy wszystko. Ja mam czasem dość, wolę w domu porobić cokolwiek, a ona nie – futbol. Teraz sobie właśnie rozmawiamy, żona zaś śledzi pilnie mecz Zagłębia z Partizanem. Ona włącza Eurosport, a ja bym chciał popatrzeć na KuchniaTV.

Co takiego?

Kanał kulinarny. To mój konik. Uwielbiam gotować. Zarówno klasykę, czyli cudownego schaboszczaka z ziemniakami i mizerią, jak i dania orientalne, wymyślne, eksperymentalne. Cały jednak sęk w tym, by kupić dobre składniki. Jak mam fazę – dobry albo zły humor – to lecę do delikatesów i szukam na półkach czegoś fajnego. Potem idę do kuchni i kombinuję…

Wywiad został przeprowadzony 21.07.2016 r.

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej