Przejdź do treści
90 minut z Vassiljevem: Ścisły umysł

Polska Ekstraklasa

90 minut z Vassiljevem: Ścisły umysł

Najlepszy piłkarz obecnego sezonu ekstraklasy. Zapewne można spierać się czy Vadis Odjidja-Ofoe nie powinien otrzymać tego miana, niemniej Vassiljev grał dobrze właściwie przez całą jesień, piłkarz Legii – zaczął szaleć dopiero w jej drugiej połowie. Zresztą liczby mówią same za siebie – 10 goli i 9 asyst jasno wskazują, kto jesienią rządził na naszych boiskach.


ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW PAWLAK

 Piłkarz na co dzień grający w Estonii może żyć tylko z piłki?

Celem dla każdego młodego zawodnika powinien być zagraniczny wyjazd. W ostatnich latach to jest największy problem naszego futbolu. Utrzymać się na dobrym poziomie z pieniędzy zarabianych w estońskich klubach mogą piłkarze wracający do kraju, mający doświadczenie zgromadzone w innych ligach – opowiada Vassiljev. – Mogą po prostu liczyć na lepsze zarobki. Ja na przykład do Levadii Tallin trafiłem w wieku 19 lat. Po pierwsze, był to klub w pełni profesjonalny, po drugie – mieszkałem nieopodal Tallina, w dodatku z rodzicami, nie wydawałem pieniędzy na czynsz czy jedzenie, więc kontrakt wystarczał na spokojne życie. W miarę upływu czasu zarabiałem też więcej, dziesięć lat temu w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza, około tysiąc euro miesięcznie, zatem nie musiałem dodatkowo pracować. Tyle że ja zawsze starałem się myśleć do przodu: OK, dzisiaj masz za co żyć, ale co będzie dalej. Dlatego chciałem wyjechać, żeby zabezpieczyć się finansowo i żeby rozwijać się pod względem piłkarskim.

Jak wygląda sytuacja wewnątrz ligi estońskiej?

Na najwyższym szczeblu rozgrywek występuje dziesięć zespołów, ale cztery, może pięć można uznać za w pełni zawodowe. Pozostałe mają status półamatorski. Estoński Związek Piłki Nożnej planuje jednak reformę. Kluby, które nie do końca sobie radzą, otrzymają wsparcie finansowe. W ciągu trzech lat sześciu zawodników z każdego zespołu półamatorskiego otrzyma zawodowe kontrakty, pieniądze na ten cel pochodzić będą ze związku. Oczywiście nie każdy piłkarz będzie mógł liczyć na taki przywilej, profesjonalne umowy mają otrzymać zawodnicy młodzi i wywodzący się z Estonii, obcokrajowców to na pewno nie będzie dotyczyć. Do 2020 roku ten system ma pozwolić na stworzenie w pełni zawodowej ligi.

Jakie warunki do treningów mają estońscy piłkarze?

Akurat w moich czasach Levadia doczekała się przyzwoitej bazy. Dwa naturalne boiska, jedno ze sztuczną nawierzchnią, tylko budynku, gdzie miała być siłownia i odnowa biologiczna, nie udało się postawić, gdyż przyszedł kryzys. Flora Tallin ma natomiast najlepsze warunki treningowe, bo oprócz tego co posiada Levadia, jest jeszcze hala ze sztuczną nawierzchnią.

Czyli lepiej niż w Białymstoku.

Na pewno. To wszystko powstało w ostatnich dziesięciu latach, hala została oddana do użytku bodaj w zeszłym roku. Powoli estoński futbol rozwija się. Co raz to słychać o otwarciu sztucznego boiska. Klimat w Estonii jest dość ostry, w piłkę u nas gra się przede wszystkim na syntetycznych murawach. Liga rozgrywana systemem wiosna-jesień zaczyna i kończy rozgrywki w większości przypadków na sztucznych boiskach. Naturalnych płyt jest kilka, między innymi na stadionie, na którym mecze rozgrywa reprezentacja, niemniej nie każdy klub stać na utrzymanie normalnej murawy lub jej wynajem. Pieniądze liczone są skrupulatnie. Nie mamy takich środków finansowych z telewizji jak wy. Transmitowany jest jeden mecz z każdej kolejki w ogólnodostępnym kanale, niektóre spotkania można śledzić też w internecie. Za klubami stoją pojedyncze osoby, rzecz jasna majętne, i tylko one wiedzą… ile są na minusie na tym interesie.

Jak to się stało, że zostałeś Obywatelem Roku w Estonii?

Tytuł przyznało mi Ministerstwo Kultury. Reprezentacja grała dobrze, byliśmy krok od awansu do finałów mistrzostw Europy w 2012 roku. Drużyna składała się z zawodników urodzonych w Estonii, ale też Estończyków rosyjskiego pochodzenia. I jako zespół daliśmy przykład, że możemy sprawnie działać razem, zrobić dobry wynik. Ja też jestem Rosjaninem, ale urodzonym w Estonii… Stosunki między tymi krajami są jednak napięte, zwłaszcza na poziomie politycznym. W ostatnim czasie przybrało to na sile – jest więcej problemów niż dobrych decyzji.

W reprezentacji Estonii kilkanaście lat temu dało się odczuć podział na Rosjan i miejscowych zawodników? Nie za twoich czasów, ale opowieści starszych kolegów zapewne znasz.

W latach dziewięćdziesiątych poprzedniego wieku trzon kadry stanowili zawodnicy Flory. Na Łotwie i Litwie było podobnie, tam też był jeden wiodący klub, jeśli chodzi o powołania do reprezentacji. A zatem, żeby trafić do kadry, najpierw musiałeś trafić do Flory, bo to otwierało drogę. Potem pojawiła się kwestia zmiany obywatelstwa. Decydowałeś się na paszport estoński, to trzeba było zdać egzamin z języka. Młodzi ludzie mieli łatwiej, dorastaliśmy w Estonii. Na moim podwórku stały cztery bloki, mieszkało w nich około trzydziestu chłopaków w różnym wieku. Graliśmy w piłkę, byliśmy normalnymi kolegami, sytuacja polityczna nas nie dotyczyła. Nie interesowaliśmy się tym co piszą gazety, co mówią politycy. Historyczne zwady nie były aż tak istotne, gdyż nie dotyczyły nas bezpośrednio. Przecież ja nie jestem winny temu, co wydarzyło się sześćdziesiąt lat temu i nie mogę za to odpowiadać. Jeśli wszyscy będą tak podchodzić do tematu, będzie łatwiej o lepsze relacje. Starszym ludziom było jednak trudniej, nie tylko dlatego, że byli częścią historii, ale też z czysto praktycznego punktu widzenia – na przykład moja mama trzy razy próbowała zdać egzamin z języka estońskiego i się nie udało. Dziś jesteśmy w momencie, w którym o powołaniach do reprezentacji decydują tylko umiejętności piłkarskie. Na reprezentację przyjeżdżają prawie sami zawodnicy z lig zagranicznych. I to jest prawdziwa kadra, zbieramy się z różnych zakątków świata i gramy. Zresztą w armii estońskiej też służyłem. Odbyłem obowiązkowy 90-dniowy kurs, dzięki temu, że byłem sportowcem, nie musiałem odbyć służby 11-miesięcznej. Pobiegałem po lasach, postrzelałem i wróciłem do futbolu.

A propos zdawania egzaminów. Ponoć byłeś dobrym uczniem.

To prawda. Taki miałem warunek postawiony przez rodziców. Chcesz grać w piłkę, w szkole musi być wszystko w porządku, choć kilka jedynek czy dwój dostałem. Rodzice nie musieli jednak nade mną stać, żebym się uczył. To była kwestia mojej odpowiedzialności. Starsza siostra też świetnie sobie radziła, co stanowiło dla mnie dodatkową motywację. Szkołę średnią skończyłem z dobrym wynikiem, więc wybrałem się na studia. Po półtora roku musiałem jednak przerwać naukę, nie byłem w stanie połączyć jej z graniem w piłkę. Kierunek był dość wymagający: elektroenergetyka. Raczej mam ścisły umysł. Choć z językami obcymi radzę sobie nieźle: mówię po estońsku, rosyjsku, angielsku, słoweńsku i polsku. I nauka każdego kolejnego jest łatwiejsza, szybsza, wchodzisz na coraz wyższy poziom asocjacyjny. Choć przyznaję, po polsku nie umiem pisać. Do nauki motywuje mnie zmiana ligi, wchodzę do nowej szatni, przyjeżdżam do innego kraju i chcę wiedzieć, o czym się tu rozmawia. Poleganie na tłumaczu nie zawsze jest dobre, uciekają niuanse, akcent, emocje, pewnie około trzydzieści procent oryginalnego przekazu. A poza wszystkim, to kwestia szacunku do danego kraju i ludzi.

W Rosji musiałeś zamieszkać u stóp gór Ural. Co tam robiłeś?

Ludzie boją się tego, czego nie znają. Mnie życie pod Uralem nie przerażało, zwłaszcza że byłem już w Permie jako młody chłopak u rodziny ze strony mamy. W mieście żyje milion ludzi, zresztą zauważyłem, że im zimniejszy klimat – a zdarzało się grać ligowe mecze przy minus dwudziestu stopniach Celsjusza – tym ludzie są spokojniejsi, milsi. Tylko podróże bywały uciążliwe, bo zdarzało się, że na mecz lecieliśmy nawet dziewięć godzin.

Grając w Amkarze zostałeś bodaj jednym z najlepiej zarabiających sportowców Estonii.

Może i tak było.

Media podawały, że chodziło o 200 tysięcy euro.

Miesięcznie?

Niestety rocznie.

Dobre czasy.

Stanisław Czerczesow, z którym w Permie pracowałeś, powiedział o tobie, że jesteś dobrym człowiekiem, ale nie jesteś boiskowym bandytą, a piłkarz właśnie takim musi czasem być. Co ty na to?

Znam tę wypowiedź. Nie jestem boiskowym bandytą i już nie będę. Nie zamierzałem wtedy i nie zamierzam teraz siebie zmieniać. Są piłkarze, którzy mają taką charakterystykę, moja jest inna. Taka jest opinia trenera i trudno. W Amkarze pracował kilka miesięcy, rozegrałem u niego 20 meczów w lidze. W zespole rywalizacja była ostra, także przed Czerczesowem, do tego dochodził limit obcokrajowców obowiązujący w Rosji.

Kiedy trafiliście na siebie w Polsce, była okazja do zamienienia kilku zdań?

Z jedną osobą ze sztabu Czerczesowa dłużej porozmawiałem, ale z samym trenerem – nie. Nie było czasu, wszystko szybko się działo. Nie było tak, jakby spotkali się po latach dwaj najlepsi kumple, bo nie mogło – mieliśmy relacje na linii szef-podwładny.

Usłyszałeś od jakiegoś trenera, że masz być jego zastępcą, ale na boisku?

Bezpośrednio nie. Szkoleniowcy zazwyczaj mnie jednak doceniają. Nie jestem głupi, mam zdolność przewidywania tego, co wydarzy się na boisku. Na przykład trener Michał Probierz potrzebował trochę czasu, żeby mnie lepiej poznać i dziś nasze wzajemne zaufanie jest na zdecydowanie wyższym poziomie niż w momencie, w którym zaczynałem grać w Jagiellonii. Obie strony na to pracowały.

Zostajesz w Jagiellonii?

Umowę mam do końca sezonu, w styczniu prawdopodobnie nic się nie wydarzy, to znaczy nie odejdę. Do końca grudnia Jagiellonia ma prawo do ekskluzywnych negocjacji, nie mogę z nikim innym rozmawiać. Natomiast w styczniu będę mógł usiąść do rozmów z innymi klubami.

Pojawiają się informacje, że masz kilka ofert z kierunków atrakcyjnych pod względem finansowym.

Ludzie lubią dużo gadać. Jak będę miał trzy oferty na stole, wtedy będę się zastanawiał.

Jesteś jeszcze na tym etapie, na którym przy wyborze miejsca pracy musisz patrzeć na cyferki w kontrakcie?

Na pewno tak. Nie myśmy wymyślili pieniądze, po prostu trzeba je mieć. Ja muszę liczyć się z tym, że przede mną już tylko kilka lat gry w piłkę, muszę zabezpieczyć rodzinę. Staram się inwestować w nieruchomości w Estonii. Tylko jedna rzecz. Różnica między tym co zaoferuje mi Jagiellonia, a tym co ewentualnie będzie proponował inny klub musi być duża. Dziesięć czy piętnaście procent więcej, to nie są pieniądze, dla których warto przewracać całe życie do góry nogami, decydować się na kolejną przeprowadzkę, zwłaszcza że starsza córka w przyszłym roku powinna zacząć naukę w szkole podstawowej. Ale jeśli różnica miałaby wynosić pięćdziesiąt procent, kto by z tego nie skorzystał?

Jagiellonia zostanie w tym sezonie mistrzem Polski?

Na pewno jesteśmy tym zainteresowani. Problem jest inny, system rozgrywek. Regulamin nie pozwala za dużo o tym myśleć. Załóżmy, że masz sześć punktów przewagi nad drugim zespołem, po podziale punktów robi się z tego trzy, przegrasz z rywalem i już jesteście na równi. Nie podoba mi się ten system. W zeszłym sezonie dziewiąta drużyna po trzydziestu kolejkach spadła z ligi… Ci piłkarze na to nie zasłużyli. W walce o mistrzostwo Polski reforma pozwala silnym klubom jak Legia Warszawa czy Lech Poznań na słaby start sezonu, daje możliwość koncentracji na rywalizacji w Europie, bo później punkty są dzielone i wszystko można odrobić. Czy nie tak było w zeszłym sezonie z Legią, kiedy odrobiła dziesięć punktów straty? Nie tak samo dzieje się w obecnych rozgrywkach? Z kolei w grupie bijącej się o utrzymanie – Górnik Zabrze od pierwszej do trzydziestej kolejki niemal nie wychodził ze strefy spadkowej, a w ostatniej serii spotkań mógł jeszcze uratować ekstraklasę. Gdyby zdobył jedną bramkę, spadłby ktoś inny… Zgadzam się z trenerem Probierzem, który powiedział, że brakuje jeszcze tylko tego, żeby ósmy zespół po rundzie zasadniczej wygrał ligę. Jaki jest w tym sens? Żadnego nie widzę. Ja rozumiem, że są większe emocje, większe zainteresowanie mediów, można zarobić większe pieniądze z telewizji, ale co ze stroną sportową? Grając w grupie spadkowej, jak wprowadzać młodych zawodników, gdy każdy mecz to walka o życie?

Jakie masz zdanie o naszej ekstraklasie, poza systemem rozgrywek?

Polska liga ma niewykorzystany potencjał. Zwłaszcza w kontekście czysto piłkarskim. Organizacyjnie poszliście bardzo mocno do przodu, choć na pewno trzeba pracować jeszcze nad bazami treningowymi, ale to też już zaczyna się dziać. I wcześniej czy później pod tym kątem też sobie wszystko poukładacie. Legia i Lech tak naprawdę co sezon powinny rządzić ligą, bo mają nad resztą dużą przewagę finansową, a co za tym idzie – liczniejsze kadry. Tyle że kiedy największe zespoły w Europie mają słabszy dzień, to wygrywają 1:0 czy 2:1. W Polsce tak się nie dzieje. Liga jest nieprzewidywalna, jedziesz na mecz, wierzysz w siebie, ale w gruncie rzeczy nie wiesz jak to się skończy.

W polskiej ekstraklasie brakuje piłkarzy kreatywnych?

Tak. Rozumiem, że bez walki, gryzienia trawy nie da się grać w piłkę. Tylko to właśnie odpowiednie wyszkolenie techniczne pozwala od tej walki uciec, jeżeli szybko grasz na jeden, dwa kontakty, a do tego potrzeba wysokich umiejętności indywidualnych, przeciwnik nawet nie zdąży do ciebie doskoczyć, więc ta walka nie do końca mu się przyda. I o to chodzi, na taką piłkę ludzie w Polsce przychodziliby chętniej. Nie mówię o zagorzałych fanach, ale większość kibiców idzie na stadion, żeby zobaczyć gole i nie tylko po stałych fragmentach. Chcą zobaczyć coś więcej, trochę fajerwerków, a nie jak ktoś komuś wjeżdża w nogi od tyłu. Wiadomo, może się to zdarzyć, ale trzeba od tego uciekać.

Masz takiego zawodnika w ekstraklasie, przeciwko któremu nie lubisz grać?

Nie chciałbym, aby moim rywalem na boisku był Jacek Góralski. Na szczęście on jest po naszej stronie. Ale na poważnie, rozumiem, że każdy chce wyeliminować atuty przeciwnika, więc zawodnicy lubiący grę na pograniczu faulu zawsze będą częścią futbolu. Trzeba jednak znaleźć balans, równowagę. Planuję, że zostanę kiedyś trenerem, zacząłem w Białymstoku kurs UEFA C. Chciałbym mieć w drużynie zawodników kreatywnych oraz do walki, twardych, natomiast nie chciałbym mieć gościa, któremu nagle coś w głowie przełączy się i wyprostowanymi nogami skoczy przeciwnikowi w kolana. Piłkarze muszą się szanować.

Grałeś z zawodnikiem, któremu w głowie coś się przełączało?

W ekstraklasie taki jeden jest. Gra, gra, gra i nagle zaćmienie… Nazwiska nie podam. Niemniej na przykład Tetteh z Lecha Poznań ma w rundzie cztery, pięć ostrych wejść. Fojut też mocno potraktował Fiodora Cernycha w meczu w Białymstoku. Faul Bożoka… To nie jest piłka nożna.

Opowiedz o bramce, którą strzeliłeś w tym sezonie w Chorzowie z rzutu wolnego. Mur źle stał, był zbyt mało liczny, co miałeś w głowie, bo wyszło doskonale?

Źle nie stał. Dystans do bramki był po prostu taki, że dawał miejsce na manewr, można było to zrobić. Gdyby do bramki odległość wynosiła 22-25 metrów, już bym tak piłki nie podkręcił, nie uzyskałaby takiej trajektorii lotu. We wcześniejszych meczach już próbowałem takiego uderzenia, było blisko lub bramkarze zdążyli z interwencją, w Chorzowie wszystko zagrało idealnie. Piłka wpadła do siatki może dwa centymetry przy słupku.

Masz swój sposób na strzały z rzutów wolnych? Odmierzasz odległość od futbolówki, kopiesz w określone miejsce?

Nie. Najważniejsze jest spokojne podejście do piłki. A potem o wszystkim decyduje automatyzm. Nie trenowałem uderzeń w jakiś specjalny sposób, bo niby jak? Liczy się duża liczba powtórzeń, praca na treningach. Przecież to nie jest tak, że z 35 metrów celujesz w okienko. Celujesz przede wszystkim w bramkę, w dodatku im mocniej uderzysz, tym szanse na precyzję maleją. Rzuty wolne to jedno, ale co ze strzałami z akcji? Masz chwilę na decyzję, wiesz, gdzie jest bramka i uderzasz. Nie ma mowy o celowaniu, jest tylko automatyzm wypracowany na treningu. Jeśli ktoś rzeczywiście z prostego podbicia chce z dużego dystansu trafić w okienko, jest małe prawdopodobieństwo na sukces. Niektórzy mówią, że mała stopa ma znaczenie dla oddawania mocnych strzałów. A Zlatan Ibrahimović chyba takiej małej nie ma… Wszystkiego można się nauczyć.

Zgadzasz się z zarzutem, że brakuje ci szybkości?

Jakiej szybkości?

Z piłką przy nodze, ale bez też. Jak Nemanji Nikoliciowi, który gdyby był szybszy, pewnie zrobiłby dużo większą karierę.

Ale on jest napastnikiem, w dzisiejszym futbolu atakujący musi prędko biegać.

Pomocnik nie musi?

Pomocnik powinien przede wszystkim szybko myśleć. To jest klucz. Xavi i Iniesta w Barcelonie szybko biegali? Nie, oni zawsze wiedzą co zrobić z piłką, świetnie znajdują wolne przestrzenie do gry. Gdybyśmy do zawodnika świetnie zbudowanego, przygotowanego perfekcyjnie do gry pod kątem fizycznym, dołożyli to, co mają Iniesta czy Pirlo, mielibyśmy piłkarskiego boga. Tak to już jest, że ktoś jest świetny w bieganiu, walce, ale brakuje mu skrętu głowy, orientacji na boisku. A właśnie piłkarze tacy jak Pirlo rządzą na boisku, decydują o tym jak zespół gra. I takim zawodnikiem chciałbym być… Mam nadzieję, że jestem.

Ale co z tą twoją szybkością?

Na pewno nie jestem za wolny.

W testach szybkościowych w Jagiellonii, które miejsce zajmujesz?

Nie ostatnie. W połowie stawki, może nawet w tej górnej części. A jestem w zespole prawie najstarszy, więcej lat ma tylko dwóch kolegów. Nie jest źle.

Starałem się namówić cię, żebyśmy zamiast klasycznego wywiadu zrobili rozmowę także o twoim życiu prywatnym, chciałem, żebyś na spotkanie przyszedł z żoną. Odmówiłeś. Dlaczego?

Wolę, żeby moje życie prywatne pozostało… prywatne. W Polsce w jakimś stopniu przyciągam uwagę, w Białymstoku są momenty, że jest tego nawet za dużo, rodzinie wolałbym tego oszczędzić.

Muszę więc zadać pytanie, które skierowane miało być do twojej żony. Mamy okres przedświąteczny, pomagasz w kuchni?

Jestem wyznania prawosławnego, więc de facto święta… mam dwa razy w roku. Pod koniec grudnia i na początku stycznia. Staram się być aktywny w domu, choć żona piłkarza zawsze musi wziąć więcej obowiązków na siebie, gdyż nas często po prostu nie ma, jesteśmy w drodze na kolejny mecz. W kuchni żona jest szefem, ja to raczej tylko mogę coś pokroić albo jajko wbić.

Jesteś jednym z nielicznych ludzi ze świata piłki, publicznie ceniących Zdzisława Kręcinę, który nie posiada dobrego wizerunku w mediach.

No właśnie, wizerunek wykreowany przez media… Mam trzy przykłady, które pokazują, że pan Zdzisław zna się na swojej robocie. To właśnie on i nikt inny przekonał mnie do przyjazdu do Polski. A w pierwszych miesiącach pobytu w Gliwicach pomógł mi wszystko zorganizować. Zna język rosyjski, więc było mi dużo łatwiej, teraz gdy spotykamy się, rozmawiamy miksem polsko-rosyjskim. Zresztą, kiedy otrzymałem ofertę z Jagiellonii, też poprosiłem go o opinię na temat klubu, ludzi w nim pracujących. Jego dobra rekomendacja miała dla mnie znaczenie – przed przejściem do Jagi zadzwoniłem też do Siergeia Pareiki, który pracował z Michałem Probierzem w Wiśle Kraków. Druga rzecz – po meczu z Górnikiem w Zabrzu pan Zdzisław powiedział do dziennikarza: – Zobaczysz, Kamil Wilczek jeszcze zagra w reprezentacji Polski. Nie pomylił się, mimo że wszyscy wtedy śmiali się. I jeszcze wywróżył, że Kamil zostanie królem strzelców. W piłce umiejętność przewidywania jest niesłychanie istotna, ten człowiek to ma. Może pomóc w budowaniu klubu, zespołu. Samo jego przyjście do Gliwic sprawiło, że uwaga mediów została skierowana na Piasta, co jest dowodem, że ma potrzebną do tego energię.

Mogłeś w piłce osiągnąć więcej?

Prawdopodobnie tak. Wiadomo, że chciałbym zagrać w największych ligach Europy, w moim wieku to jednak mało realne. A kiedy byłem w odpowiednim wieku, być może czegoś wystarczająco nie potrafiłem lub niektóre tematy nie poukładały się tak jak należy. Nie siedzę w domu i nad tym nie płaczę. Niemniej gdy patrzę na karierę globalnie to: chciałem grać w piłkę i gram, chciałem tak zarabiać pieniądze i to robię. Blisko dziesięć lat występuję poza granicami Estonii, wszędzie miałem miejsce na boisku, wszędzie mam kolegów, którzy dobrze mnie wspominają. Mogę być zadowolony, a przecież jeszcze kariery nie kończę. W reprezentacji mogę mierzyć się z najlepszymi piłkarzami świata, może w czerwcu zostanę mistrzem Polski.

Dalej rywalizujesz na treningach z Michałem Probierzem na strzały z połowy boiska?

Na początku tego sezonu jeszcze tak było, ale potem trener doznał kontuzji i musiał przejść operację. Jest między nami różnica wieku, szkoleniowiec ma nadal dobrą technikę uderzenia, siła już jednak nie ta i bramkarze zdążali strzały wybijać… Ale dobrze – kilka kaw wygrałem, kilka też przegrałem.

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej