Wystartowała, wreszcie, Premier League. Każdy lubi ją za co innego – starsi pewnie też z sentymentu do kuponów Totalizatora Sportowego, młodsi – choćby za emocje dostarczane przez kultową Fantasy. Wszyscy niezmiennie cenią ją za poziom, oprawę, klimat, emocje. Nie ma lepszej ligi na świecie, włączając w to nawet Ligę Mistrzów – tak myślę. A ten sezon zapowiada się wyjątkowo.
ZBIGNIEW MUCHA
Po pierwsze: grała, choć kiepsko, reprezentacja Polski. Wydawało się, że przesunięcie finałów ME o rok mocno wystudzi temperaturę wokół drużyny narodowej. Tak się jednak nie stało, a jej magnetyzm wciąż działa. Co jednak działo się w dwóch ostatnich meczach – każdy widział. W związku z tym i dyskusja wokół kadry rozgorzała na nowo – i to gorąca. Holandia to oczywiście czołowa drużyna kontynentu, ale nie taka, która innych po kątach rozstawia, czego dowiedli kilka dni później Włosi na tym samym stadionie, na którym my nie zrobiliśmy sztycha. Wygrana z Bośnią spacyfikowała nieco chętnych do krytyki selekcjonera, ale nie zaklinajmy rzeczywistości – sytuacja w ciągu kilku dni nie poprawiła się. Nie pamiętam kto publicznie obśmiał chwalenie kadrowiczów za udany drybling bądź podanie w meczu z drugim garniturem Bośniaków, pamiętam natomiast twitterowy wpis Wojtka Bajaka: „Bośnia i Hercegowina jest drugą najwyżej sklasyfikowaną reprezentacją w rankingu FIFA (49.), z którą wygrała Polska za kadencji Jerzego Brzęczka (po Austrii)”. Rozumiem argumenty Zbigniewa Bońka o realizowaniu celów postawionych przed selekcjonerem, lecz minęły dwa lata jego pracy, a czy mamy drużynę mocniejszą od tej choćby za schyłkowego Nawałki? Jeśli w Zenicy najlepszym polskim piłkarzem, obok mającego świetne liczby Kamila Grosickiego, był defensywny pomocnik Jacek Góralski, to o czym to świadczy?
Po drugie: Legia, już, zbudowała mistrzowski skład. Oglądałem męczarnie w Płocku, popis gry niezbyt wyszukanej, zwyczajnie marnej, lecz i tak nie wierzę, by ktoś mógł Legii zagrozić w obronie tytułu. Stołeczny klub zakontraktował piłkarzy o nazwiskach nieprzeciętnych. W dodatku jak od dawna ma w zwyczaju, wybierał także najlepszych z szeregów ligowej konkurencji. Za chwilę powinien pozyskać kolejnego – Joela Valencię, najlepszego ligowca w sezonie 2018-19. Warto jednak pamiętać, że tak jak Bartosz Kapustka odbił się od poważnego futbolu, tak Valencia już od tego mniej poważnego. Dlatego wyławiając dawne lub obecne gwiazdy Ekstraklasy, Legia prawdopodobnie zdobędzie mistrzostwo Polski, ale gwarancji, że gwiazdy rodzimych, ligowych boisk zwojują coś z warszawskim klubem w Europie nie ma żadnych, a istnieją wręcz przesłanki, że niekoniecznie.
Po trzecie: wystartowała, wreszcie, Premier League. Każdy lubi ją za co innego – starsi pewnie też z sentymentu do kuponów Totalizatora Sportowego, młodsi – choćby za emocje dostarczane przez kultową Fantasy. Wszyscy niezmiennie cenią ją za poziom, oprawę, klimat, emocje. Nie ma lepszej ligi na świecie, włączając w to nawet Ligę Mistrzów – tak myślę. A ten sezon zapowiada się wyjątkowo. Głodny, wciąż i na nowo poszukujący swojej tożsamości Manchester United, niezwykły Liverpool, już dość syty, po historycznym obżarstwie, ale za to z Juergenem Kloppem dopieszczającym to, co wydawało się być perfekcyjne. Dalej Manchester City. Trochę niewiadoma, bo stracił dwóch wybitnych piłkarzy. Pep Guardiola, jeśli faktycznie doradził Messiemu pozostanie w Barcelonie i podróż na Wyspy za rok, dokonał jednak majstersztyku. On bowiem również, jak każdy trener, podlega ocenie. A szejkowie rządzący The Citizens oczekują od niego więcej niż dotąd. Jeśli w tym sezonie dozna klęski – i tak go nie ruszą. Bo przecież bardziej dla niego niż góry pieniędzy Messi jest gotów opuścić Katalonię. I wreszcie Chelsea. Czy okaże się czarnym koniem rozgrywek? Frank Lampard miał już zespół niezły, choć jeszcze chimeryczny, naiwny, o niedostatecznej sile ognia i nieszczelnej defensywie. Roman Abramowicz postanowił jednak wyprowadzić lwa na łowy. Wydał fortunę, ponad 200 milionów euro, a zapewne Marina Granowskaja nie powiedziała dotąd ostatniego słowa, zwłaszcza rozmawiając o bramkarzach. Być może The Blues jeszcze nie zdobędą mistrzostwa, ale powinni się o nie bić równie twardo, jak twardo negocjuje ich piękna pani dyrektor.
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 37/2020)
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.