To wcale nie musi być kryzys. Przecież Real po dwóch kolejnych porażkach w lidze rozpoczął zwycięską passę, która trwa po dziś dzień. Barcelona może podobnie odbić się od dna i za chwilę znów zachwycać cały świat. Może, ale nie musi. Problemów bowiem jest wiele. Porażki z Królewskimi i z Celtą, a wcześniej z PSG, pokazały, że w państwie katalońskim nie dzieje się dobrze.
Każdy z owych problemów Barcelony ma swoje imię i nazwisko. Dotyczą one bowiem poszczególnych piłkarzy. W zasadzie, jeśli spojrzeć na szeroką kadrę Barcy, tylko o trzech zawodnikach można powiedzieć, że z nimi wszystko w porządku, że nie ma z nimi problemu. To Claudio Bravo, Jordi Alba i Sandro. Wokół reszty pojawiają się rozmaite wątpliwości. A ich suma przekłada się na wielki pytajnik przy nazwie całego zespołu. A więc po kolei.
Marc-Andre ter Stegen. Źle zaczął i nie wiadomo, czy można na niego bez ryzyka postawić, gdyby Bravo doznał kontuzji.
Dani Alves. W czerwcu kończy mu się umowa. Zapowiedział, że odejdzie, najchętniej tam, gdzie wokół futbolu jest najlepszy klimat, czyli do Anglii. Oczywiście nie lekceważy gry, bo chce sobie zapewnić jak najlepszy kontrakt w nowym klubie. Ale gra tylko dla siebie. To, czy Barcelona osiągnie jakiś sukces teraz albo w przyszłości, jest dla niego mało ważne. Na prawie wszystkich w klubie zdążył się obrazić. Obecność takiego zawodnika w szatni i na boisku szkodzi morale zespołu. To zgniłe jajo. Ale grać musi, bo:
Douglas. Sprowadzony jako następca Alvesa zaprezentował się w debiucie kompromitująco. Nie nadaje się do gry. Kulisy jego transferu są ciekawe. Otóż kupując rok temu Neymara, Barca podpisała umowę z firmą jego ojca. Ten za zryczałtowaną kwotę ma wyszukiwać piłkarzy dla klubu i pośredniczyć w ich transferze. Wyszukał Douglasa. Skoro i tak trzeba mu płacić, Barca kupiła futbolistę ofermę.
Adriano. Też mógłby grać na prawej obronie. Ale po wyleczeniu choroby serca jakby ma mniej zdrowia do biegania. Jest już za słaby na Barcelonę.
Gerard Pique. Myśli o wszystkim, tylko nie o futbolu. Angażuje się w politykę, celebrytuje u boku Shakiry, lansuje rozmaite marki. Zastanawia się, czy nie wrócić do Anglii. Gra słabo, nierówno.
Javier Mascherano. Mundial udowodnił, że jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników świata. A Luis Enrique widzi go na środku obrony. Większe niż jeszcze rok temu ego zawodnika domaga się ważniejszej roli w zespole. A jej nie dostaje. Narasta frustracja.
Jeremy Mathieu. Pyszczy trenerowi. Po El Clasico powiedział, że nie rozumie, czemu grał na lewej obronie zamiast na środku, a Luis Suarez na prawym skrzydle ataku, a nie jako dziewiątka. Co do pierwszej kwestii, trener odparł, że Francuz mógłby się zdziwić, gdyby go wystawiono na pozycji ofensywnego pomocnika, a nie na lewej defensywie. Co do drugiej uwagi, zmilczał. Bo… patrz niżej.
(…)
Leo Messi. Już kiedyś strzelił 50 goli w sezonie i więcej tego nie zrobi. Jak dociągnie do trzydziestu, będzie rewelacyjnie. Stara się robić to wszystko i w ten sam sposób, co w swych najlepszych czasach, ale jest o ułamki sekundy wolniejszy. O te ułamki, które decydują o powodzeniu interwencji obrońców. Skoro tak, to wziął się za asystowanie, które wychodzi mu świetnie. Ale minął już czas, kiedy trener Barcy nie mógł mieć lepszego pomysłu niż całkowite podporządkowanie gry zespołu Messiemu. Teraz Argentyńczyk może już być tylko elementem układanki. Problem w tym, że Leo nie wyobraża sobie, żeby było inaczej.
(…)
Leszek Orłowski
Cały artykuł w najnowszym numerze tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.