Przejdź do treści
Analiza: Czy Legia zrobiła postępy pod norweskim kierownictwem?

Polska Ekstraklasa

Analiza: Czy Legia zrobiła postępy pod norweskim kierownictwem?

Gdy, przed dziewięcioma miesiącami, Legia przedłużała podpisany pierwotnie na 2,5 roku kontrakt z trenerem Henningiem Bergiem – do 30 czerwca 2018 roku, nikt przy Łazienkowskiej nie miał wątpliwości, że to sensowny ruch. Nawet mimo ewidentnych niedostatków, zresztą nie tylko warsztatowych, Norwega. Kolejny tytuł mistrza Polski wydawał się przecież na wyciągnięcie ręki, zaś wyniki stołecznych piłkarzy w grupie Ligi Europy – rewelacyjne. Teraz panuje jednak przekonanie, że Skandynaw w wyrafinowany sposób ograł właścicieli warszawskiego klubu w styczniowych negocjacjach.

Jakie postępy pod wodzę trenera Berga poczyniła Legia Warszawa?

Lech zawstydza Anglików. Grajka trzeba szanować. A Boniek kontratakuje – KLIKNIJ!

Oceny pracy Berga są dziś skrajnie odmienne niż na początku roku. Rozgoryczenie zostało co prawdo nieco ostudzone efektownym 4:1 w Chorzowie, ale z naciskiem na: nieco. I to nie tylko dlatego, że jedynym trofeum, po które udało się od tamtej pory sięgnąć był Puchar Polski. Legia zanotowała przecież najgorszy pod kierunkiem Norwega start w lidze – po 8 kolejkach średnia zdobycz wynosiła przecież zaledwie 1,5 punktu (po wygranej przy Cichej wzrosła do niespełna 1,7 pkt.; dla porównania – w premierowej rundzie Norwega wynosiła 2,5 pkt., zaś w poprzednim sezonie prawie 1,9 pkt., oczywiście bez uwzględnienia podziału przed rundą finałową). A czarę goryczy przelał oczywiście mecz z FC Midtjylland, inaugurujący bieżącą grupową edycję LE. Zakończony porażką, co zburzyło mit Skandynawa jako specjalisty od europejskich pucharów, ale przede wszystkim rozegrany przez wicemistrzów kraju w koszmarnym stylu. To właśnie przede wszystkim sposób, w jakim legioniści zaprezentowali się w Danii przywołał dyskusję o okolicznościach, w jakich Berg przedłużył kontrakt. Oczywiście z tego powodu, że dziś już nie tylko kibice chcieliby rozwiązania umowy, najlepiej w jak najszybszym terminie. Świadczą o tym ruchy wykonywane przez prezesa od ubiegłego czwartku, w tym fakt, że Bogusław Leśnodorski przeprosił się z Jackiem Magierą, który zapewne także byłby brany pod uwagę w nowym trenerskim rozdaniu przy Łazienkowskiej.

Komu potrzebny był nowy kontrakt?

Pracownicy Legii nie mają wątpliwości, że na początku roku Berg musiał zaszachować właścicieli klubu intratną ofertą zagraniczną, gdyż w innych okolicznościach umowa obwarowana kosztownym odszkodowaniem w przypadku przedwczesnego zerwania, nie zostałaby parafowana. Skoro bowiem kontrakt i tak był ważny do zakończenia sezonu 2015-16, nie istniała taka konieczność. A nawet potrzeba. Jacek Kazimierski, były gracz Legii i ekstrener bramkarzy przy Łazienkowskiej, były reprezentant Polski i szkoleniowiec golkiperów w kadrze, obecnie zaś główny krytyk Norwega, bierze jednak pod uwagę także inny scenariusz: – Nie byłem przy rozmowach, więc mogę jedynie domyślać się, jak to mogło wyglądać. A skoro mistrzostwo wydawało się dosłownie na wyciągnięcie ręki, nie zdziwiłbym się, gdyby ze strony trenera padła oferta nie do odrzucenia. To znaczy: teraz jestem skłonny przedłużyć kontrakt na dotychczasowych warunkach, natomiast w czerwcu, kiedy tytuł znów trafi na Łazienkowską, będę dwukrotnie droższy – spekuluje dwukrotny uczestnik mundiali.

Szefowie Legii już po zakończeniu ubiegłego sezonu – który okazał się dotkliwie przegrany z Lechem – sugerowali, że zachowali pewien wentyl bezpieczeństwa podpisując nową umowę ze skandynawskim szkoleniowcem. Ich zdaniem zabezpieczenie miał stanowić fakt, że prolongowana została jedynie umowa trenera, natomiast nowych ofert nie dostali współpracownicy Berga. Zatem, gdyby nastąpiła konieczność wycofania się ze styczniowych ustaleń, wystarczyłoby jedynie zatrudnić nowych asystentów, a wówczas pan Henning sam powinien poprosić o rozwiązanie umowy. Przy Łazienkowskiej nikt bowiem nie ma wątpliwości, iż bez wsparcia Geira Kasene, Pala Arne Johansena, a przede wszystkim Kazimierza Sokołowskiego Norweg nie byłby w stanie funkcjonować w polskich realiach. Obiektywna słabość tej furtki polega jednak na tym, że byłaby do zastosowania dopiero na koniec obecnego sezonu. Tymczasem nie można wykluczyć, że drużyna, która po odejściu Miroslava Radovicia miewa dobre tylko momenty, po których regularnie się zacina, potrzebuje innego niż dotychczas bodźca, a być może i świeżego spojrzenia już w tym momencie; nie zaś za dziewięć miesięcy. Silniejszego niż wewnętrzne przetasowania w strukturach Legii, które Leśnodorski zapowiadał na łamach „PN” już na początku czerwca, czyli przejęcia funkcji dyrektora sportowego przez Michała Żewłakowa. – Legia grała w ostatnim okresie fatalnie. Drużyna zamiast się rozwijać, cofała się, nie widzę więc najmniejszego sensu, żeby właściciele klubu biernie czekali na rozwój wydarzeń – nie ma wątpliwości Kazimierski, choć trzeba dodać, że rozmawialiśmy jeszcze przed niedzielnym przebudzeniem w Chorzowie. – Przeciwnie, trzeba błyskawicznie wykonać ruchy, które będą służyły naprawie zespołu. Dotyczące trenera, albo zawodników. Słabe wyniki idą przecież w ślad za kiepską grą. Taki Ondrej Duda zapomniał nie tylko jak się rozgrywa, ale nawet drybluje. A Tomasz Jodłowiec? Reprezentant Polski to dopiero zaliczył zjazd! Nie wiem, jaki jest tego powód – sportowy, czy pozaboiskowy – ale widzę, że to cień zawodnika, który przychodził do Legii. Nie oszukujmy się, w zestawieniu choćby z meczem Liverpoolu z Bordeaux, na spotkanie Legii w Danii ciężko było w ogóle patrzeć.

Komentatorem nieudolnych poczynań stołecznego zespołu w Herning, gdzie siedzibę ma FC Midtjylland, był w TVP wspomniany wcześniej Magiera, który nie okazał się aż tak surowym recenzentem występu warszawskich zawodników, choć laurek także nie wystawił: – To było jedno z najsłabszych pucharowych spotkań Legii, odkąd pamiętam. Mimo że Duńczycy świetnie przygotowali boisko i można było tam spokojnie i długo poklepać, Legia nie potrafiła przytrzymać piłki w środku pola, zwłaszcza na połowie przeciwnika. Już drugie, a już najdalej trzecie podanie kończyło się stratą, trudno było zatem zbudować skuteczny atak – ocenia człowiek, który minione 18 lat, do czerwca bieżącego roku, spędził przy Łazienkowskiej. – Nasza drużyna była dobrze przygotowana teoretycznie do rywalizacji z Duńczykami, piłkarze wiedzieli, że Midtjylland ma problem z rozegraniem ataku pozycyjnego. I robili wszystko, aby to jeszcze utrudnić. Zaś Jakub Rzeźniczak i Igor Lewczuk bardzo dobrze radzili sobie z wrzutkami, które miały omijać wysoko ustawioną defensywę. Tyle że po odbiorze zaczynał się problem z konstruowaniem własnych ataków, ponieważ rywale też dobrze przeczytali Legię, co wpłynęło na estetykę spotkania, i w jakimś stopniu tłumaczy dlaczego mecz był tak brzydki. W poprzednich spotkaniach wyjazdowych, a zwłaszcza z Zorią Ługańsk w Kijowie, siłą napędową zespołu byli Michał Kucharczyk i Guilherme. Dobrze atakowali skrzydłami, groźnie ścinali do środka, generalnie robili różnicę. Natomiast w Danii flanki zupełnie nie funkcjonowały, Brazylijczyk urwał się tylko raz, i od razu stworzył bodaj najgroźniejszą sytuację w drugiej połowie. W pierwszej części próbował go wyręczać Bartek Bereszyński, który często włączał się do ataku, ale zbyt wiele konstruktywnego z tego nie wynikało.

Rozczarowujący brak reakcji

Obserwatorzy przegranej rywalizacji w Herning zwrócili uwagę nie tylko na taktyczne ubóstwo Legii i brak alternatywnego wariantu, na wypadek rozpracowania tego podstawowego przez przeciwników, ale też brak jakiejkolwiek reakcji na stratę gola, a przede wszystkim fizyczną słabość wicemistrzów Polski. Ten ostatni aspekt jest zastanawiający o tyle, że – zgodnie z tak zwaną polską myślą szkoleniową, wielokrotnie wyśmiewaną przez publicystów – żaden polski trener nie dałby w trakcie rozgrywek aż pięciu dni wolnego w ligowej przerwie na terminy dla reprezentacji, z czym Berg nie miał najmniejszego problemu. A nawet – wyraził zgodę na wylot Rzeźniczaka do USA – który naraził się na dwukrotną zmianę strefy czasowej, i powiązany z tym jet lag. Abstrahując od samoświadomości stopera, który z jednej strony promuje zdrowy tryb życia, a tym razem zupełnie zapomniał o zdrowym rozsądku, szkoleniowiec powinien w znacznie większym stopniu panować nad zespołem. Przynajmniej wówczas, gdy w kalendarzu jest pełnia rozgrywek. Ligowych i pucharowych. Tym bardziej, że po dwóch gongach zainkasowanych po wspomnianej przerwie, z Zagłębiem i w Herning, w Chorzowie warszawski zespół wyglądał o wiele lepiej niż stając naprzeciw lubinian i FC Midtjylland. Tak, jakby dopiero odzyskał właściwy rytm. – Jako piłkarz, ale też jako bliski współpracownik wielu naszych czołowych trenerów, nigdy nie doświadczyłem w czasie sezonu wakacji. Pewnie, zdarzało się, że dostawaliśmy po jednym, maksymalnie po dwa dni wolnego, ale o urlopach w czasie trwania sezonu nikt nawet nie marzył. Bo nie mógł – nie pozostawia wątpliwości Kazimierski. – Jedyne rozsądne wytłumaczenie, które przychodzi mi do głowy jest takie, że wcześniej zespół dostał podczas zajęć zbyt mocne obciążenia, przez co był przetrenowany, i sztab Berga szukał sposobu na odzyskanie świeżości. Takie historie zdarzały się jednak już za moich piłkarskich czasów, później też bywałem naocznym świadkiem przesady w natężeniu ćwiczeń, ale w takich sytuacjach szkoleniowcy, z którymi miałem do czynienia zarządzali po prostu lżejsze treningi. Piłkarze mieli odpuszczane obciążenia, ale pozostawiali przynajmniej w odpowiednim rytmie. Tymczasem legioniści w Danii wyglądali tak, jakby w nogach mieli co najmniej po 25 meczów w lidze, i niewiele mniej pucharowych. To dziwne, bo kiedy – jeśli właśnie nie teraz – powinni znajdować się w optymalnej formie motorycznej? Przecież to właśnie w momencie, w którym ruszają grupy europejskich pucharów, muszą być gotowi na mecze rozgrywane co trzy dni.

Nie wszyscy, a już zwłaszcza specjaliści w dziedzinie preparowania formy fizycznej, w pełni zgadzają się jednak z diagnozą Kazimierskiego. Nie bez racji wskazują bowiem, że przyczyną słabości widocznej w Herning mogło być równie dobrze prze- jak i niedotrenowanie. Akcentują nawet, iż w pierwszej kolejności trzeba rozważyć zbyt słabe przygotowanie wynikające ze zbyt lekkich treningów lub niedostatecznej liczby zajęć. Dowodem potwierdzającym właśnie takie rozpoznanie choroby ma być niedawny niesławny występ drugiej drużyny przeciwko Oskarowi Przysucha. Mimo że do rezerw zostało skierowanych aż dziewięciu graczy kadry pierwszego zespołu, od Arkadiusza Malarza do Marka Saganowskiego, rutyniarze nie byli w stanie utrzymać prowadzenia 4:1. Ostatecznie tylko zremisowali, a przecież sumą doświadczeń i ogrania już tylko wspomniany duet weteranów przewyższał III-ligowców kilkukrotnie. Tyle że jeśli silnik nie dostanie niezbędnej ilości paliwa, to nawet maserati może nie dać rady syrence.

– Nie jestem w zespole, nie mam dostępu do badań, więc na temat przygotowania motorycznego zespołu nie będę się wypowiadał – zastrzega dyplomatycznie Magiera. – Mogę oceniać jedynie grę, którą zobaczyłem w Herning. A rzeczywiście najbardziej zdumiewający, i najbardziej rozczarowujący był brak jakiejkolwiek reakcji na stratę gola. Piłkarze na pewno nie znaleźli w sobie dość motywacji, żeby rzucić się do odrabiania strat. Czy zabrakło także siły – nie mam pojęcia. Jedna sytuacja Guilherme przy stanie 0:1 to było zdecydowanie za mało, żeby myśleć choćby o remisie. W trakcie relacji w telewizji mówiłem, że w takich sytuacjach wprowadzenie jednocześnie dwóch, a nawet trzech zawodników, którzy znaleźli się na ławce i mają konkretny powód, żeby pokazać, iż na to nie zasługują ma sens. Tyle że jeden trener poszukałby bodźca w wymianie skrzydłowych, inny dokonałby roszady w środku pola, natomiast najlepiej drużynę i poszczególnych zawodników zna szkoleniowiec, który pracuje z nimi na co dzień. A skoro uznał, że należy postąpić inaczej – zapewne uczynił tak nie bez powodu.

Teraz nie słuchajcie piłkarzy!

Dwa końcowe kwadranse rywalizacji z Duńczykami zupełnie wymknęły się legionistom, ale też Bergowi spod kontroli. Zawodnicy nie wygenerowali żadnego świeżego pomysłu na skuteczny atak, nie dostali też żadnego impulsu z ławki. Zamiast chemii między drużyną i szkoleniowcem, a nawet pomiędzy piłkarzami, widoczna była przede wszystkim ogólna niemoc i wszechogarniająca bezradność. Podobno atmosfera w zespole od czerwcowej porażki z Lechem, która kosztowała utratę tytułu mistrzowskiego, daleka jest nie tylko od radosnej, ale nawet twórczej. A zmęczenie materiału jest widoczne tym bardziej że sztab norweskiego trenera nieustannie bazuje praktycznie na jednym mikrocyklu, co często bywa – bo nie może być inaczej – nużące. – Nie opierałbym się teraz na opiniach zawodników na temat Berga. Piłkarze jacy są, wszyscy przecież doskonale wiedzą. Gdy nie ma powodu, aby narzekać na wyniki i gra zespołu ogólnie się podoba, nie szczędzą szkoleniowcom komplementów. Kiedy jednak coś przestaje prawidłowo funkcjonować, zawsze powiedzą, że oni nadal są super, przecież nie zapomnieli na czym polega futbol, za to trener i jego metody są już do bani – przestrzega Kazimierski. – Bardziej w tym momencie podkreśliłbym rolę tych, którzy sprowadzają na Łazienkowską takich, a nie innych piłkarzy. Bo to oni są winni w pierwszej kolejności. Jeśli ktoś przychodzi do Legii, gdzie ma do dyspozycji doskonałą infrastrukturę i dostaje świetne pieniądze, powinien zacząć się spłacać po maksymalnie dwóch tygodniach. Bo tyle mniej więcej potrzeba na poznanie taktyki zespołu i przystosowanie się do wymagań. Tymczasem odkąd w Legii pojawił się Aleksandar Prijović, nieustannie słyszę, że potrzebuje czasu, aby dojść do siebie. To ja się pytam po czym? Czyżby miał jakiś wstydliwy problem? Michał Pazdan jest reprezentantem Polski, ale skoro kosztował 700 tysięcy euro to też powinien dawać w Warszawie więcej niż dotąd. A przede wszystkim częściej. O Michale Masłowskim już kiedyś wspominałem – to według mnie zawodnik przeszacowany najbardziej, który mógłby kosztować co najwyżej 400 tysięcy, a nie 800, na dodatek liczone w złotych nie zaś w euro. Naprawdę coraz częściej odnoszę wrażenie, że przy Łazienkowskiej pojawiają się piłkarze, których wcześniej nikt kompetentny nie ogląda i nie bada. A gdy tylko Berg ma ssanie na nowego zawodnika, Legia bezkrytycznie spełnia zachciankę trenera. A kiedy wreszcie przy tym szkoleniowcu któryś z zawodników zacznie grać lepiej niż wcześniej, kiedy pojawią wychowankowie, których wypromował na tyle, że klub będzie mógł ich korzystnie sprzedać?

W niedzielę pierwszy naprawdę dobry ligowy mecz w stołecznych barwach rozegrał Prijović, zdobywca gola i autor dwóch asyst (jednej drugiego stopnia). Czy będzie to jakościowe przełamanie, czy tylko jednorazowy wyskok – przekonamy się wkrótce. Wątpliwe jednak, aby miało to większe znaczenie dla losów Berga przy Łazienkowskiej, które wydają się być przesądzone…


Adam GODLEWSKI



Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej