Kibice Realu od dawna wiedzieli, że Florentino Perez zamierza w miejsce Jose Mourinho zatrudnić Carlo Ancelottiego. Mimo że Włoch nie był tym szkoleniowcem, którego sobie wymarzyli, Perez bez kłopotów wygrał wybory prezydenckie. Zatem teraz fanom nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować nowego szkoleniowca z całym tak zwanym dobrodziejstwem inwentarza.
LESZEK ORŁOWSKI
Ten balast, z jakim Ancelotti obejmuje nową posadę, to mało efektowny styl gry, jaki prezentują zazwyczaj jego zespoły. Paris SG zdobył mistrzostwo Ligue 1, ale w wielu meczach ze słabeuszami obejmował prowadzenie i potem bronił wyniku 1:0. Tymczasem zespół Jose Mourinho pod względem liczby strzelanych goli rozpieszczał kibiców na Santiago Bernabeu, w sezonie 2011-12 pobił pod tym względem wszelkie rekordy. W meczach u siebie atakował cały czas, nierzadko aplikując rywalom nawet pół tuzina goli. Ale przecież Mou też wcześniej nie słynął z umiłowania rygorystycznie ofensywnego futbolu. Może więc Perez liczy na to, a fani nie wykluczają, że i Ancelotti w tym miejscu przyjmie inne standardy?
Cztery powody
To rzecz jasna nie był jedyny argument, który skłonił charyzmatycznego prezydenta do postawienia na Włocha. Któż może dać większe prawdopodobieństwo zdobycia w końcu upragnionej decimy jak nie człowiek, który z Milanem potrafił cieniować w lidze, ale triumfować w Champions League! Tak więc, można przypuszczać, że nawet przy słabszych wynikach w lidze, Ancelotti będzie miał kredyt zaufania, dopóki nie odpadnie z Ligi Mistrzów.
Po drugie, Włoch słynie z tego, że potrafi współżyć w szatni z gwiazdami. Nie popada z nimi w konflikty, umie kiełzać różne temperamenty i wybujałe ego. On nigdy nie wywołałby wojny z ikoną w osobie Ikera Casillasa.
(..)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna!
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.