Angielski sen o potędze, czyli jak nowa generacja rozbudziła apetyty Wyspiarzy
Ostatnie towarzyskie spotkanie Anglików z Brazylijczykami sprawiło, że w Londynie, Manchesterze, Birmingham i Liverpoolu ponownie zaczęto śnić sen o wielkości. O tym, że Synowie Albionu już podczas najbliższych Mistrzostw Świata będą w stanie w końcu powalczyć o medal. Czy faktycznie tak się stanie? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, że jeśli Anglicy awansują na brazylijski mundial, to o ich sile będzie stanowić nowe, młodsze pokolenie, nieskażone jeszcze wirusem porażki.
Koniec ery
Czas płynie nieubłaganie i w wielu reprezentacjach narodowych dochodzi do przysłowiowej zmiany warty. Nie inaczej jest u Anglików, a powolna rewolucja zaczyna się dokonywać na naszych oczach. Już od dawna w barwach Wyspiarzy nie oglądamy takich zawodników jak David Beckham, Paul Scholes czy Rio Ferdinand. Wciąż grają oni zawodowo w piłkę i prezentują dobry poziom, jednak swoją szansę już mieli. Przed kilkanaście kolejnych lat, to właśnie ta trójka prowadziła Anglików do gry w kolejnych eliminacjach i turniejach finałowych. Jak to się kończyło? Wszyscy dobrze wiemy. Gracze z kolebki futbolu od 1996 roku, kiedy to EURO odbyło się na ich boiskach, nie potrafili dobrnąć do strefy medalowej jakiejkolwiek imprezy. U ich boku mogliśmy oglądać takich zawodników jak Michael Owen, który ostatnie dni swojej kariery spędza w Stoke City, John Terry, który w ostatnich miesiącach bezustannie zmaga się z kontuzjami, a ostatnio postanowił zakończył swoją przygodę z kadrą, czy Emile Heskey, który jeszcze w 2010 roku otrzymał sensacyjne powołanie na mundial w Republice Południowej Afryce, mimo tego, że dobrej formy nie prezentował już od kilku dobrych sezonów.
Nie wszyscy piłkarze ze starej generacji odrzucili już reprezentacyjny trykot. Kilku z nich otrzyma od Roya Hodgsona ostatnią szansę na to, by na brazylijskich boiskach powalczyć o złoty medal i zapisanie się na kartach historii futbolu. W gronie tym są Steven Gerrard, który po wielu kontuzjach wrócił do swojej najlepszej formy, Frank Lampard, który praktycznie w każdym meczu Chelsea FC strzela gole i asystuje, czy Ashley Cole, który mimo 33 lat na karku wciąż jest jednym z najlepszych lewych obrońców na świecie. Bardzo mocno naciska go Leighton Baines, jednak selekcjoner kadry wciąż nieco wyżej ceni gracza The Blues. Reprezentacyjne ostatki w Brazylii będą mogli odprawić także Joleon Lescott, Phil Jagielka czy Glen Johson. Nie są oni tak zaawansowani wiekowo jak wyżej wymienieni piłkarze, jednak młodzież naciska i kolejnych szans mogą już nie dostać. Osobną kwestią jest zakończenie kariery przez Jamie’ego Carraghera, który w kadrze co prawda nigdy na dobre nie zaistniał, jednak odłożenie przez niego butów na półkę także jest znamienne.
To idzie młodość
W Londynie i innych angielskich miastach nie będą jednak zbyt długo płakać po starych gwiazdach. Młodzi i utalentowani od dawna dobijają się do bram reprezentacji, a od jakiegoś czasu zaczynają grać w niej pierwsze skrzypce. Pierwszym z brzegu przykładem na to jest Jack Wilshere. Piłkarz, który wrócił do gry po kilkunastomiesięcznej przerwie, w meczu z Brazylią był zdecydowanie najlepszym środkowym pomocnikiem Anglików. Gracz Arsenalu miał aż 94 proc. skutecznych podań, podczas, gdy Lampard (79 proc.), a Cleverley i Gerrard (85 proc.). No właśnie, kolejny piłkarz, o którym warto wspomnieć to Tom Cleverley, który jest jednym z ulubieńców Sir Aleksa Fergusona, a nie ukrywajmy, Szkot zna się na wychowywaniu młodych zawodników jak mało kto na Wyspach. Wilshere, Cleverley wspomagani Gerrardem lub Michaelem Carrickiem mogą w Brazylii stworzyć mieszankę, która wprawi kibiców na Maracanie w ekstazę.
Idźmy dalej. Kolejni przedstawicie młodego pokolenia, którzy powinni się załapać do 23-osobowej kadry Hodgsona na przyszłoroczny mundial, to m.in. Kyle Walker z Tottenhamu Hotspur, który jest obecnie zdecydowanie najlepszym prawym obrońcą w Premier League, Gary Cahill, który powoli zajmuje miejsce Terry’ego, tak w Chelsea jak i reprezentacji, Danny Welbeck, kolejny z diamentów szlifowanych z taką starannością przez Fergusona czy kwartet Arsenalu – Theo Walcott , Alex-Oxlade Chamberlain, Kieran Gibbs i Carl Jenkinson (chociaż ten ostatni, to jeszcze melodia nieco dalszej przyszłości). Swoje szanse powinni również otrzymać Chris Smalling, Micah Richards (o ile w końcu wróci do zdrowia i gry) oraz Raheem Sterling z Liverpoolu. Wszyscy oni będą wspomagani już nieco bardziej doświadczonymi nazwiskami, które – patrząc przez pryzmat metryczki – należy wciąż zaliczać w poczet „młodych”. Chodzi tu o takich zawodników jak Wayne Rooney, James Milner, Aaron Lennon, Joe Hart czy Jermain Defoe.
Złota młodzież
Jak więc widać, Anglicy dysponują nieprzebranymi zasobami utalentowanych i młodych graczy, a przecież w kolejce już czekają kolejni. Fani Premier League jednym tchem mogą dzisiaj wymienić takie nazwiska jak Luke Shaw z Southampton FC, o którego biją się największe kluby w lidze, Danny Rose, który przebywa obecnie na wypożyczeniu do Sunderlandu, gdzie zbiera bardzo wysokie noty, Nick Powell z Manchesteru United czy Jack Butland, którego namaszczono już na następcę Jose Reiny na Anfield.
Paul Merson, były piłkarz reprezentacji Anglii napisał w swojej książce „Jak nie być profesjonalnym piłkarzem”, że jego rodacy będą mogli zdobyć w ciągu najbliższej dekady mistrzostwo Świata jeśli u sterów zespołu narodowego będzie stał Harry Redknapp, taki to dobry fachowiec. Czas Harry’ego „Hudiniego” w reprezentacji jeszcze nie nadszedł, a zadanie reformowania i porządkowania kadry wziął na swoje barki Roy Hodgson. Czy zdoła on spełnić marzenia Anglików o potędze? Szczerze, nie ma innego wyboru, bo danie plamy mając takich piłkarzy do dyspozycji powinno być karane automatycznym wykluczeniem poza krąg zawodowych trenerów.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.