Coś się skończyło. Pewna era dobiegła końca i to, co kiedyś dawało owoce, dzisiaj budzi już tylko uśmiech politowania. O co chodzi? O rządy Arsene’a Wengera w Arsenalu Londyn, które nieuchronnie chylą się ku upadkowi.
Obecna sytuacja Arsenalu przypomina sytuację tuż sprzed scen z głównych placów w stolicach Egiptu, Tunezji czy Libii. Ludzie występowali wówczas przeciwko swoim władcom, bo mieli dość marazmu i bylejakości. Chcieli nowego. Czegoś, co pozwoliłoby im na odetchnięcie pełną piersią i ruszenie w pogoń za resztą świata. Dokładnie to samo dzieje się obecnie w północnym Londynie, choć może skala nieco mniejsza i z pewnością nikt przy tej powoli rozpoczynającej się, „cichej rewolucji” życia nie straci. Kanonierzy (tak kibice, jak i piłkarze) mają już dosyć Wengera i jego nieporadności. Chcą zmian, bo dobrze widzą, że miejsce ich ukochanego klubu znajduje się w zupełnie innym miejscu, niż w wizjach francuskiego menedżera.
Od 2005 roku Arsenal nie wygrał żadnego pucharu. W każdym innym zespole z absolutnego, europejskiego topu (a do takich zaliczamy przecież Kanonierów) doszłoby już do zmiany na pozycji trenera. W Londynie myślą jednak inaczej. Włodarze Arsenalu nie widzą lub nie chcą dostrzec, że rywale, już nie tylko w Europie, ale także w lidze uciekli na taką odległości, że ich dogonienie wydaje się obecnie praktycznie niemożliwe. Z klubu, niemal z regularnością jednego okna transferowego, odchodzą kolejni klasowi piłkarze i można jedynie prorokować, że podczas najbliższego lata sytuacja się powtórzy. Prowadzony przez Wengera zespół może po raz pierwszy od kilkunastu lat nie zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. A to – cytując samego Francuza – „byłoby katastrofą”. Brak miejsca w tych elitarnych rozgrywkach może doprowadzić do tego, o czym kibice Arsenalu mówią od dawna: odejścia kolejnych filarów zespołu. Chętnych do skorzystania z usług takich zawodników, jak Robin van Persie, Theo Walcott, Thomas Vermaelen czy Wojciech Szczęsny nie zabraknie, a po takim ciosie klub mógłby się nie pozbierać przez kilka dobrych sezonów.
Czas więc postawić sprawę jasno. Czas Wengera w Arsenalu minął, a jego nowatorski plan się nie sprawdził. Promowani przez niego piłkarze również się nie sprawdzili i już do końca swoich karier będą grać z łatkami „dzieciaków Wengera”. Francuz tak bardzo wierzył w Denilsona, Abou Diaby’ego, Nicklasa Bendtnera i kilku innych zawodników, że całkowicie zapomniał o zapewnieniu drużynie należytego balansu młodości i rutyny. Lekką ręką pozbył się z zespołu Roberta Piresa, Gilberto Silvy, Williama Gallasa czy Kolo Toure. W ich miejsce sprowadzał kolejnych młodzików, którzy z powodu braku sukcesów i wiary w swojego menedżera odchodzili, zanim ten zdążył ich należycie „oszlifować”.
Popularny „Profesor” już na zawsze będzie postacią uwielbianą i kochaną przy Ashburton Grove, jednak musi odejść, dopóki ostatecznie nie rozmienił swojego dobrego imienia. Kanonierzy potrzebują nowego impulsu. Czegoś, co popchnie ich do przodu i sprawi, że Arsenal ponownie będzie wielki. Jeszcze kilka lat temu drużyna Wengera może i nie wygrywała, ale grała piękny i efektowny dla oka futbol. Dzisiaj Kanonierzy nie grają ani pięknie, ani efektownie, ani tym bardziej skutecznie. Francuz kolejne porażki i niepowodzenia tłumaczy w ten sam sposób. To sędzia nie dał karnego, to zabrakło jakości w grze, to z kolei terminarz nie sprzyjał… I tak w kółko. Tymczasem coraz więcej wskazuje na, to że pomysł Wengera na Arsenal po prostu się wyczerpał. Nieprzemyślane decyzję, przypadkowe transfery i brak nauki na własnych błędach jedynie pogłębiają to wrażenie.
Menedżera Kanonierów nie da się nie szanować, ale kibice chcieliby móc ponownie delektować się pięknym stylem gry Arsenalu. Dopóki u steru tego nabierającego powoli wody statku będzie stał Wenger, nie będzie na to większych szans.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.