Coraz więcej wskazuje na to, że kibice Arsenalu doczekają się w końcu sezonu, kiedy ich drużyna wypadnie poza czołową czwórkę w Premier League. Kanonierzy przegrali na wyjeździe z West Bromwich Albion (1:3) i raz jeszcze potwierdzili, że znajdują się w bardzo głębokim kryzysie.
Kryzys na Emirates Stadium coraz poważniejszy (fot. Sebastian Frej)
Sobotni mecz na The Hawthors miało ogromne znaczenie, szczególnie dla podopiecznych Arsene’a Wengera. Londyńczycy znajdują się od kilku tygodniu w poważnym dołku formy, a całościowego obrazu ich gry nie powinna zaćmić efektowna wygrana nad Lincoln w Pucharze Anglii. Jeśli więc Arsenal chciał nadal liczyć się w walce o miejsce w czołowej czwórce, to musiał pokusić się o trzy punkty na terenie The Baggies.
Serio, Arsenal wygląda jak Leicester w przede dniu zwolnienia Ranieriego. Pożar ogarnia kolejne piętra, a nie ma komu gasić.
Jak się jednak okazało, gospodarze nie zamierzali tanio sprzedawać swojej skóry i już pierwsze minuty pokazały, że postawią faworytowi bardzo trudne warunki. Na efekty nie trzeba było długo czekać, ponieważ jeszcze przed upływem kwadransa WBA wyszedł na prowadzenie. Nacer Chadli precyzyjnie dośrodkował z rzutu rożnego, a wszystko celnym uderzeniem głową zdołał wykończyć Craig Dawson.
Radość piłkarzy Tony’ego Pulisa nie trwała jednak zbyt długo. Minęło bowiem zaledwie kilkadziesiąt sekund, a już Kanonierzy zdołali odpowiedzieć. Z piłką w polu karnym znalazł się najlepszy strzelec gości Aleixis Sanchez, który wymanewrował obrońcę i mocno uderzył pod poprzeczkę. Ben Foster nie miał w tej sytuacji żadnych szans na skuteczną interwencję.
Arsenal zdołał szybko odpowiedzieć, jednak wcale nie była to jaskółka lepszej gry gości na The Hawthors. Piłkarze Wengera wciąż grali nieporadnie i chaotycznie, a jedynym graczem, który prezentował określoną jakość, był wspomniany Sanchez. Chilijczyk nie miał jednak wsparcia kolegów, co mocno ograniczało jego możliwości kreacji.
Jakby tego było mało, jeszcze w pierwszej połowie z boiska musiał zejść Petr Cech, który podkręcił nogę w kostce i został zmieniony. Jego miejsce w bramce zajął David Ospina, który jednak po zmianie stron nie popisał się zbytnio i miał swój wkład w zdobycie przez West Bromwich kolejnego gola.
W 55. minucie czujnością w polu karnym Arsenalu wykazał się Hal Robson-Kanu, który po nieudanej interwencji Ospiny skierował piłkę do siatki. Jeśli ktoś myślał, że goście rzucą się do odrabiania strat, ten srogo się pomylił. Rozbita drużyna Wengera nie była w stanie podjąć walki i na kwadrans przed końcem został za to skarcony. Kolejna wrzuta pod bramkę Kanonierów, brak krycia i Craig Dawson ponownie głową skierował piłkę do siatki.
Wynik zmianie już nie uległ i sympatycy Arsenalu musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę. Goście nie dość, że byli słabsi pod względem sportowym, to nie było po nim widać woli walki i zaangażowania, co może jedynie potwierdzać tezę, że Arsene Wenger już definitywnie stracił szatnię i nie potrafi natchnąć piłkarzy do walki.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.