Nie było niespodzianki w ostatnim sobotnim meczu Serie A. Atalanta Bergamo nie dała żadnych szans Sassuolo, odnosząc na terenie rywala przekonujące zwycięstwo (4:1).
Atalanta Bergamo nie zostawiła rywalowi żadnych złudzeń (fot. Reuters)
Przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo, że faworytem do zgarnięcie trzech punktów była Atalanta. Trzeci zespół minionego sezonu w lidze włoskiej – nie licząc wysokiej porażki w Champions League – spisuje się w ostatnich tygodniach bardzo dobrze i niemal z wszystkich zapowiedzi wynikało, że Sassuolo nie będzie mieć w tym starciu zbyt wiele do powiedzenia.
Co się okazało na boisku? Że fachowcy oceniający szanse obu drużyn mieli rację. Atalanta od początku przeszła do zdecydowanej ofensywy i wystarczyło jej zaledwie pół godziny, by rozstrzygnąć losy zawodów. Do siatki przeciwnika trafiali kolejno Alejandro Gomez, Robin Gosens i raz jeszcze Gomez, co kompletnie pozbawiło gospodarzy chęci na grę.
Gościom wciąż jednak było mało i skoro mieli już rywala na łopatkach, to uznali, że w takiej sytuacji muszą zachować się jak wytrawny łowca i skorzystać z okazji na dołożenie kolejnych trafień. Udało się w 35. minucie, kiedy to w polu karnym Sassuolo znalazł się Duvan Zapata, który wykorzystał dobre dośrodkowanie i głową skierował piłkę do siatki.
Po zmianie stron Atalanta nie forsowała już tak bardzo tempa, bo po prostu nie było takiej potrzeby. Przyjezdni wiedzieli, że wygrana jest pewna i zaczęli oszczędzać siły przed kolejnym spotkaniem w Lidze Mistrzów.
Swoją szansę wykorzystali więc w końcu gracze Sassuolo, którym udało się uratować twarz po kompromitacji z pierwszej części meczu. Sztuki tej dokonał Gregoire Defrel, którego trafienie mogło zostać uznane dopiero po interwencji systemu VAR.
Kolejnych bramek już na Mapei Stadium już nie zobaczyliśmy. Atalanta grająca już do końca na utrzymanie, sięgnęła po trzy punkty i umocniła się na trzeciej pozycji w tabeli. Lepszym bilansem od drużyny z Bergamo mogą pochwalić się jedynie takie firmy jak Juventus i Inter Mediolan.