Sam jeden Pan Bóg wie, dlaczego tak zagrała w Zagrzebiu. Wyglądała na klienta, który spod strzech dyskontów zabłądził pod dach Harrodsa i nie wiedząc, jak ogarnąć ten otaczający luksus, nie zrobił nic. Ale mniejsza o to. Żal byłoby Atalantę Bergamo sprowadzać do jednego poddanego meczu.
TOMASZ LIPIŃSKI
To przecież wzorowy model, który bez względu na to, czy w Lidze Mistrzów jeszcze pokaże pazurki, warto naśladować. Przez bardzo długie lata była zwykłym dżemem ligowym, którym jeśli ktoś w ogóle się zainteresował, to tylko z powodu braku lepszych smakołyków pod ręką. Konfitury stały półka, a nawet kilka półek wyżej. Jednak od 2010 roku traktowanie drużyny z Bergamo powoli się zmieniało, aż do tego stopnia, że w ostatnich dwóch sezonach patrzyło się i nie wierzyło własnym oczom. Odnowiciel, reformator, wizjoner, cudotwórca czy jak go nie nazwiemy to Antonio Percassi, który 9 lat temu odkupił klub od rodziny Ruggerich. Tym samym zdecydował się po raz drugi wejść do tej samej rzeki. Pierwszego w 1990 roku o mało nie przypłacił utopieniem. Po czterech latach rządów, których smutnym finałem był spadek do Serie B, odszedł w niesławie ze stanowiska. Z jego powrotem po 16 latach wiązał się awans i następnych 5 względnie spokojnych, bo pierwszoligowych sezonów. Jednak nic ponad stabilizację na przeciętnym poziomie.
(…)
Złoty środek
To jednak nie było tylko hobby. Także z Atalanty uczynił świetnie funkcjonującą i przynoszącą zyski fabrykę. Ona zawsze uchodziła za klub specjalizujący się w szkoleniu i jej szkółka piłkarska zaliczała się do najlepszych w kraju. Obowiązująca filozofia polegała na dawaniu szansy wychowankom, transferowaniu najzdolniejszych do większych klubów za grube miliony i zastępowaniu ich innymi młodymi wilkami. Percassi nie wyparł się tej filozofii, z tym że w odróżnieniu od poprzedników udało mu się znaleźć złoty środek: wraz z odpływem najlepszych nie spadał poziom sportowy, wręcz przeciwnie – stale się podnosił.
Od 2010 roku tylko z mercato wyciągnął na czysto 237 milionów euro. Nie sięgając za daleko wstecz i licząc od stycznia 2017 roku, sprzedawał: Roberto Gagliardiniego do Interu za 27,5 miliona, Mattię Caldarę do Juventusu za 25, Francka Kessiego do Milanu za 28, Bryana Cristante do Romy za 21 czy Andreę Petagnę do Spal za 12. To już wychodzi ponad 100 milionów.
Sam, zwłaszcza biorąc uwagę skalę ostatnich osiągnięć, specjalnie nie rozpieszcza piłkarzy finansowo. Na opublikowanej na początku września w „La Gazzetta dello Sport” liście płac w Serie A Atalantę odnajdziemy dopiero na 12 miejscu, ex-aequo z Sampdorią. Suma wydatków na pensje wyniosła 36 milionów. Nikt z kadry nie przekroczył 2 milionów. Tylko siedmiu piłkarzy dostaje powyżej miliona euro. Ci z najwyższymi zarobkami, jak Duvan Zapata, Luis Muriel i Alejandro Gomez nie zmieściliby się w pierwszej jedenastce płac Juventusu, Interu, Romy i Milanu.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (39/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”