Atletico buduje nowy zespół, czyli jak nie zostać drugą Borussią
Trzecie miejsce w Primera Division, ćwierćfinały Ligi Mistrzów i Copa del Rey – taki rezultat całosezonowych starań dwa lata temu zostałby przyjęty przez kibiców Atletico z olbrzymim zadowoleniem. Ale wynik osiągnięty w rozgrywkach 2013-14 – mistrzostwo kraju i finał Champions League zmienił wymagania fanów Los Colchoneros. W nadchodzącym sezonie znów będą oczekiwać skutecznej walki o trofea. Czy Diego Simeone wraz ze swoją bandą będą w stanie sprostać wymaganiom?
Będzie ciężko. Co by nie powiedzieć, zespół zrobił krok do tyłu. A jeśli trudniejszą sztuką niż zdobycie szczytu jest utrzymanie się na nim, to najtrudniejszą – powrót na wierzchołek gdy już się z niego zeszło. Oczywiście mówimy o klubach z drugiej półki, takich jak Atletico. Szybko znaczy drogo
Diego Simeone uważnie przyglądał się temu, co działo się ostatnio w Borussii Dortmund. Atletico to bowiem Borussia rok, dwa lata wcześniej. Ekipa Juergena Kloppa zdobyła mistrzostwo Niemiec w 2012 roku, Atletico wygrało La Liga w 2014. Borussia była w finale Ligi Mistrzów w 2013, Atletico w 2014. Borussia triumfowała w DFB-Pokal w 2012, Los Colchoneroes w Copa del Rey – w 2013. Po wszystkich sukcesach BVB zaliczyła w miarę dobry sezon 2013-14. Osiągnęła ćwierćfinał Ligi Mistrzów, finał pucharu kraju i wicemistrzostwo. Było gorzej niż wcześniej, ale i tak dobrze. Czyli dokładnie tak, jak w minionych rozgrywkach w Atletico. Za to dla Borussii były one fatalne, zwłaszcza w lidze. El Cholo musi obawiać się, przez analogię, identycznego regresu swojego zespołu w sezonie 2015-16, włącznie z kłopotami z utrzymaniem się w Primera Division, gdzie silnych jest tu jeszcze więcej niż w Bundeslidze. Rozumie, że te kłopoty nadejdą, o ile odpowiednio nie przebuduje składu.
(…)
Oni nie wytrzymali
Pierwszym zawodnikiem, który pożegnał się z Atletico był Mario Mandżukić, który odszedł do Juventusu Turyn. Początki Chorwata w zespole z Vicente Calderon były znakomite. Wydawał się, jako napastnik nie tylko skuteczny pod bramką rywali z ziemi i z powietrza, ale również waleczny, wprost stworzony do tego, by grać w zespole Simeone. I doprawdy nie wiadomo ani dlaczego to wszystko pękło, ani w którym konkretnym momencie to się stało. Być może poczuł się zagrożony zimowym sprowadzeniem Fernando Torresa, być może nie potrafił znieść sytuacji, w której wobec snajperskiej eksplozji Antoine’a Griezmanna. To pod Francuza trener zaczął układać zespół, dla Mandżukicia przeznaczając rolę de facto służebną. W każdym razie pod koniec sezonu MM grał już o wiele słabiej niż wcześniej, były zastrzeżenia do jego zaangażowania w pracę i pojawiały się pogłoski o napiętych relacjach z trenerem. W maju stało się już jasne, że z tej mąki nie uda się wypiec chleba i że Chorwat będzie musiał odejść. A 19 milionów euro jakie zapłaciła Stara Dama to suma godziwa.
Szybko z klubem rozstał się także brazylijski stoper Miranda. Przez ostatnie lata był filarem Atletico, tworzył znakomity duet stoperów z Diego Godinem. Jednak w poprzednim sezonie eksplodował talent Urugwajczyka Jose Gimeneza. Ponieważ jest o wiele młodszy od Mirandy, jasne stało się, że klub z nim zwiąże przyszłość. I klub i piłkarz byli więc zachwyceni ofertą Interu Mediolan, który zaproponował za doświadczonego obrońcę 15 milionów euro. Miranda rozegrał w barwach Atletico 177 meczów, strzelił 13 goli. I na tym koniec.
(…)
Leszek ORŁOWSKI
Cały artykuł można znaleźć w najnowszym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.