Atletico Madryt bliżej ćwierćfinału Champions League. Stołeczna drużyna wykorzystała atutu własnego boiska i pokonując Juventus (2:0) wypracowała sobie pokaźną zaliczkę przed rewanżem w Turynie.
Starcie Atletico z Juventusem tuż po losowaniu par 1/8 finału zostało ogłoszone szlagierem tej fazy rozgrywek. Można było się emocjonować dwumeczem Liverpoolu i Bayernu, można było uważać, że spotkania Tottenhamu i Borussii Dortmund wstrząsną podwalinami europejskiego futbolu, ale prawda była taka, że to właśnie bój na linii Madryt – Turyn uważano za prawdziwą wisienkę na torcie 1/8 finału.
Nie mogło być inaczej, skoro na boisku mieli się spotkać piłkarze dwóch drużyn, które cały czas śnią sen o triumfie w Lidze Mistrzów. Atletico ma za sobą w ostatnich latach dwa przegrane finały, podobnie jak Juventus. Oba naszpikowane wielkimi gwiazdami światowego futbolu, oba potrafiące grać pięknie w piłkę i stwarzać znakomite widowiska.
W Madrycie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że kluczem do tego dwumeczu powinno być zatrzymanie Cristiano Ronaldo, który wrócił do stolicy Hiszpanii po tym jak w lecie ubiegłego roku pożegnał się z Realem. W Juventusie nie mieli wątpliwości, że najważniejsze będzie wyłącznie z gry Antoine’a Griezmanna. Łatwo się jednak mówi, nieźle to wygląda na papierze, ale tak znakomitych zawodników nie można tak po prostu pozbawić ich umiejętności i wpływu na swoje drużyny.
Spotkanie od początku stało na bardzo wysokim poziomie intensywności i emocji. Akcja przenosiła się to pod jedno, to pod drugie pole karne, a w rolach głównych występowali bramkarze. Jan Oblak zdołał w znakomitym stylu odbić mocne uderzenie Ronaldo, podczas gdy Wojciech Szczęsny skutecznie interweniował po strzałach Thomasa i Griezmanna.
W 28. minucie sędzia musiał skorzystać z systemu VAR, by ocenić czy Diego Costa był faulowany przez rywala, a jeśli tak, to czy przewinienie na nim zostało popełnione przed czy już w obrębie pola karnego. Jak się okazało, Atletico otrzymało w tej sytuacji tylko rzut wolny.
Atletico było zespołem lepszym i drugą połowę rozpoczęło od bardzo mocnego uderzenia. Tuż po wznowieniu gry po przerwie w sytuacji niemal sam na sam ze Szczęsnym znalazł się Costa, jednak mając przed sobą całą bramkę, uderzył obok słupka. Jak pokazały telewizyjne powtórki, napastnik „Los Rojiblancos” fatalnie skiksował.
Kilka minut później równie dobrą okazję miał Griezmann, który wpadł z piłką w pole karne, jednak Szczęsny wyczuł, że Francuz będzie chciał go lobować i zdołał lekko trącić futbolówkę, zbijając ją na poprzeczkę. Fenomenalna interwencja, która uratowała „Starą Damę” przed utratą gola.
Cristiano Ronaldo reminds Atlético Madrid fans just how many Champions League trophies he has lifted. pic.twitter.com/GMIR6JAywM
W 70. minucie piłka w końcu wpadła do siatki. Rezerwowy Alvaro Morata otrzymał świetną piłkę do Filipe Luisa i uderzył głową nie do obrony. Piłkarze Juventusu od razu jednak sygnalizowali, że gol nie został uznany prawidłowo, a napastnik Atletico w walce o piłkę dopuścił się faulu na Giorgio Chiellinim. Sędzia obejrzał całe zajścia na powtórkach i ostatecznie bramki nie uznał.
Nie udało się Moracie, udało się Jose Marii Gimenezowi kilka minut później. Piłkarz Atletico dopadł do piłki po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i płaskim strzałem skierował piłkę do siatki. Szczęsny poszedł wcześniej w drugą stronę i nie miał żadnych szans, by obronić to uderzenie.
Gospodarze poszli za ciosem i w 82. minucie prowadzili już różnicą dwóch trafień. Po dośrodkowaniu w polu karnym, dość niefortunnie interweniował Mario Mandzukić, który wybił piłkę wprost pod nogi Diego Godina. Ten instynktownie uderzył z ostrego kąta i jak się okazało, zmieścił futbolówkę między słupkiem i rywalem.
Juventus strat już nie odrobił, nie zdobył nawet gola honorowego, który przed rewanżem dałbym „Starej Damie” spory handicap. Atletico wygrało 2:0 i w Turynie będzie bronić pokaźnej zaliczki.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.