W ramach ostatniego meczu 25. kolejki hiszpańskiej La Liga Atletico Madryt bez większych problemów pokonało 3:1 Villarreal. Tym samym Diego Simeone i spółka awansowali na najniższy stopień podium klasyfikacji.
Ostatnimi czasy Diego Simeone ma coraz więcej powodów do zadowolenia z gry swoich zawodników. (fot. Reuters)
Atletico Madryt przystępowało do dzisiejszego starcia z „Żółtą Łodzią Podwodną” w roli faworyta. Choć podopieczni Diego Simeone w ostatnich pięciu meczach hiszpańskiej ekstraklasy zgromadzili dokładnie połowę mniej punktów, niż piłkarze prowadzeni przez Javiera Calleję, w zeszły wtorek sensacyjnie pokonali 1:0 Liverpool w ramach 1/8 finału Ligi Mistrzów.
To właśnie zwycięstwo nad aktualnymi mistrzami Europy natychmiast poprawiło słabą ostatnimi czasy atmosferę ze względu na przeciętne rezultaty i nie ulegało wątpliwości, że „Los Rojiblancos” będą chcieli pójść za ciosem w rozgrywkach ligowych.
Od pierwszego gwizdka sędziego Ricardo De Burgosa Bengoetxea „Los Colchoneros” wyraźnie dyktowali warunki gry, zdecydowanie częściej goszcząc pod polem karnym rywali, ale wbrew przebiegowi boiskowych wydarzeń jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Villarrealu.
W 16. minucie Sime Vrsajlko zgrał piłkę wprost pod nogi ustawionego tuż przed linią szesnastego metra Paco Alcacera. Hiszpański napastnik – który notabene był brany pod uwagę podczas ubiegłego okienka transferowego przez decydentów klubu z Estadio Wanda Metropolitano jako potencjalne wzmocnienie, jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło – za sprawą precyzyjnego strzału z powietrza wpisał się na listę strzelców.
Pięć minut przed przerwą doszło do wyrównania. Wspomniany wcześniej Vrsaljko posłał górą prostopadłe podanie w kierunku pola karnego do wychodzącego na wolne pole do niezawodnego Angela Correi. Niezawodnego, ponieważ Correa spośród wszystkich graczy, jakimi dysponuje „Cholo” Simeone, ma największy udział w zdobytych bramkach (pięc goli i sześć asyst). Argentyńczyk delikatnym dotknięciem piłki zwiódł wychodzącego z bramki Sergio Asenjo.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Atletico mimo, że w mniej czasu operowało piłką, było stroną wiodącą. Efekty madryckiej dominacji zmaterializowały się w 64. i 74. minucie. Wtedy właśnie odpowiednio Koke i Joao Felix podwyższyli prowadzenie. Co ciekawe – dla reprezentanta Portugalii, za którego drużyna z czerwono-białej części Madrytu latem zapłaciła rekordowe 126 milionów euro, była to pierwsza ligowa bramka od… końcówki września.
Warto również odnotować, jak ważną postacią w szeregach Atletico jest Koke. Odkąd kapitan „Los Colchoneros” powrócił do gry po wyleczeniu urazu, rozegrał, wliczając dzisiejszą potyczkę, cztery mecze, których bilans prezentuje się następująco – trzy zwycięstwa i remis. Dla porównania – „Atleti” nie było w stanie wygrać żadnego z pięciu meczów, gdy Koke leczył uraz (cztery porażki i remis).
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.