B. Pawłowski dla PN: Nie jestem wróżbitą, ale nie chciałem potem pluć sobie w twarz
– Gdybym stchórzył,
to kiedyś mógłbym pluć sobie w twarz. Decydując się na
transfer, bez względu na to co się wydarzy, będę zadowolony
choćby dlatego, że podjąłem rękawice – w rozmowie z
PilkaNozna.pl mówi Bartłomiej Pawłowski. – Oferta z
Hiszpanii spadła mi z nieba i była nie do odrzucenia. Nie traktuje
jednak tego jako transferu życia, gdyż wierzę, iż ten dopiero
przede mną – wyznał nowy nabytek klubu Malaga CF.
– Zawsze starałem się
wysoko zawieszać sobie poprzeczkę. Poprzednich wyzwań oczywiście
nie można porównywać z Malagą, ale to tylko kolejny
argument mojej decyzji. Wychodzę z założenia, że szczęście
trzeba chwytać garściami. Nikt nie obiecał mi, że będę grał,
więc i ja nie mogę tego zrobić, ponieważ nie jestem wróżbitą.
Nie wiem też, co byłoby, gdybym został w Widzewie czy też wybrał
ofertę innego klubu. Życie przyniesie odpowiedzi na te pytania. Ze
swojej strony mogę jedynie zagwarantować, że dam z siebie wszystko
– zapowiada Pawłowski, który do Malagi trafił na
zasadzie wypożyczenia z opcją przedłużenia umowy o trzy lata.
– Szymon Bartnicki: Zdajesz sobie sprawę
z tego, na jak głęboką wodę się rzuciłeś?
– Bartłomiej Pawłowski: Dobrze wiem, że łatwo
nie będzie, ale skoro klub zdecydował się na pozyskanie mnie, to
znaczy, że widzi mój potencjał i na mnie liczy. Do Malagi
zostałem sprowadzony jako zawodnik formacji ofensywnej, który
może grać na kilku pozycjach. Trener
Bernd Schuster gdzieś ponoć powiedział, że liczy na piłkarzy
uniwersalnych.
– Wcześniej wiele
mówiło się o tym, że trafisz do Legii.
–
Warszawiacy przedstawili Widzewowi ofertę za mnie, ale hiszpański
klub złożył lepszą propozycję. Kto wie, może gdyby nie Malaga,
dziś byłbym w Legii. Mogłem też wybrać ukraiński Sevastopol czy
belgijski KSK Beveren. Wcześniej mówiło się również
o kierunku niemieckim.
– Czy twój
transfer rzeczywiście w pewnym momencie był zagrożony?
– To,
że ktoś nagle uświadomił sobie, że popełnił błąd i ma wiele
na ten temat do powiedzenia, to naprawdę nie jest moja sprawa. Trzeba
czytać, to co się podpisuje.
– Za tobą pierwsze
treningi w nowym klubie. Coś specjalnie cię zaskoczyło?
–
Jedne z pierwszych zajęć były otwarte dla kibiców, których
ku mojemu zdziwieniu pojawiło się około dziesięciu tysięcy. Fani
Malagi przygotowali oprawę, odpalili race i przeprowadzili doping.
Wyglądało to imponująco, nigdy wcześniej się z czymś takim nie
spotkałem.
– Jak przyjęli cię
koledzy z drużyny?
–
Bardzo dobrze. Wszyscy są niezwykle otwarci i sami do mnie zagadują,
pytając chociażby o życie w Polsce. Zainteresowanie nową osobą
jest tutaj większe niż w innych miejscach.
– Masz na myśli
Widzew?
–
W Widzewie miałem ten komfort, że była duża grupa młodych
chłopaków, która trzymała się razem. W
przeszłości jako nowy gracz często byłem jednak pozostawiony
samemu sobie. W Maladze nie ma tego problemu.
– To z kim z zespołu
masz najlepszy kontakt?
–
Rozmawiałem już z kilkoma piłkarzami zarówno z tymi
bardziej, jak i mniej znanymi, lecz nie mogę powiedzieć, że z kimś
się zaprzyjaźniłem, bo takie relacje buduje się długo. Atmosfera
jest jednak bardzo dobra. Chłopaki w szatni bardzo lubią śpiewać.
Gdy tylko usłyszą jakąś piosenkę, to zaraz zaczynają ją nucić.
– A ty zaprezentowałeś
próbki talentu wokalnego?
–
(śmiech) Piosenki są po hiszpańsku, więc nie udzielam się w tym
temacie.
– Zgaduje więc, że
jeszcze nie zacząłeś się uczyć języka?
– Zacznę
w najbliższych dniach. Chcę jak najszybciej opanować hiszpański,
co najmniej w stopniu komunikatywnym, by móc porozumiewać się
z partnerami na boisku. Póki co, z trenerem i zawodnikami
rozmawiam po angielsku. Czasem posługuje się też językiem
niemieckim.
– Angielskiego i
niemieckiego uczyłeś się z myślą o ewentualnym transferze do
Premier League lub Bundesligi?
–
Nie, po prostu byłem pilnym uczniem w szkole. Rodzice zawsze kładli
duży nacisk na moją edukację, dzięki czemu często miałem
świadectwa z czerwonym paskiem. Próbowałem pójść na
studia, ale przeszkodą okazała się częsta zmiana miejsc
zamieszkania.
– Rzeczywiście. GKS
Katowice, Jarota Jarocin, Warta Poznań, Widzew – we wszystkich
tych klubach byłeś tylko pół roku.
– Po
roku spędzonym wJagiellonii,
białostoczanie zdecydowali się mnie wypożyczyć, żebym się
ogrywał. Nie byłem z tej decyzji zadowolony, ale po długich
namowach w końcu ustąpiłem. Z perspektywy czasu uważam, że
popełniłem błąd, choć dziś nie ma to już znaczenia. Potem
grałem w II lidze, następnie w I i ostatnio w ekstraklasie, więc
regularnie czyniłem postępy. W efekcie jestem w Maladze.
– Malaga to chyba
ładne miasto…
–
Jeszcze jak! Morze praktycznie styka się z górami, więc
widoki są wspaniałe. Panują tu bardzo dobre warunki klimatyczne.
Cały rok jest ciepło, co oznacza, że można trenować znacznie
dłużej niż w Polsce.
– Znalazłeś już
mieszkanie?
– Póki co mieszkam w hotelu,
ale byłem już wyrobić kartę identyfikacyjną,
dzięki której będę mógł podpisywać umowy w
Hiszpanii. Niebawem rozpocznę poszukiwania mieszkania, samochodu i
postaram się o kartę z hiszpańskim numerem telefonu.
–
Będziesz mieszkał sam czy z dziewczyną?
–
Niestety, muszę radzić sobie sam. Już do tego przywykłem. Gdzieś
tam pewne historie zostały za mną i startuje od początku
praktycznie ze wszystkim.
– Fanki Malagi powinna
ucieszyć ta wiadomość, bo to oznacza, że mają zielone światło…
–
(śmiech) Ja tego nie odbieram tak, żeby ktoś miał do mnie
startować, bo żadnego konkursu nie organizuję. Jeśli jednak
będzie okazja poznać ciekawe osoby, to na pewno skorzystam.
– Jak spędzasz wolny
czas po przeprowadzce na Półwysep Iberyjski?
–
Zanim zacząłem treningi, to trochę zwiedzałem. Teraz, gdy wszedłem
w rytm treningowy, koncentruje się na jak najlepszym przygotowaniu
do pracy.
– Nie ma chyba czasu i
powodów by tęsknić za Łodzią i Widzewem?
–
Wręcz przeciwnie. Spędziłem tam naprawdę fajny okres i zawsze
będę miło wspominał to miasto i klub.
– Klub, który
zdaniem niektórych spadnie z ekstraklasy z wielkim hukiem po
twoim transferze.
–
Chciałbym uspokoić wszystkie osoby, które są pesymistycznie
nastawione do przyszłości Widzewa. Mam duże zaufanie do trenera
Mroczkowskiego. Wiem, że to świetny fachowiec. Na pewno na moje
miejsce znajdzie chłopaków, którzy tak ja, będą
chcieli coś udowodnić w polskiej lidze. W drużynie zresztą już
teraz kilku takich jest.
– Jeszcze niedawno
grałeś z Legią na Łazienkowskiej. Wkrótce zaś możesz
stanąć przed szansą występów w meczach z Barceloną czy
Realem Madryt. Która z drużyn jest bliższa twej sympatii?
–
Żadna, ponieważ nie jestem kibicem i podziały na fanów
jednych czy drugich nigdy mnie nie dotyczyły. Oglądając spotkanie
jednego czy drugiego zespołu staram się podpatrzeć zachowania
piłkarzy, by się czegoś od nich nauczyć.
– Strach nie zwiąże
ci nóg, jeżeli przyjdzie ci grać przeciwko nim?
–
Nie wiem, czy i jak poradzę sobie ze stresem przed meczem z Realem
czy Barceloną, ale w polskiej lidze dawałem radę. Pewności siebie
dodawało mi wówczas każde udane zagranie.
– Wymarzony klub?
–
Nie lubię fantazjować. Mógłbym przedstawić plan kolejnych
etapów kariery, ale to nie ma sensu. Jestem w Maladze i chcę
grać w tym zespole. To jest w tej chwili moje marzenie.
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.