Barcelona – Athletic czyli schizofinał Copa del Rey
To będzie jeden z najdziwniejszych meczów w dziejach hiszpańskiego futbolu. Przed sobotnim starciem na San Mames dzieją się bowiem rzeczy niezwykłe, niewytłumaczalne, absurdalne, utrzymane raczej w poetyce rządzącego się swoimi prawami snu niż racjonalnej rzeczywistości.
Nie pomyliłem się w powyższym akapicie pisząc o San Mames. Owszem, piłkarze wybiegną na boisko w Barcelonie, na stadionie, który zwie się Camp Nou, ale atmosfera na nim będzie przypominała tą z obiektu Athletiku Bilbao. Fanów tego zespołu będzie zwyczajnie więcej. Jednym i drugim sprzedano (potem kluby rozlosowywały wśród chętnych) tyle samo biletów, ale o ile dla każdego szczęściarza z Bilbao, który wygrał losowanie, bilet stał się relikwią, to socios Barcelony je spieniężają, sprzedając już przybyłym nad Morze Śródziemne kibicom z Kraju Basków. Cóż, Athletic ostatnie trofeum (Superpuchar Hiszpanii) zdobył w 1985 roku. Trzydzieści lat czekania, w tym czasie cztery przegrane finały, sprawia, że sobotnie starcie dla kibiców Athletiku ma wymiar historyczny. Barca zaś rozgrywa mecz między finałem sezonu ligowego, a Ligi Mistrzów. Piłkarze Luisa Enrique będą przypominali aktorów grających za kulisami w antrakcie „Hamleta” jednoaktówkę dla niewiadomo kogo. Kibiców Copa del Rey bowiem mało, jak dowodzi historia z biletami, interesuje. Czy ktoś przypomina sobie podobny przypadek? Ja nie.
Przewaga piłkarska Barcelony jest tak oczywista, że media od dawna żyją kwestią, czy kibice obu klubów wygwiżdżą hymn hiszpański czy nie? Wiadomo, jak Katalończycy i Baskowie podchodzą do swojej obecności w Królestwie. Zawsze gdy te ekipy mierzyły się w finale, hymn wygwizdywano na jednym czy drugim sektorze i Hiszpania od tego się nie rozpadła. Ale tym razem zapanowała w związku z kwestią prawdziwa psychoza, jakby na Camp Nou mogło dojść do unicestwienia kraju. Rozmaite instytucje grożą zgoła karami Barcelonie i Athletikowi jeśli te nie powstrzymają fanów przed gwizdaniem! Głupota do kwadratu! – A niby jak mamy to zrobić? – dziwi się jeden z dyrektorów Barcy, Carles Vilarrubi. – Są wolnymi ludźmi, jak będą mieli ochotę gwizdać, to będą gwizdać – przytomnie tłumaczy. Jednak nikogo to nie przekonuje. A jasne jest, że po takiej akcji fani gwizdać będą głośniej niż kiedykolwiek – wilk bowiem został wywołany z lasu znakomicie. Jeśli w dodatku pewna katalońska organizacja niepodległościowa rozda kibicom przed meczem, jak zapowiadają jej szefowie, dziesięć tysięcy darmowych gwizdków, to normalne, że zagwiżdżą, bo każdy by zagwizdał, Choćby dla jaj.
Czy komuś zależy, żeby rozdmuchać sprawę? Czy szykowana jest jakaś grubsza, nie mająca nic wspólnego ze sportem prowokacja? Nad tym zastanawiają się dziś hiszpańscy kibice. Bo co do samego meczu, to wszystko jest jasne: jeśli Barcelona będzie chciała wygrać, to wygra, a jeśli uzna, że Baskom należy się po tylu latach jakaś radość – to przegra, co jest tym bardziej prawdopodobne, że w takim razie nikt nie będzie miał do trenera i piłkarzy większych pretensji. Zwłaszcza jeśli za tydzień wygrają w Berlinie.
30 maja / Barcelona (Camp Nou) ATHLETIC BILBAO – FC BARCELONA (21:30)
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.