Mówi się, że ligi włoska, niemiecka i francuska są nudne, bo tytuł mistrzowski monopolizuje jedna drużyna, odpowiednio: Juventus, Bayern, PSG i w zasadzie już na starcie rozgrywek z wielkim prawdopodobieństwem można przewidzieć, kto je wygra. Okazuje się tymczasem, że w Primera Division jest podobnie: Barcelona właśnie zdobyła ósme trofeum w ostatnich jedenastu latach.
LESZEK ORŁOWSKI
(…)
Asy
O zdobyciu tytułu przez Barcelonę zadecydował Leo Messi; to po pierwsze. Bez jego ponad trzydziestu goli i ponad dziesięciu asyst (w całej Primera Division jeszcze tylko Pablo Sarabia z Sevilli ma takie specyficzne piłkarskie double-double) udałoby się jeżeli nie nic, to w każdym razie o wiele mniej. Forma Messiego była w minionym sezonie stabilna jak pogoda w sierpniu – na takim właśnie, sierpniowym etapie znajduje się zresztą obecnie cała jego kariera. Jeśli chodzi o punkt widzenia trenera, to dopiero dziś Messi osiągnął ideał. Minął już czas, kiedy Leo był durny i jadał hamburgery, a na boisku nie dostrzegał partnerów; minął też okres jego chmurności i stawiania trenerom oraz partnerom żądań. Argentyńczyk jest dobrym duchem zespołu, wprowadza do niego młodych zawodników, a na boisku podporządkowuje się interesowi teamu. Już nikt się po nim nie spodziewa akcji jak ta słynna z meczu z Getafe w 2007 roku, ani strzelenia 50 goli w sezonie jak w kampanii 2011-12, ale też nigdy tak perfekcyjnie nie wykonywał rzutów wolnych jak w minionych miesiącach, nigdy tak kapitalnie nie rozgrywał. Okazał się być zawodnikiem wiecznie młodym, juwenalnym, w tym sensie, że cały czas się rozwija, ewoluuje, znajduje sobie nowe atuty, tylko w części zresztą tracąc dotychczasowe. Messi to prawdziwy as atutowy. Są też jednak i inne.
Tym mianem godzi się określić także trenera Ernesto Valverde. Okazał się być idealnym partnerem dla Messiego i innych grubych ryb z Camp Nou. Nigdy nie szedł z nimi na konfrontację, nie chciał pokazywać swojej wyższości. Dobrotliwością i sugerowaniem zamiast narzucania osiągnął – i u Messiego, i u innych – więcej niż Pep Guardiola i Luis Enrique. Wyrobił sobie u wszystkich zawodników autorytet wiedzą, przytomnością umysłu, opanowaniem, umiejętnością podejmowania wyważonych decyzji, nie pchaniem się na świecznik. Valverde znów, jak to było i przed rokiem, niczego nikomu nie chciał udowadniać, nie podejmował z nikim walki o przywództwo w stadzie, był swego rodzaju, jak Barcelona w lidze, primus inter pares.
Postacią numer trzy sezonu 2018-19 był bez wątpienia Gerard Pique. Kiedy powszechnie sądzono, że z każdym sezonem będzie grał coraz gorzej z powodu postępującego znudzenia futbolem i z roku na rok coraz szerzej zakrojonej działalności pozafutbolowej, on udowodnił, iż potrafi łączyć zaangażowanie w rozmaite projekty z utrzymywaniem wysokiej formy piłkarskiej. Wysokiej, a nawet szczytowej, bo być może tak dobrze, jak wiosną 2019 roku, nie grał w futbol nigdy.
Karetę asów uzupełnia Jordi Alba. Jak dowodzą statystyki, jego nieobecność na boisku w ostatnich latach bardziej odbija się negatywnie na wynikach, niż absencja kogokolwiek innego, z Messim włącznie. Po odejściu Lucasa Digne’a był jedynym graczem, dla którego nie było w kadrze naturalnego zmiennika. Na szczęście zdrowie mu dopisywało, a z formą też było znakomicie. Rywale nie mieli na niego lekarstwa, dzięki żywotności i nieobliczalności na połowie przeciwnika prędzej czy później zawsze znikał obrońcom z radarów.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (18/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Real Madryt obserwuje pomocnika. To piłkarz z Serie A
Real Madryt monitoruje rynek transferowy w poszukiwaniu wzmocnień na nowy sezon. Na radarze Królewskich znalazł się zawodnik jednego z włoskich zespołów.