– Do końca tego roku kalendarzowego jeszcze finansowo damy sobie radę. Ale w zimie będziemy musieli usiąść do poważnych rozmów z Polsatem, co dalej z klubem – mówi wiceszef rady nadzorczej Śląska Wrocław Włodzimierz Patalas.
Sytuacja Śląska jest na tyle zła, że wszystko wskazuje na to, iż klub będzie musiał ratować się pożyczką z miejskiej kasy, aby w ogóle móc dokończyć ligowe rozgrywki. Wszystko przez to, że większościowy udziałowiec – Zygmunt Solorz – na funkcjonowanie klubu nie wydał w tym roku ani złotówki. 17 milionów w klubowej kasie pochodzi z miejskiego skarbca, z czego sześć milionów zostało „założonych” za Solorza. Biznesmen zobowiązał się do oddania tych pieniędzy do końca roku, ale jak się okazuje, wcale nie musi się to wydarzyć. Nieoficjalnie mówi się bowiem, że Solorz na klub nie da ani złotówki do momentu, aż ktoś nie zrekompensuje mu 20 milionowych strat za wykopaną dziurę pod galerię handlową, która ostatecznie nie powstała obok Stadionu Miejskiego.
– Mamy związane ręce. Klub można by teoretycznie ratować kolejnym podniesieniem kapitału akcyjnego, ale na to też nie ma zgody wspólnika, bo żeby zachować proporcje udziałów, obie strony musiałyby się złożyć po połowie. Jako miasto sami nie możemy zrobić żadnego ruchu. Prezydent nie dopuści, żeby klub się rozleciał, ale musimy mieć jasny przekaz od drugiego udziałowca, co dalej – przyznaje Patalas na łamach Przeglądu Sportowego.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.