– Powiem z uśmiechem, że przez ostatnią dekadę Wisła zdobyła osiem tytułów mistrzowskich, a Legia dwa. Muszą jeszcze wiele się od nas uczyć, aczkolwiek też mają podium – oświadczył Bogdan Basałaj, prezes Wisły Kraków.
Szef aktualnego mistrza kraju mógł sobie na taki żarcik pozwolić, bo w tym sezonie jest triumfatorem. Stał na czele koncepcji, która dała jego klubowi holenderski duet – trenera Roberta Maaskanta i dyrektora sportowego Stana Valcxa. Ich zatrudnienie, a następnie sprowadzenie przez Holendrów kilku klasowych zagranicznych piłkarzy wysforowało wiślaków zdecydowanie na czoło stawki. A dlaczego żart dotyczył Legii? Bez różnicy, na którym miejscu zakończyłaby sezon drużyna z Warszawy i tak zawsze pozostanie głównym i najbardziej prestiżowym rywalem.
– Chciałbym podziękować za ten sukces nieobecnym na Gali w Warszawie właścicielowi klubu Bogusławowi Cupiałowi i „Stasiowi” Valcxowi – dodał prezes Wisły Kraków, która sięgnęła po 13. tytuł w historii i teraz już tylko o jedno mistrzostwo ustępuje śląskiemu duetowi – Ruchowi Chorzów i Górnikowi Zabrze.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.