Przejdź do treści
Baszczyński dla PN: Wisła została przekręcona w eliminacjach do LM!

Polska Ekstraklasa

Baszczyński dla PN: Wisła została przekręcona w eliminacjach do LM!

Historia zatoczyła koło i po 13 latach ponownie założył koszulkę z charakterystyczną Erką na piersi. W styczniu podpisał półtoraroczny kontrakt z Ruchem Chorzów i nikt przy Cichej nie robił mu łaski, bo mimo 36 lat nadal prezentuje na boisku wysoki, międzynarodowy poziom.

W której lidze występuje dziś Pogoń Nowy Bytom, obecnie Ruda Śląska, pana pierwszy klub w karierze?
Chyba mnie pan złapał na wykroku, ale będę strzelał: A-klasa? – mówi Marcin Baszczyński.

Zgadza się, po powrocie na Śląsk wypada jednak zainteresować się klubami z najbliższej okolicy, odwiedzić kilka starych miejsc. Pamięta pan jeszcze peron dworca Chebzie?
To jedna z dzielnic Nowej Rudy, podobnie jak Nowy Bytom, gdzie nadal mieszka moja mama. Ja wybrałem ładniejsze i spokojniejsze miejsce, niedaleko Mikołowa. Mieszkam w środku lasu, mimo to na Cichą dojeżdżam w 20 minut. Śląsk ma doskonale rozbudowany węzeł drogowy.

Można powiedzieć, że pod względem komunikacyjnym Warszawa to taka duża wioska?
To pan powiedział, a ja przez grzeczność nie zaprzeczę.

A dlaczego zdecydował się pan na Ruch, a nie Górnika Zabrze?
Musielibyśmy cofnąć się do moich szczenięcych lat, a to stare dzieje, które już słabo pamiętam. Mógłbym powiedzieć, że los tak chciał. I tata, który pomagał mi w szybkim docieraniu na stadion Ruchu, bo pracował w jego okolicach. Pamiętam, że zaproponowano mi udział w jednym ze sparingów, w którym strzeliłem dwie bramki, i tak się zaczęło. Ostatecznie trafiłem dobrze, w każdym razie niczego nie żałuję.

Ruch rzeczywiście jest klubem, którego nie da się wymazać z serca?
Dla mieszkańców Śląska to klub ze wspaniałą tradycją, w którym grało wielu najlepszych polskich piłkarzy. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy zaoferowano mi powrót na Cichą, do miejsca, gdzie rozpoczęła się i zakończy moja kariera. W Polonii dano mi jasno do zrozumienia, że chcą się mnie pozbyć. Rozpowiadano na mój temat jakieś bzdury. Bolało mnie, gdy czytałem w prasie, że symuluję kontuzję. Przechodząc do Polonii, oczekiwałem czegoś zupełnie innego. Na pewno profesjonalizmu i poważnego traktowania ludzi. Niestety, w polskiej piłce nadal występują zbyt duże luki prawne, a już na pewno muszą zostać zaostrzone wymogi licencyjne.

W Warszawie walczyłby pan o tytuł mistrza Polski albo przynajmniej udział w europejskich w pucharach. W Chorzowie czeka twarda walka o utrzymanie w Ekstraklasie.
Mojego powrotu do Ruchu nie traktuję w kategoriach degradacji. Owszem, drużyna zajmuje miejsce w dolnych rejonach tabeli, ale spadek raczej nam nie grozi. Wiadomo, że oczekiwania wobec mnie są duże, i mam nadzieję, że im sprostam. Na pewno zrobię wszystko, żeby pomóc nowym kolegom, ale nie ukrywam, że w niedalekiej przyszłości zamierzam rozpocząć pracę trenerską w Ruchu.

Jakoś smutno się zrobiło…
Dlaczego smutno? Kiedyś trzeba będzie powiedzieć: dziękuję. Mam nadzieję, że wiosną utrzymam wysoką formę, ale czasu nie da się zatrzymać. Najbardziej odczuwam to w trakcie zimowych przygotowań, bo niemal każda drużyna przez półtora miesiąca ma stały kontakt ze sztucznymi murawami. Trochę kilometrów mam już w nogach, a człowiek, w odróżnieniu od urządzeń i maszyn, nie pociągnie długo na nowych częściach zamiennych.

To już pana osiemnasty sezon w piłce seniorskiej. Szybko zleciało?
Zatem powinienem otrzymać dowód osobisty piłkarza, ale rzeczywiście, przeleciało nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak.

I nie dociągnie pan do 25 lat. Ćwierć wieku na boisku to byłby ładny rekord.
Niech mnie pan nie rozśmiesza. Nie ma takiej opcji przynajmniej w roli piłkarza, bo wcale nie zamierzam rozstawać się z piłką. Poczyniłem już nawet pewne kroki, zdobywając uprawnienia instruktora, potem UEFA B. Powoli, krok po kroku, aż do uzyskania licencji UEFA Pro. Jeszcze nie wiem, czy wystarczy mi konsekwencji, ale skoro pojawiła się szansa, należy z niej skorzystać.

Zwłaszcza że doświadczenia ma pan spore, kilkunastu świetnych fachowców obserwował pan na co dzień.
Rzeczywiście trochę ich poznałem. W tym gronie również znalazło się kilku zagranicznych szkoleniowców i od każdego mogłem się wiele nauczyć. Jako pierwszy był Jerzy Wyrobek, opiekun Ruchu, z którym jeszcze jako pierwszoligowcy zdobyliśmy Puchar Polski. To był szalenie sympatyczny trener, z którym wiąże się wiele miłych wspomnień, ale trzeba podkreślić, że w tamtym czasie w szatni niewiele mniej do powiedzenia od trenerów mieli starsi piłkarze. I można śmiało powiedzieć, że to oni wychowywali młodzież, dzięki temu mieliśmy w futbolu pokolenia twardej ręki.

Jaki z tego wniosek?
Że obecnie młodym piłkarzom jest znacznie łatwiej zaistnieć w zespołach. Nie wiem, czy jest to dobre, czy złe, ale mnie tak zwana szkoła życia wyszła na dobre.

Na pewno był pan piłkarzem krnąbrnym. W pierwszym sezonie gry w ekstraklasie, już w pierwszym meczu rozgrywanym w Olsztynie, zapracował pan na czerwoną kartkę.
Z tego, co pamiętam, zaliczyłem wtedy dość gorące i obfite w wydarzenia wakacje. Za bardzo popuściłem wodze fantazji, ale szybko jednak sprowadzono mnie na ziemię. Niebawem zaliczyłem samobója, ale wreszcie w 12 kolejce w starciu z Odrą Wodzisław po raz pierwszy na szczeblu ekstraklasy trafiłem do bramki rywala.

W 2000 roku Ruch podejmował przy Cichej warszawską Polonię. W meczu padły cztery gole, wszystkie strzelone przez Niebieskich, ale walczące o mistrzowską koronę Czarne Koszule wracały do domu z cennym punktem.
Krzysiek Bizacki dwukrotnie obejmował dla Ruchu prowadzenie, ale dwukrotnie miały też miejsce rykoszety. Najpierw pecha miał Tomek Szuflita, a potem ja dostałem odłamkiem w głowę. Zaliczyłem swojaka, ale ogólnie to był bardzo ciekawy i stojący na niezłym poziomie mecz.


W sezonie średnio zdobywał pan jedną bramkę i zbierał siedem żółtych kartek. To znaczyło, że jako obrońca grał pan…
…ostro, ale szczególnie w pierwszym okresie kariery dawał znać o sobie brak doświadczenia. Dużo było zbyt nerwowych reakcji, dużo biegania, nie zawsze też ekonomicznie rozkładałem siły, więc wołałem zaliczyć kolejną kartkę, niż mieć poczucie, że rywal mnie bezkarnie minął.

Dziewięć sezonów spędzonych w krakowskiej Wiśle zaowocowało dziesięcioma bramkami, sześcioma tytułami mistrza Polski, dwoma zdobytymi Pucharami Polski i Pucharem Ligi. Boli serce, gdy obserwuje pan, co dzieje się obecnie z klubem z ulicy Reymonta?
Pewnie, że boli, ale trudno mi komentować wszystkie decyzje właściciela klubu. Cieszę się, że Kamil Kosowski wrócił do zespołu, bo będziemy mieli teraz częstszy kontakt. Zawsze chętnie i z uśmiechem na ustach powracam na krakowski stadion. Nie ukrywam też, że mocno się wzruszyłem, po tym jak jesienią zostałem przywitany przez sympatyków Białej Gwiazdy, będąc jeszcze piłkarzem Polonii.

Skoro Kosa mógł wrócić do Wisły, dlaczego Baszcza w niej nie ma?
Bo nie było tematu mojego powrotu do Krakowa. Owszem, była szansa tuż przed podpisaniem kontraktu z Polonią, ale wtedy zabrakło konkretów. Na pewno, gdyby zadzwonił telefon i padła propozycja, miałbym dużą rozterkę w sercu.

Pana recepta na uzdrowienie Wisły?
To szeroki temat, ale na pewno pomysłów miałbym kilka. Nie wypada jednak mówić o nich teraz, a tym bardziej w mediach. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że w Krakowie muszą mocno popracować nad młodzieżą, bo wystarczy policzyć, ilu wychowanków Wisły gra obecnie w reprezentacjach lub innych klubach. A przecież praca z młodzieżą do niedawna była najsilniejszą stroną Białej Gwiazdy.

Wspominając byłych szkoleniowców, który z warsztatów trenerskich wydaje się panu najbliższy?
Z każdego wziąłbym to, co najlepsze, i zlepił w jedną całość. Na pewno nie zamykam się na jednym wzorze, nadal jestem otwarty na nowe rozwiązania. Trzeba sięgać po różne metody i stosować czasami nawet niepopularne posunięcia. Ważne, żeby przybliżały nas do celu.

Rumun Dan Petrescu i Serb Dragomir Okuka szli do celu po trupach polskich piłkarzy?
Z tym drugim nie miałem okazji zbyt dużo współpracować, w każdym razie nie przepracowałem z nim tak zwanego okresu przygotowawczego, czyli czasu, w którym miał okazję pogonić drużynę. Pamiętam, że preferował system gry 4-4-2, który w Wiśle był już wcześniej stosowany. W przypadku Petrescu wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że wraz z jego przyjściem nastanie czas ciężkiej pracy, ale właśnie tak kształtują piłkarzy w całej Rumunii. Tam dużo się biega, a Dan, nie znając panujących u nas realiów, stanął przed trudnym zadaniem. U nas mniejszy nacisk kładziony jest na treningi wytrzymałościowe, bardziej praktykuje się pracę siłową. Rumun tymczasem skupił się na bieganiu, które nie przyniosło oczekiwanych efektów. Ludziom zarządzającym klubem zabrakło też cierpliwości, żeby pozwolić Petrescu popracować z zespołem dłużej, przez dwa, trzy kolejne sezony.

Werner Liczka stosował czeską szkołę i też szybko stracił posadę.
Ale wspominam go jako dobrego fachowca, zawsze doskonale przygotowanego do zajęć. Dbał o najdrobniejsze szczegóły, między innymi miał w małym palcu opanowaną dietetykę i jej najważniejsze aspekty starał się przeszczepić na polski grunt. Cóż, Wisła jest specyficznym miejscem, w którym szczególnie szkoleniowcom trudno utrzymać się w klubie.

Po erze wielkiego Henryka Kasperczaka jego następcom było jeszcze trudniej zachować posadę?
Na pewno, choćby ze względu na oczekiwania właściciela i kibiców Wisły. Przekonał się o tym nie tylko Liczka, ale również Jerzy Engel, który był bardzo pozytywnie nastawiony do życia. Pod wodzą byłego selekcjonera byliśmy już jedną nogą w Lidze Mistrzów, ale ostatecznie lepszy od Wisły okazał się Panathinaikos Ateny. Grając w Atromitosie, miałem okazję poznać z bliska układy rządzące greckim futbolem. Tam wszystko jest możliwe i dziś nie mam złudzeń, że w rewanżowym meczu III rundy kwalifikacji Champions League sezonu 2005-06 zostaliśmy przekręceni.

Jak pan wspomina dziś współpracę z Orestem Lenczykiem?
Pierwszy raz zetknąłem się z tym trenerem jeszcze w Ruchu, potem nasze drogi zeszły się w Wiśle. Już kiedyś powiedziałem, że pan Orest osiąga sukcesy z piłkarzami, którzy w niego wierzą. Którzy bez szemrania podporządkowują się jego reżimowi i, powiedzmy, dziwnym treningom. Historia potwierdza, że jeżeli zdobędzie zaufanie, ma superwyniki.

Maciej Skorża był ostatnim trenerem, z którym sięgnął pan po tytuł mistrza Polski. Było panu żal, gdy w poprzednim sezonie utracił niemal pewny tytuł z Legią?
Nasza znajomość i obopólna sympatia pozostaną na długo, ale ponieważ trener przeszedł do Legii bezpośrednio z Wisły, wielkiego smutku nie odczułem. Dodam jeszcze, że Skorża jest jednym z trenerów bardzo mocno ułożonych taktycznie. Dobrze mieć wsparcie szkoleniowca i tak było w przypadku Jacka Zielińskiego, który ściągnął mnie z Grecji do Warszawy. Odczuwam spory zawód, że nie było nam dane dokończyć wspólnej pracy w Polonii, tym bardziej cieszę się, że teraz będę mógł pomóc trenerowi w Ruchu.

Rozmawiał Piotr Wojciechowski
fot. Ruch Chorzów

Cały wywiad opublikowany także w tygodniku Piłka Nożna

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej