Bayern Monachium bez problemów zameldował się w ćwierćfinale Champions League. Mistrz Niemiec pokonał na wyjeździe Arsenal Londyn 1:4, a jedną z bramek zdobył RobertLewandowski! Kanonierzy od 53. minuty grali w osłabieniu, ponieważ czerwoną kartkę otrzymał LaurentKoscielny.
(fot. S. Wermuth/Reuters)
Bawarczycy przystępowali do tego spotkania niemal pewni awansu do kolejnej rundy. W pierwszym spotkaniu zdeklasowali londyńczyków aż 5:1 i rewanż wydawał się formalnością. CarloAncelotti jednak nie zamierzał odpuszczać drugiego starcia z Kanonierami i posłał do gry najmocniejszą jedenastkę, aby przypieczętować awans.
Pierwsze minuty pokazały, że Bayern przyjechał do stolicy Anglii po zwycięstwo. Bawarczycy odważnie ruszyli na gospodarzy i już w 8. minucie sytuację miał ArjenRobben. Holender wpadł z prawej strony pola karnego, ale jego strzał został zablokowany.
Ataki Bawarczyków trwały w zasadzie tylko dziesięć minut. Po tym czasie do głosu doszli gospodarze. W 11. minucie dobre podanie za linię obrony otrzymał TheoWalcott, Anglik za mocno przyjął piłkę i w ostatniej chwili został uprzedzony przez ManuelaNeuera, który udanie interweniował przed polem karnym. Chwilę później strzałem głową z trzech metrów popisał się OlivierGiroud, ale jego uderzenie było niecelne.
W 20. minucie trybuny Emirates Stadium odżyły. Walcott wpadł z prawej strony w pole karne i z ostrego kąta uderzył pod poprzeczkę, nie dając Neuerowi szans na skuteczną interwencję i wyprowadził Arsenal na prowadzenie. Wydawało się, że jeszcze nie wszystko jest stracone.
— Champions League (@ChampionsLeague) 7 marca 2017
Pięć minut po straconej bramce Bayern zaczął się przebudzać. ThiagoAlcantara zagrał prostopadłe podanie do RobertaLewandowskiego, ale napastnika reprezentacji Polski w ostatniej chwili uprzedził golkiper Kanonierów. Chwilę później groźnie znowu było pod bramką Bawarczyków, ale tym razem Walcott z ostrego kąta trafił tylko w boczną siatkę.
Bayern w pierwszej połowie miał najlepszą sytuację w 38. minucie. Kapitalnym podaniem popisał się Robben, który zagrał nad głowami defensorów, piłka trafiła do Lewandowskiego, ale ten nieczysto uderzył w futbolówkę i obyło się bez interwencji DavidaOspiny.
Po przerwie wydawało się, że to Arsenal ruszy do huraganowych ataków, aby odrabiać straty i gonić wynik z Monachium. W 48. minucie kapitalną okazję na gola zmarnował Giroud, który strzałem głową z czterech metrów uderzył nad bramką. Minutę później Bayern zdobył gola, ale sędzia słusznie odgwizdał pozycję spaloną Hummelsa, który idealnie wykorzystał dośrodkowanie od XabiegoAlonso.
Co się odwlecze, to nie uciecze. W 53. minucie doszło do kluczowej akcji tego spotkania. Koscielny powalił w polu karnym Lewandowskiego i sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, a dodatkowo Francuza ukarał czerwoną kartką (początkowo obrońca otrzymał żółtko, ale po konsultacji z sędzią bramkowym, arbiter główny zmienił decyzję). Do jedenastki podszedł Lewandowski i pewnym strzałem doprowadził do remisu. Chwilę później kapitan reprezentacji Polski mógł podwyższyć wynik spotkania, ale jego strzał kapitalnie odbił Ospina.
— Champions League (@ChampionsLeague) 7 marca 2017
W 68. minucie Bawarczycy dołożyli drugie trafienie i wrzucili zdecydowanie wyższy bieg na ostatnie 20 minut. Fatalny błąd w wyprowadzeniu piłki popełniła defensywa Arsenalu, futbolówka trafiła do Robbena, który pewnym strzałem z lewej nogi wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Osiem minut później kolejną okazję zmarnował Lewandowski, który po podaniu DouglasaCosty trafił w słupek.
Brazylijski skrzydłowy w 76. minucie mógł cieszyć się ze swojego trafienia. Kontrę z lewej strony zapoczątkował Vidal, do piłki na połowie boiska dopadł Costa, który wbiegł z futbolówką na szesnasty metr i mocnym strzałem przy słupku podwyższył wynik spotkania.
Dwie minuty później na listę strzelców wpisał się Vidal, który dobił Arsenal również w 85. minucie, ustalając wynik na 1:5. Kanonierzy byli kompletnie rozbici i pogubieni, a obrona wyglądała niczym ser szwajcarski. Londyńczycy odgryźli się jeszcze w 89. minucie, kiedy z dystansu strzelał Bellerin, ale to było wszystko, na co było ich stać.
Czy tylko ja mam wrażenie że dzisiejsze rewanże były kompletnie niepotrzebne.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.