3 stycznia sfinalizowany miał zostać głośny transfer GKS-u Bełchatów. Do klubu mieli trafić Mateusz i Michał Makowie, jednak wszystko wskazuje na, to że przynajmniej na razie, transakcja nie dojdzie do skutku.
Od kilku dni media w całej Polsce podawały, że GKS doszedł do porozumienia z Ruchem Radzionków w sprawie wykupu Maków i transfer jest kwestią kilkudziesięciu godzin. Okazało się jednak, że odpowiednia umowa w tej sprawie nie została nawet sporządzona, o przelaniu pieniędzy na konto „Cidrów” nie wspominając.
– Na razie nie mamy nawet podpisanej umowy transferowej – zdradził Tomasz Baran, prezes Ruchu. – Musimy połatać dziury w naszym budżecie, które sprawiły, że w ostatnim czasie spiętrzyły się pewne sprawy. Po zaksięgowaniu tych środków nie będzie więc w Radzionkowie eldorada – dodał.
Aby bracia Makowie zagrali w Bełchatowie, to klub będzie musiał wpłacić na konto Ruchu 400 tysięcy złotych. Właśnie tyle wynosi bowiem klauzula odejścia obu zawodników.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.