Gospodarze przed sobotnim meczem nie mieli na swoim koncie ani jednego zwycięstwa w Serie A. Beniaminek ligi włoskiej rozpoczął sezon w kiepskim stylu i nic dziwnego, że w spotkaniu z Torino był skazywany na pożarcie.
W przedmeczowych zapowiedziach, drużyna z Turynu była stawiana w roli dość zdecydowanego faworyta, ale nie mogło być inaczej. Oprócz słabej postawy Carpi, za popularnymi Bykami przemawiała również ich własna forma i 13 punktów zgromadzony we wcześniejszych kolejkach.
Jak się jednak okazało, papierowe spekulacje nie miały żadnego znaczenia w starciu z twardymi boiskowymi realiami. Carpi zaczęło strzelać dopiero po przerwie, jednak trafienia Daniele Padelliego (gol samobójczy) i Matosa, okazały się tymi na wagę trzech punktów.
Torino stać jeszcze było na odpowiedź w postaci bramki Maxiego Lopeza z rzutu karnego, ale na więcej pozwolić już sobie nie mogli. Kamil Glik przebywał na boisku od pierwszej do ostatniej minuty.