Nie zobaczyliśmy ani jednego gola podczas drugiego piątkowego spotkania PKO Bank Polski Ekstraklasy. Lech Poznań zremisował bezbramkowo z Zagłębiem Lubin (0:0).
Przy Bułgarskiej nie zobaczyliśmy ani jednego gola (fot. 400mm.pl)
W Lubinie i Poznaniu mają aspiracje sięgające dużo wyżej niż wskazywałyby na to pozycje zespołów w ligowej tabeli. Lech nie wygrał w Ekstraklasie od czterech kolejek, natomiast Zagłębie ma na koncie dwie porażki z rzędu i nic dziwnego, że dystans dzielący je od ścisłej czołówki mocno się powiększył.
W piątkowy wieczór dla piłkarzy obu drużyn liczyło się tylko jedno – zwycięstwo i komplet punktów, który pozwoliłby na złapanie głębszego oddechu przed dalszą częścią sezonu.
Spotkanie od początku toczyło się w dość nieśpiesznym tempie. Piłkarze obu drużyn nie byli w stanie stworzyć sobie dobrej bramkowej okazji i taki stan rzeczy trwał do 12. minuty. To właśnie wtedy bliski szczęścia był Samuel Mraz, który jednak z bliska uderzył wprost w Mickeya van der Harta.
Kolejorz rozpędzał się powoli, ale im dalej w mecz, tym wchodził na coraz wyższe obroty. Bliscy szczęścia byli Bartosz Salamon, Pedro Tiba i Dani Ramirez, jednak albo dobrze bronił Dominik Hładun, albo gospodarzom brakowało celności.
Im bliżej końca zawodów, tym coraz więcej świadczyło o tym, że gole przy Bułgarskiej ostatecznie nie zobaczymy. Jak się okazało, rezultat zmianie już nie uległ i po mocno przeciętnym spotkaniu Lech podzielił się punktami z Zagłębiem.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.