Nie zobaczyliśmy ani jednego gola w wielkim klasyku ligi angielskiej. Starcie Manchesteru United z Liverpoolu miało wstrząsnąć fundamentami Premier League, jednak jak się okazało, mecz rozczarował swoim poziomem.
Wielki klasyk ligi angielskiej zakończył się remisem (fot. Lee Smith / Reuters)
Starcie Manchesteru United z Liverpoolem jest uważane za najważniejszy mecz sezonu w Anglii, ale nie może być inaczej. Kiedy na boisku spotykają się piłkarze dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w Premier League, a dodatkowo obie strony walczą o wysokie cele, to można w ciemno zakładać, że na murawie będzie iskrzyło.
Właśnie z taką kategorią meczu musieliśmy się liczyć w niedzielne popołudnie. Liverpool zacięcie walczy z Manchesterem City o mistrzostwo kraju i każde potknięcie mogło go drogo kosztować. Gdzie jednak najłatwiej stracić punkty, jak nie na Old Trafford podczas starcia z odwiecznym rywalem, który znajduje się w wybornej formie. „Czerwone Diabły” od momentu przyjścia do klubu Ole Gunnara Solskjera grają znakomicie, cały czas pozostają w grze od podium i nic dziwnego, że to właśnie im dawano nieco więcej szans na zwycięstwo w klasyku.
Tyle jednak przedmeczowej otoczki. Już pierwsze minuty po rozpoczęciu zawodów przekonały, że to będzie spotkanie, w którym absolutnie nikt nie odstawi nogi. Lepiej od początku prezentował się Liverpool, który był bardzo dobrze poukładany taktycznie, a jego piłkarze sumiennie wykonywali wszystkie założenia Juergena Kloppa.
Manchester United miał z kolei problem z uporządkowaniem swojej gry, raz za razem nabijając się na groźne wypady gości. To jednak nie wszystko. Nim upłynęło 25 minut klasyku, z boiska musieli zejść Ander Herrera i Juan Mata, którzy nabawili się kontuzji, a problemy mięśniowe zaczął również zgłaszać Marcus Rashford.
Urazu dopadły gospodarzy, dopadły również przyjezdnych. Zaledwie pół godziny wytrzymał na boisku Roberto Firmino, który źle stanął podczas biegu z piłką i musiał zostać zmieniony przez Daniela Sturridge’a.
Jeśli chodzi o okazje bramkowe i piękny futbol, to tego na Old Trafford za wiele nie było. Gra była rwana, chaotyczna i żadnej z drużyn nie udało się jakoś poważnie przetestować bramkarza rywala. Jeszcze przed przerwą kontuzji doznał z kolei następny piłkarz. Jesse Lingard, który kilkanaście minut wcześniej zmienił Juana Matę, nie mógł kontynuować gry i tym oto sposobem Manchester jeszcze w pierwszej połowie musiał wykorzystać komplet trzech zmian. Niesamowite.
Pierwsza połowa klasyku na Old Trafford:
21 min. – kontuzjowany Herrera schodzi z boiska.
25 min. – kontuzjowany Mata schodzi z boiska / wchodzi Lingard.
Po pierwszej połowie, w której nie uświadczyliśmy zbyt wielu piłkarskich emocji, a poziom meczu raczej nie wgniótł nikogo w fotel, druga część spotkania zaczęła się od mocnego uderzenia obu drużyn. Manchester miał dwie znakomite okazje, w obu przypadkach finalizowane strzałami głową. Ani Paulowi Pogbie, ani Alexisowi Sanchezowi nie udało się jednak pokonać Alissona Beckera. W odpowiedzi groźnie zaatakował Liverpool, ale akcja Jamesa Milnera została w ostatniej chwili przerwana wybiciem piłki na rzut rożny.
Na kwadrans przed końcem piłka wpadła w końcu do siatki, a chociaż pokonanym bramkarzem był Alisson, to radość kibiców Manchesteru United trwała zaledwie kilka sekund. Po dograniu w pole karne, do własnej bramki strzelił Fabinho, jednak gol uznany nie został, ponieważ jeden z piłkarzy gospodarzy został wcześniej złapany na pozycji spalonej.
Bramek – tych prawidłowo zdobytych – w klasyku ligi angielskiej ostatecznie nie zobaczyliśmy. Starcie dwóch gigantów Premier League rozczarowało, a podział punktów dla każdej ze stron jest de facto stratą dwóch „oczek”, a nie zdobyczą punkciku.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.