Bramek w meczu Widzewa Łódź z Lechem Poznań nie oglądaliśmy. Piłkarze obu zespołów byli już w nieco wakacyjnej formie, co nie mogło zaowocować wielkimi emocjami.
Piłkarze Lecha Poznań już przed meczem mogli się cieszyć, ponieważ już w czwartek dopięli swego i zapewnili sobie występ w eliminacjach Ligi Europy. Mimo wszystko, w ekipie „Kolejorza” wciąż po cichutku liczono, że przy korzystnych wynikach na innych boiskach i ograniu Widzewa Łódź mistrzostwo Polski trafi do Poznania. Oczywiście Mariusz Rumak nie mógł przewidzieć, że Ruch dość gładko upora się z Lechią Gdańsk, a Śląsk Wrocław pokona na wyjeździe z Wisłę Kraków, ale i tak jego decyzja o posadzeniu na ławce rezerwowych Artioma Rudneva wprawiła wielu kibiców w spore zdziwienie.
Pierwsza połowa nie przyniosła nam gola, jednak jeśli ktoś myślał, że w Łodzi wiało nudą i nic ciekawego się nie działo, ten był w błędzie. Swoje szanse na zdobycie bramek mieli Maciej Kikut, Mateusz Możdżeń czy Radosław Matusiak. Szkoleniowiec Lecha Mariusz Rumak bardzo szybko się zreflektował i już po przerwie wpuścił na boisko Rudneva i Grzegorza Wojtkowiaka.
Roszady personalne nie przyniosły zmiany rezultatu. Lech zremisował bezbramkowo z Widzewem, jednak jak pokazały wyniki innych spotkań, wynik ten nie miał większego znaczenia.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.