Zero do zera. Taki wynikiem zakończył się mecz pomiędzy Śląskiem Wrocław i Wisłą Płock w ramach 22. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Dla podopiecznych Vitezslava Lavicki oznacza to kolejną już stratę punktów, zaś on sam nie może być pewny swojej przyszłości w stolicy Dolnego Śląska.
Dla trenera Lavicki to wyjątkowo trudny moment. (fot. 400mm.pl)
Z pewnością inaczej pracownicy i fani Śląska Wrocław wyobrażali sobie rok 2021. Dlaczego? Ano dlatego, że ekipa ze stolicy Dolnego Śląska w siedmiu ligowych meczach rozegranych właśnie po zakończeniu zimowej przerwy odnieśli tylko jedno zwycięstwo, trzy zremisowali i tyle samo razy przegrali. Poskutkowało to spadnięciem wrocławian do środkowej strefy ekstraklasowej tabeli.
Nic zatem dziwnego, że dzisiejszy mecz przeciwko walczącej o utrzymanie Wiśle Płock podopieczni Vitezslava Lavicki traktowali jako dogodną okazję do upragnionego przełamania. „Wiemy jak to ważny mecz. Pracujemy nad efektywnością, nad odwagą, pewnością siebie w polu karnym przeciwnika. Analizowaliśmy grę Wisły, znamy jej mocne strony i te słabsze. Weryfikacja nastąpi w sobotę” – przekonywał czeski trener.
No i rzeczona weryfikacja nastąpiła. Jej wynik jest raczej negatywny aniżeli pozytywny, bo Śląsk w kolejnym już meczu nie zdołał skompletować trzech punktów. Na Stadionie Miejskim we Wrocławiu padł bowiem bezbramkowy remis. To rezultat w pełni sprawiedliwy, gdyż odzwierciedla rzeczywisty przebieg boiskowych wydarzeń, który był nad wyraz wyrównany.
Zresztą, dość powiedzieć, że najgroźniejszą sytuacją strzelecką „Wojskowych” było uderzenie z dystansu z dwudziestej siódmej minuty. Wówczas Patryk Janasik przymierzył mocno daleko sprzed pola karnego, ale dobrze ustawiony między słupkami Krzysztof Kamiński przeciągnął lecącą doń futbolówkę ponad poprzeczką bramki.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o ofensywne poczynania wrocławian. Nader skromnie. Niewiele lepiej wyglądało to po stronie Radosława Sobolewskiego i spółki, którzy również przejawiali strzelecką impotencję. Efekt końcowy? Nudne zero do zera.
Już od dłuższego czasu mówi się, że posada Lavicki na stołku trenerskim Śląska jest co najmniej niepewna. Cóż, po takim meczu jak dzisiaj, z pewnością nie wytrącił on z rąk swoich przeciwników argumentów przemawiających za jego zwolnieniem. Wręcz przeciwnie: dostarczył im nowych.
Wszystko zatem wskazuje na to, że medialne spekulacje dotyczące dymisji Czecha mogą niebawem stać się faktem, jeśli decydenci klubu z Wrocławia stracą cierpliwość z powodu notowania niezadowalających wyników poniżej możliwości.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.