Biało-czerwone kwalifikacje pod lupą „PN”: 0,125, czyli Lewy snajper
Dziesięć meczów, raptem trzy zwycięstwa plus świadomość posiadania w reprezentacji jednego z najlepszych obecnie napastników świata, który w kadrze zapomniał, jak zdobywa się bramki. W efekcie czwarte miejsce w grupie, a niewiele brakowało, właściwie tylko prawidłowej decyzji sędziego w Kiszyniowie, byśmy w grupie nie dali się wyprzedzić jedynie Sanmaryńczykom.
ZBIGNIEW MUCHA
Czy może zatem dziwić surowa, ale prawdziwa ocena minionych kilkunastu miesięcy przez byłego selekcjonera Jerzego Engela: – Te eliminacje zakończyły się jedną z największych kompromitacji w historii naszej piłki reprezentacyjnej. Myśmy wygrali tylko z amatorami, dwa razy z San Marino, i raz z Mołdawią. Wszystkie inne mecze nie zakończyły się naszym zwycięstwem. To jest szalenie smutne. Paradoksem jest również, że mając bardzo dobrych zawodników, wypadliśmy tak słabiuteńko.
(…)
W całych kwalifikacjach zdobyliśmy 18 bramek. Tylko 18, biorąc pod uwagę, że grupowym rywalem było San Marino, zatem bardziej miarodajna będzie liczba 8. Tyle razy trafiliśmy do siatki w ośmiu pozostałych meczach. Spotkań z amatorami nie ma sensu w ogóle brać pod uwagę w jakichkolwiek rozważaniach dotyczących niechlubnych eliminacji, chyba że w kontekście historycznej bramki, straconej właściwie po akcji pracownika kwiaciarni i restauratora (lub odwrotnie). Skuteczność kadry Fornalika w poważnych meczach była zatem nikła: jedno trafienie na mecz. Nie mogła być inna, skoro Robert Lewandowski do siatki w tych poważnych meczach trafił tylko raz (średnia: 0,125), a na boisku był przecież zawsze od pierwszej do ostatniej minuty, tylko w Czarnogórze zmieniony został w 90 minucie. Utarło się przekonanie, że Lewy nie ma podań, zatem i sytuacji bramkowych, więc nie powinien być tak surowo rozliczany. Nie do końca jest to prawda. Biało-czerwoni w każdym ze swoich meczów potrafili stworzyć kilka bramkowych okazji. Nawet w Londynie, gdzie jednak przynajmniej dwukrotnie snajper BVB się nie popisał. Andrij Jarmołenko miał w Charkowie jedną setkę i ją wykorzystał (o Alessandro Della Valle podczas potyczki w Serravalle rzecz jasna nie wspominamy).
Ponieważ sześciu dublerów Lewego wypróbowanych przez selekcjonera w całych eliminacjach pod względem klasy piłkarskiej nawet nie zbliża się do Roberta, to efekt punktowo-bramkowy jest opłakany. Już po pierwszym meczu eliminacyjnym, w Podgoricy, napisaliśmy w „PN”: „Robert musi poprawić skuteczność, bo bez jego bramek ciężko nawet wyobrazić sobie awans do finałów MŚ”. Rok temu po spotkaniu z Anglią: „Martwić musi niemoc strzelecka Lewandowskiego, któremu wielu fachowców już zarzuca brak gry dla zespołu, za dużo natomiast indywidualnych zagrań”.
(…)
Cały artykuł w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Jakub Błasczykowski po Gali Tygodnika „Piłka Nożna”. „Myślałem, że wygra Oskar Pietuszewski”
Jednym ze znakomitych gości Gali 2026 był Jakub Błaszczykowski, który do hotelu Hilton przybył wraz z małżonką Agatą. Piłkarz Roku 2010 i 2012 chętnie skomentował tegoroczne nagrody.
Co z Pietuszewskim w reprezentacji? Jan Urban zabiera głos!
Oskar Pietuszewski jest ostatnio na ustach wielu kibiców, chcących zobaczyć go w pierwszej reprezentacji. O młodym talencie FC Porto wypowiedział się selekcjoner Jan Urban.
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarz Roku 2025 – Robert Lewandowski
Czy Robert Lewandowski jest najlepszym piłkarzem w historii Polski, pozostaje kwestią otwartą. W futbolu nie ma obiektywnej miary pozwalającej szacować klasę poszczególnych sportowców, każdy ma prawo do subiektywnego spojrzenia i własnego wyboru. Być może ktoś, kiedyś, przez krótki czas grał lepiej niż Lewy. Natomiast nie ma żadnych wątpliwości co do trzech kwestii:
Gala Tygodnika „Piłka Nożna”. Piłkarka Roku 2025 – Ewa Pajor
Po raz szósty w karierze i czwarty z rzędu Ewa Pajor została wybrana Piłkarką Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Po takich 12 miesiącach w jej wykonaniu po prostu nie mogło być inaczej.