Przejdź do treści
Błąd Lecha w obliczeniach

Polska Ekstraklasa

Błąd Lecha w obliczeniach

Kolejorz niedawno zrobił pierwszy krok do mistrzostwa Polski. W przyszłym sezonie. W to wierzą najwięksi optymiści. Pozostali nie widzą powodu do nadmiernej ekscytacji.



Filip Bednarek podpisał kontrakt z Lechem. Brat Jana, syn Wielkopolski, który jako nastolatek wyemigrował do Holandii za marzeniami o wielkiej karierze. Wprawdzie tam nie utonął, ale na szersze wody nie wypłynął, co pokazuje stosunek występów w drugiej lidze do Eredivisie: 107 kontra 11. Z zupełnej depresji w Heerenveen wyrwało go 6 kolejnych meczów rozegranych tuż przed wybuchem pandemii i zawieszeniem rozgrywek. W sumie jednak bronił rzadko, słuch o nim w ojczyźnie zaginął aż do momentu, kiedy krzyknęli z Poznania. 

Czuły punkt

I co w związku z tym, jakie perspektywy rysują się przez 27-letnim bramkarzem? Stanie przed szansą debiutu w Ekstraklasie. To na pewno. Nie wiadomo tylko, jaki jest ten Bednarek. – Od Micky’ego van der Harta chyba nie gorszy, w przeciwnym razie by go nie wzięli – pozostaje kibicom jeszcze raz uwierzyć w dobre intencje i rozeznanie działu skautingu z Tomaszem Rząsą na czele, którzy jednak na udzielenie kredytu zaufania zasługują coraz mniej. 

Idealnie by było, gdyby Bednarek poszedł drogą Arkadiusza Malarza. Są oczywiście różnice, ale podobieństwa same się nasuwają. Malarza nic w Polsce nie trzymało: tu się nie sprawdził, tam nie przebił, puszczona w jednym meczu szmata brudziła mu całą opinię. Żeby wyzerować licznik, wyjechał do Grecji. I narodził na nowo. Zaczął nisko, wszedł na szczyt, tam nie wytrwał długo i odleciał na Cypr. Na emeryturę, wydawało się. Mało kto się nim interesował, mało kto pamiętał. Niespodziewanie wypłynął w Legii. Zamiast grzecznie i cicho machać rękami za plecami Dusana Kuciaka, wyrywał do przodu. Chciał bronić. I dopracował się pozycji nr 1. W dwóch sezonach mistrzowskich to jego wymieniało się na pierwszym miejscu w wąskim gronie najbardziej zasłużonych. W ten sposób historia pod tytułem od zera do bohatera opowiedziała się na naszych oczach. Był Malarz w Legii, może być Bednarek w Lechu. Czemu nie. 

Każde porównanie Lecha do Legii boli Wielkopolan. To wiemy i znamy, a tym mocniej boli, kiedy dotyka tak czułego punktu, jak obsada bramki. W Warszawie za zasługi na tym polu tylko wypinają pierś do orderu. Gdyby pracował w Wielkiej Brytanii, tytułu sir doczekałby się trener Krzysztof Dowhań. Co strzał, to w środek tarczy. Bez pudła. Wyjątkiem od reguły był sezon 2010-11 z Wojciechem Skabą, Marijanem Antoloviciem i Konstantinem Machnowskim. Przed i po sprawdzali się zarówno cudzoziemcy, jak i młodzi Polacy: począwszy od Wojciecha Kowalewskiego, przez Artura Boruca i Łukasza Fabiańskiego skończywszy na Radosławie Majeckim. Przysparzali klubowi zarówno splendoru jak i milionów euro. Zmiany warty następowały bezboleśnie. Nikt w Lechu nawet na torturach nie przyznałby się do tego, ale musiało ich skręcać z zazdrości. Od 15 lat, kiedy choroba przerwała karierę Waldemara Piątka, z bramkarzami było tam tak sobie. Czuło się, że pochodzili z innej półki. Lista niewypałów jest długa: Michał Kokoszanek, Norbert Tyrajski, Ivan Turina i Grzegorz Kasprzik. Nawet ułamka procenta tego, co Legii nie dali Kolejorzowi Fabiański, Malarz i Radosław Cierzniak, których w Poznaniu nie docenili i szybko odprawili. 

Kotor jak Wawrzyniak

Jak bumerang poruszał się Krzysztof Kotorowski. To znikał, to wracał. Owszem narzekało się na niego, ale kiedy inni wchodzili między słupki i popełniali błędy, to już się za nim tęskniło. Bo najlepszy był wtedy, kiedy nie grał. Do niego i sytuacji w bramce Lecha jak ulał pasował słynny bon mot Jakuba Wawrzyniaka, który nazwał się dublerem dla nieistniejącego podstawowego lewego obrońcy. 

W pewnym momencie pojawiła się młodsza konkurencja. Najpierw w osobie Jasmina Buricia, nieco później Macieja Gostomskiego. Polak z interwencją na wagę mistrzostwa Polski w Gdańsku okazał się – nie wiedzieć dlaczego – bohaterem tylko jednego sezonu, tego 2014-15. Z Buriciem była dłuższa historia. 

Przydomek Jasiu mówił o nim prawie wszystko. Przesympatyczny człowiek, przyjacielski, z uśmiechem rzadko schodzącym z twarzy, nie dało się go nie lubić. W imię tej sympatii nie tyle było można, co wręcz należało mu wybaczyć więcej. Jak zawinił, to w pierwszym odruchu czuło się wściekłość, która szybko ustępowała i zamieniała się w anegdotę. Swoim usposobieniem rozbrajał każdą minę, na którą wpakował zespół. Trenerzy przychodzili i odchodzili, Jasiu trwał. W stabilnym czasowo, ale bynajmniej nie pod względem poziomu sportowego związku z Kotorowskim. 

Za Jasiem kryło się też inne oblicze: taki pocieszny, ale fajtłapowaty bywał, w najmniej spodziewanym momencie coś wywinął. I w końcu przebrał miarkę. W finale Pucharu Polski z Arką w 2017 roku cały Lech wyglądał źle. Ciężar roli faworyta przygniótł go do ziemi. W dogrywce po uderzeniu głową Rafała Siemaszki oddanym ani z bliska, ani mocno, ani w róg Burić kompletnie pomylił się w ocenie sytuacji. Piłka przeszła mu obok dziwnie ułożonych rąk. Choć później padły jeszcze dwa gole i mecz skończył się wynikiem 1:2, to w świat poszedł komunikat, że Lech stracił trofeum z winy swojego bramkarza. 


Już wtedy żył w cieniu Matusa Putnockiego. Bramkarza ze starej solidnej szkoły. Słowak miał dobre mecze, długie passy bez puszczonego gola, niby nie było się do czego przyczepić. Jednak nie pasował do nowoczesnej taktyki: z bramkarzem bez strachu wybiegającym poza pole karne, rozdzielającym swobodnie piłki prawą i lewą nogą. Z nim zespół zamykał się w zachowawczym schemacie, nie robił postępów, skazywał się na styl, który w europejskiej modzie już dawno przestał być trendy. Znów do bramki wrócił Burić, Putnocky pożegnał się kiksem w Gliwicach jako kolejny, który w dłuższej perspektywie nie spełnił oczekiwań. Za Buriciem również nikt nie płakał. 

Niedola z Dolhą

Żeby jednak spotkać największe rozczarowanie, należy cofnąć się do sezonu 2007-08. Emilian Dolha miał za sobą bardzo dobry sezon w Wiśle Kraków, do której ściągnął go Dan Petrescu. Rumuński trener długo pod Wawelem nie zagrzał miejsca, za to jego rodak chciał dłużej i jego chcieli na dłużej niż na sezon, ale Lech skusił znacznie wyższym kontraktem. Po bramkarzu, który sprawdził się w barwach Białej Gwiazdy w europejskich pucharach i w 20 ligowych meczach 11 razy zachował czyste konto, spodziewano się w Wielkopolsce wielkich rzeczy. Pomylili się w obliczeniach, ponieważ nie wzięli pod uwagę jednego parametru: psychiki, która rozsypała się w drobny mak przy okazji meczu na stadionie Wisły. W 45 minut wszystko sprzysięgło się przeciw niemu, puścił cztery gole, czuł się jak po nokaucie i na drugą połowę Franciszek Smuda odesłał go do narożnika. Po krótkiej przerwie trener jeszcze dał mu szansę, ale szybko odstawił na bocznicę. Pod koniec sezonu z myślą o sprzedaży Rumuna wyprowadzono go znów na ekstraklasową wystawę. Zamiast podnieść wartość, tylko się pogrążył, kiedy w meczu z ŁKS-em nie spostrzegł napastnika czyhającego za plecami i wyrzucił sobie piłkę do wykopu z ziemi. To już było ponad wytrzymałość nerwową wszystkich. 

Porównanie Van der Harta do „popisów” Dolhy byłoby krzywdzącą niesprawiedliwością wobec Holendra. Aż tak źle nie jest, ale dobrze też nie. Od bramkarza, przede wszystkim od bramkarza zagranicznego wymaga się, żeby stawał na wysokości zadania w najważniejszych meczach. Lech w rundzie zasadniczej przegrał oba mecze z Legią, stracił w nich trzy gole, z czego półtora obciąża konto bramkarza Kolejorza. Co z tego, że niemal na równych prawach z zawodnikami z pola włada nogami, skoro bardzo dużo do życzenia pozostawia jego gra na przedpolu. W ogóle wśród typowo bramkarskich cech trudno znaleźć jedną wywyższającą go ponad przeciętność. Wynik więc na razie wychodzi taki, że i z nim w roli niewiadomej Lech błędnie rozwiązał zadanie na obliczenie pola prostokąta o powszechnie znanych wymiarach. 

Do nowego sezonu Legia na pewno, a Kolejorz być może przystąpią z nowymi bramkarzami. Jeśli na tej pozycji dystans się skróci, to wydaje się, że i walka między dwoma największymi wrogami o mistrzostwo Polski stanie się bardziej zacięta.

TOMASZ LIPIŃSKI

TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 24/2020)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej