Od poniedziałku do niedzieli wszyscy mówią tylko o Piątku. Piatek to, Piontek tamto i trudno się temu dziwić: dwa rekordy w dwóch pierwszych meczach to wystarczający powód, żeby zwariować na punkcie nowego napastnika. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej.
TOMASZ LIPIŃSKI
Przed 11 sierpnia Krzysztof Piątek zarekomendował się 12 golami w meczach sparingowych. Niby większość z przeciwnikami trzeciej i czwartej kategorii, z drugiej strony – przecież w tym okresie prawie wszyscy z takimi grali, a tylko jeden zespół miał tak skutecznego napastnika. Kiedy wreszcie nadszedł dzień pierwszej poważnej próby, zrobił coś jeszcze większego.
357 SEKUND
W trzeciej rundzie Coppa Italia potrzebował 36 minut (między 2 a 38) na wejście na piedestał po plecach drugoligowego Lecce. Głowa, noga, głowa i głowa – taką efektowną karetę skompletował. Nikt przed nim jak długa i bogata historia Genoi nie popisał się podobnym wyczynem w krajowym pucharze. Za to takich czterech piłkarzy dało się odnaleźć w klubowych kronikach w rubryce Serie A, z tym że ostatni wpis pochodził ze stycznia 1950 roku. Prehistoria.
Ruszyła lawina zainteresowania, która pokryła rejony dalsze niż Liguria. Dumny jak paw chodził prezydent Enrico Preziosi. Jeśli wierzyć jego słowom, to najpierw z własnej nieprzymuszonej woli przeżył nie lada katusze, bo w jedną noc obejrzał (i, o dziwo, nie zasnął) trzy albo nawet cztery mecze polskiej Ekstraklasy z Piątkiem w Cracovii w roli głównej. Gdy przebrnął przez ten ciężkawy materiał i trochę się przespał, ruszył z wnioskami do Davide Ballardiniego. Trener wysłuchał, a pewnie też już miał pewną wiedzę, i akcja pod kryptonimem „Lewandowski 2″ mogła wkroczyć w decydującą fazę.
Osoba Lewandowskiego nie jest rzucona tylko na przynętę, bo też z Genoą w pewnym sensie była związana. W 2010 roku to właśnie ten włoski klub uważnie przyglądał się napastnikowi Lecha Poznań i szacował ryzyko wyciągnięcia go z polskiej ligi. 2 miliony euro by zapłacił, jakby trzeba było to jeszcze milion pewnie by dorzucił, ale na przebicie oferty Borussii Dortmund już się nie zdecydował. To skąpstwo i krótkowzroczność wielu później Preziosiemu wypominało. Teraz nadarzył się Piątek, poniekąd jako szansa na rehabilitację dla prezydenta.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (36/2018) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”