Boom na Polaków w lidze włoskiej. Ociekający miodem
Przez lata posucha, nieobecność, a jeśli obecność, to prawie pełna anonimowość. Serie A stanowiła raj niedostępny dla Polaków grzeszników. Grzeszyli słabym wyszkoleniem i kompleksami. A teraz? Teraz jest bosko. Aż nie do uwierzenia, ile pochwał pada pod ich adresem. Nieoczekiwanie staliśmy jedną z najbardziej atrakcyjnych nacji w lidze włoskiej. Po kolei.
Piotr Zieliński cały czas pracuje na swoją pozycję we Włoszech (foto: Reuters / Ciro De Luca)
Wojciech Szczęsny, który za chwilę znajdzie się pod obstrzałem Juventusu, w próbie generalnej przed Turynem obronił rzut karny. Już drugi w tym sezonie. Nie pokonali go Raffaele Palladino z Crotone i Mbaye Niang z Milanu. Zgoda, żadne wielkie nazwiska, ale taki Neymar to już coś, a przecież jego strzał sparował nasz bramkarz na Camp Nou w Lidze Mistrzów, ratując Romę przez jeszcze większą kompromitacją.
Po wygranej z Milanem zalał miodem Polaka jego niedawny trener w Romie, niejaki Guido Nanni. Rzekł, że nawet sam Wojtek nie zdaje sobie sprawy jak jest mocny. Że jest fantastyczny i obdarzony niewiarygodnym talentem. I z racji wieku ma także bardzo szeroki margines do poprawy. I jeszcze że jest niespotykanie spokojnym człowiekiem w bramce. Ten chłód zwłaszcza w gorącym rzymskim kotle to też zaleta nie do przecenienia. Do słów Luciano Spallettiego, ze Szczęsny gra nogami na poziomie ofensywnego pomocnika, dorzucił, że kiedy na rozgrzewce wykonywali dziesięć strzałów zza pola karnego, to trafił przynajmniej osiem razy. Po prostu wirtuoz.
Przenosimy się jeszcze dalej na południe. Do Neapolu. A tam powoli, ale systematycznie robi się boom wokół Piotra Zielińskiego. Sprowadzany jako syn trenera Maurizio Sarriego, staje się pupilkiem wszystkich kibiców. Od dziennikarzy i ekspertów słyszy takie komplementy i porównania, że aż może się zakręcić w głowie. Bo jak ustać w pionie, kiedy słyszysz, że przypominasz Zinedine Zidane’a. Uwielbia grać w tłoku i świetnie sobie radzi, lubi wziąć piłkę pod podeszwę, wyszkolenia technicznego mogą zazdrościć mu Brazylijczycy. Natomiast Argentyńczyk, wysoki jak dąb i silny jak tur, o czym swego czasu przekonali się w pucharach między innymi obrońcy Legii, Roberto Sosa po meczu z Cagliari wziął i przechylił beczkę z miodem na głowę Polaka. – Cały czas chwali się tych samych: Hamsika, Mertensa, Callejona…, ale Zieliński to fenomen. To był świetny transferowy strzał Napoli. On umie wszystko. W krótkim czasie widzę go w Realu Madryt.
Najlepszym dla niego oknem wystawowym będzie występ na Santiago Bernabeu, a to już w lutym.
Jedziemy tym razem w górę apenińskiego buta i zatrzymujemy się w Genui. Pamiętam, jak na początku sierpnia trener Marco Giampaolo, chwaląc po pierwszych treningach Karola Linettego oceniał, że jednak będzie on potrzebował dobrych kilku miesięcy na wkomponowanie się w nowe otoczenie. Trzeba więc czasu i cierpliwości. I co? Gra od pierwszej kolejki. Z każdą upływającą zbiera coraz lepsze oceny. Jeden z najlepszych interesów ubił prezydent Massimo Ferrero płacąc za niego 3 miliony euro. Jeszcze przed półmetkiem wartość Polaka wzrosła pięciokrotnie. Ze względu na wytrzymałość, ciąg na bramkę i taktyczną inteligencję stawia się go gdzieś pomiędzy Pavlem Nedvedem a Javierem Zanettim. Nawet jeśli porównanie jest przesadzone, to miło przeczytać.
I na koniec kierujemy się do Toskanii. W Empoli dojrzał Łukasz Skorupski. Jak wielu mówi, tak on zrobił i po kontuzji, która zabrała mu końcówkę poprzedniego sezonu, wrócił jeszcze silniejszy. Wprawdzie karnych nie broni (7 razy pokonany na 7 prób), ale dokonuje innych cudów i ze średnia ocen ponad 6,20 znajduje się w ścisłej czołówce całej ligi. Dodam, że włoscy dziennikarze są raczej surowi i nie zawyżają ocen. Na notę 6,5 czy 7 trzeba naprawdę zasłużyć, a nie tylko być. Zdarzyło się, że nawet kiedy puszczał cztery gole, to był wybierany najlepszym piłkarzem w drużynie. W sumie pięć razy zachował czyste konto. Prawdziwy popis dał z Romą, kiedy wcielił się w Batmana i Supermana razem wziętych.
O Miliku z premedytacją nie wspomniałem i tak jak wszyscy z niecierpliwością czekam na jego powrót. Być może już z Realem?
Tomasz LIPIŃSKI
Tekst ukazał się w nowym numerze tygodnika „Piłka Nożna”