Boruc w Bournemouth, czyli gdzie tak naprawdę trafił polski golkiper?
Kibice w Polsce przeżyli przed kilkoma dniami niemały szok. Otóż, jeszcze do niedawna podstawowy bramkarz naszej reprezentacji i jeden z najlepszych fachowców w Premier League – Artur Boruc został wypożyczony do Bournemouth. Dlaczego tak się stało i gdzie tak naprawdę trafił polski golkiper?
O tym, że Boruc nie będzie miał łatwego życia na St. Mary’s Stadium, wiedzieliśmy od momentu objęcia sterów Southampton przez Ronalda Koemana. Holender niedługo po zostaniu nowym menedżerem Świętych dał jasny sygnał, że zamierza wzmocnić swój zespół, a jedną z pozycji, na którą będzie szukał nowych twarzy, będzie właśnie pozycja bramkarza. Niektórzy pukali się głowę i nie kryli zdziwienia. No bo jak to? Po co Koemanowi kolejny golkiper, skoro ma w drużynie takiego fachowca jak Boruc?
Było to zdumienie ze wszech miar słuszne, jednak ukazujące oczywistą niechęć Holendra do naszego piłkarza. Koeman już w momencie składania podpisu pod kontraktem wiedział, że nie chce Boruca w swoim zespole. Wiedział, że potrzebuje kogoś nowego, kogoś komu mógłby zaufać. Jego wybór padł na Frasera Forstera z Celtiku i odkąd w prasie pojawiły się doniesienia o zainteresowaniu Świętych tym zawodnikiem, było już wiadomo, że Boruc musi zacząć rozglądać się za nowym pracodawcą.
Wielu kolegów po fachu, a więc ludzi, którzy na piłce nożnej zjedli zęby uważało, że Boruc sobie poradzi. W tym konkretnym przypadku powoływali się na sytuację sprzed kilku sezonów, kiedy to Polakowi udało się wygryźć z bramki Fiorentiny samego Sebastiana Freya – człowieka, który wydawał się być nie do ruszenia. „Artur to kozak”, „Kilka tygodni rywalizacji i Forster usiądzie na ławce” – można było przeczytać w serwisach społecznościowych. Przypadek Dudka
Nie było jednak żadnych wątpliwości, że Polak pójdzie w odstawkę i tylko szkoda, że on sam nie przypomniał sobie o przypadku Jerzego Dudka, który swego czasu zdecydował się zostać w Liverpoolu mimo tego, że Rafael Benitez sfinalizował transfer swojego pupilka Pepe Reiny. Gdyby Dudek odszedł we właściwym momencie, to na pewno znalazłby dobry klub. Postanowił podjąć rękawicę i na długie miesiące wylądował na ławce rezerwowych. Wydawało się, że wraz z zatrzaśnięciem drzwi letniego okna transferowego, Boruca może czekać podobny los.
Na szczęście, przepisy Football Association pozwalają na krótkoterminowe wypożyczenia do niższych lig i właśnie z tej furtki postanowił skorzystać Boruc. Na pierwszy rzut oka można było odnieść wrażenie, że przeprowadzka do Bournemouth to zsyłka na peryferia futbolu. Przyznaje się bez bicia, że myślałem tak samo i uważałem, że to okrutna degradacja dla bramkarza takiej klasy. No bo jak to? Człowiek, który bronił kapitalnie w meczach z Manchesterem City, Chelsea i innymi potentatami Premier League, teraz miałby jeździć na wyjazdy do Rotherham, Huddersfield czy Blackpool?
Bardzo szybko doszedłem jednak do wniosku, że: 1) Lepiej grać i być w rytmie meczowym, niż siedzieć pół roku na ławce rezerwowych; 2) Championship, czyli bezpośrednie zaplecze angielskiej elity, to bardzo solidna liga, która na pewno będzie dla Boruca znakomitym oknem wystawowym; 3) To tylko pół roku, a w styczniu przed naszym bramkarzem otworzy się szansa na powrót do futbolu na tym najwyższym poziomie. Bournemouth – z czym to się je?
Gdzie tak naprawdę trafił Boruc? Popularni The Cherries nigdy w swojej 124-letniej historii nie grali w elicie, a ich obecność w Championship to i tak spore osiągnięcia i radość dla mieszkańców tego zaledwie 184 tys. miasta. W ośmiu dotychczas rozegranych ligowych meczach Bournemouth zdobyło dziewięć punktów i plasuje się w drugiej połówce tabeli. Przewaga zespołu nad strefą zagrożoną spadkiem nie jest jednak zbyt duża i można w ciemno zakładać, że na przestrzeni całego sezonu czeka ich walka o uniknięcie degradacji. Z Borucem w bramce – nawet przez pół roku – będzie o to zdecydowanie prościej.
Cole Palmer opuści Chelsea? Liam Rosenior stawia sprawę jasno
W ostatnim czasie w brytyjskich mediach pojawiło się sporo plotek łączących Cole’a Palmera z odejściem z Chelsea. Liam Rosenior, szkoleniowiec The Blues, przed dzisiejszym meczem Ligi Mistrzów z Napoli skomentował te doniesienia.