W licznych zapowiedziach potyczki Paris Saint-Germain z Liverpoolem nacisk położono na ofensywną jakość obu drużyn. Nie bez kozery. W środowy wieczór na Parc des Princes spotkały się czołowe ekipy Europy, jeśli chodzi o zdobywanie bramek. W bieżącym sezonie przekroczyły już w tym elemencie gry setkę. Mają w kadrach istnych geniuszy w dziedzinie umieszczania piłki w siatce, przede wszystkim Mohameda Salaha i Ousmane’a Dembele (formą prezentowaną od przełomu roku zasłużył na taki status).
Ale Les Parisiens i The Reds to nie tylko porywający atak. To także szczelna obrona. W Ligue 1 nikt nie stracił mniej goli od pierwszych. W Premier League jedynie Arsenal stracił mniej niż drudzy. W ośmiu występach w fazie ligowej Ligi Mistrzów zawodnicy z Anfield zachowali aż pięć czystych kont.
Dziś zarówno jedni, jak i drudzy potwierdzili wysokie kompetencje defensywne. Marquinhos i Nuno Mendes niemal kompletnie zneutralizowali atakujących Liverpoolu. Dembele i Chwicza Kwaracchelia kilkukrotnie ośmieszyli obrońców rywali, lecz każdy ich celny strzał odbijał się od muru, jakim był Alisson Becker.
Brazylijczyk wykonał dziewięć udanych interwencji. Współczynnik goli oczekiwanych wskazuje, że powinien wyjąć z siatki dwie futbolówki, a nie wyjął żadnej. Zatrzymał wszystkie. Uderzone z obrębu pola karnego i spoza szesnastki. Zza zasłony i bez niej. Silnie i precyzyjnie. Przez Dembele, Kwaracchelię i Desire Doue. Skradł show. Uratował The Reds przed porażką, na którą z przebiegu gry zasłużyli. Bo inicjatywy oponentowi nie oddali, jak w niedawnym starciu ligowym z Manchesterem City. Zwyczajnie nie byli w stanie jej przejąć, jak w drugiej połowie wcześniejszej potyczki w ramach Premier League z Wolverhampton Wanderers. W zasadzie ani przez moment nie mieli kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Emanowali nerwowością.
Gianluigi Donnarumma zachował się wprost przeciwnie do Alissona. W kluczowej akcji meczu rozczarował zamiast błysnąć, zaszkodził zamiast pomóc. Kopniętą przez Harveya Elliotta piłkę miał na ręce, ale nie zdołał skierować jej poza obręb bramki. Tym samym walnie przyczynił się do trudnej do wytłumaczenia przegranej.
W rewanżu, który zaplanowano na najbliższy wtorek, PSG musi zaatakować, by spróbować odrobić stratę i dać sobie szansę na awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Alisson zapewne znów będzie miał pełne ręce roboty. Na szczęście dla Liverpoolu jest w wybornej dyspozycji.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.
„Bardzo kocham Real i bardzo kocham Alvaro”. Szczere wyznanie Jose Mourinho przed starciem Benfiki z Realem Madryt
Jednym z najciekawszych starć ostatniej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów będzie pojedynek Benfiki z Realem Madryt na Estadio da Luz. Największy smaczek tej konfrontacji stanowi niewątpliwie postać Jose Mourinho, byłego trenera Królewskich. Portugalczyk na przedmeczowej konferencji prasowej opowiedział o swoich odczuciach związanych ze spotkaniem z byłym klubem.