Przejdź do treści
Brazylijska albo żadna

Polska Ekstraklasa

Brazylijska albo żadna

Pomysł szokował, choć był prosty. Do Polski przyjadą Brazylijczycy, którzy na bazie naturalnych umiejętności stworzą drużynę gotową walczyć o najwyższe miejsca w lidze – 14 lat temu właściciel klubu Antoni Ptak powiedział, że Pogoń Szczecin będzie brazylijska albo żadna.

Brazylijska Pogoń Szczecin (fot. Włodzimierz Sierakowski / 400mm.pl)

MATEUSZ SOKOŁOWSKI

W ten sposób rozpoczął niespotykany wcześniej i niepowtórzony już nigdy w naszym kraju projekt. Na przełomie 2005 i 2006 roku brazylijski futbol cieszył się większą renomą niż dziś. Mowa była przecież o ówczesnych mistrzach świata, a myśląc o Brazylijczykach przed oczami stawały kultowe postacie, które co tydzień oglądało się w Lidze Mistrzów. W Polsce skojarzenia z brazylijskimi piłkarzami były raczej pozytywne. Nad Wisłą z dobrej strony zdążyło się pokazać co najmniej kilku. W samej Pogoni ważnymi ogniwami byli przecież Edi Andradina, Sergio Batata czy Julcimar.

PRZEPROWADZKA DO GUTOWA

Na bazie brazylijskich kontaktów Antoniego Ptaka i jego syna pojawił się pomysł, by do Szczecina ściągnąć kolejnych. Ale nie dwóch czy trzech, lecz niemalże cały zespół. Do działania zachęcał fakt, że w Ekstraklasie zniesiono limit dla zawodników spoza Europy. Zimą 2006 roku Pogoń poleciała na zgrupowanie do Brazylii, z którego wróciła całkowicie odmieniona, w składzie złożonym w głównej mierze z tamtejszych graczy.

– Już wcześniej pojawiały się głosy, że są takie plany i większość Polaków będzie musiała odejść. Ja z racji moich problemów zdrowotnych wiedziałem, że mam już bliżej niż dalej ku końcowi i zdecydowałem się zostać. Nie chciałem pakować walizki i szukać nowej drogi – mówi Grzegorz Matlak. W rundzie wiosennej sezonu 2005-06 był jednym z nielicznych Polaków w kadrze zespołu. Oprócz niego zostali jeszcze Kamil Grosicki, Rafał Grzelak, Przemysław Kaźmierczak i Cezary Przewoźniak. Resztę stanowili Brazylijczycy.

Większość nowych zawodników była anonimowa. Wyjątkiem był Amaral. 33-latek w 1996 roku razem z Ronaldo czy Rivaldo reprezentował Brazylię na igrzyskach olimpijskich, a jeszcze cztery lata przed przyjściem do Szczecina regularnie grał we włoskiej Fiorentinie. Z marszu wskoczył do ligowej czołówki pod względem zarobków, media podawały kwotę 20 tysięcy dolarów miesięcznie. Ptak nie ukrywał, że przebudowa zespołu wiąże się ze zwiększeniem wydatków. Budżet miał być podniesiony dwu, a nawet trzykrotnie. Kosztowną inwestycją było wybudowanie specjalnie dla drużyny ośrodka treningowego w Gutowie Małym pod Łodzią (funkcjonuje do dziś, stał się popularnym miejscem zgrupowań polskich drużyn). Pogoń, która wróciła wtedy z Brazylii znalazła się w nowej rzeczywistości. Nie dość, że zespół stał się brazylijski, to jeszcze de facto przeniósł się ze Szczecina do Gutowa, gdzie Portowcy mieszkali, trenowali i funkcjonowali na co dzień.

JAK NA WYSPIE

Projekt rozpoczął się na dobre. W ostatniej chwili wdrożona została tylko jedna korekta – zmienił się trener. Pierwotnie został nim Jose Carlos Serrao, rzecz jasna Brazylijczyk, który zastąpił Czecha Bohumila Panika. Serrao, jak się okazało, nie miał niezbędnych uprawnień, by prowadzić drużynę w Polsce. Zastąpił go więc… Panik. – Trener z Brazylii nie miał świadomości i pojęcia o tym, jaka jest polska piłka. Wchodząc do szatni czułem się jak obcokrajowiec. Nic nie rozumiałem, starałem się tylko czytać coś z gestów – wspomina Matlak.

Niektórym zawodnikom pozwolono zamieszkać w Łodzi. Do Gutowa przyjeżdżali na treningi, później wracali do siebie. Reszta, w tym Brazylijczycy, była skazana na spędzanie całych dni w tym samym miejscu i w swoim towarzystwie. – Byli tam odcięci jak na wyspie. Do kiosku po gazetę szło się kilka kilometrów – dodaje Artur Bugaj, jeden z nielicznych, który zamieszkał poza Gutowem. Dla Brazylijczyków jedyną szansą na lepsze poznanie kraju były wyjazdy na mecze. – Nie mogli odkleić się od okien autokaru – wspomina Bugaj. – Najdalej mieliśmy na własny stadion, ponad 500 kilometrów. Nie mieliśmy kontaktu ani z rodzinami, ani z kibicami. Do Szczecina przyjeżdżaliśmy jak na mecz wyjazdowy. W czwartek wyjazd, w piątek rozruch, w sobotę mecz i od razu powrót – dodaje Matlak.

PROBLEMY Z MUREM

W Szczecinie nowa drużyna wzbudzała ciekawość. Na inaugurujące rundę mecze z Amiką Wronki i Wisłą Kraków przyszło odpowiednio 14 i 15 tysięcy widzów. Po dwóch porażkach entuzjazm jednak opadł. Na kolejnym domowym spotkaniu, z Zagłębiem Lubin, widzów było już tylko 8 tysięcy. W pierwszym meczu – zgodnie z przewidywaniami – w wyjściowej jedenastce znalazł się tylko jeden Polak, Rafał Grzelak. Pozostali, jak Matlak czy Kaźmierczak, a także będący już wcześniej w klubie Edi Andradina mieli być zwyczajnie za słabi, by wygrać sportową rywalizację z nowo pozyskanymi Brazylijczykami. Szybko okazało się jednak, że wcale tacy nie byli. Apogeum nastąpiło w meczu w Bełchatowie, którego od pierwszej minuty nie rozpoczął ani jeden Polak. W polu zagrał komplet Brazylijczyków, w bramce Słowak Boris Pesković. Po kilku tygodniach stało się jasne, że drużyna nie podbije ligi. – Nie można odmówić im zaangażowania. Bardzo chcieli zaistnieć, wyjazd z Brazylii traktowali jak ogromną szansę. Żaden z nich się jednak nie wyróżniał, takich piłkarzy jak oni w Brazylii są miliony – mówi Matlak. 

– Czasami można było odnieść wrażenie, że niektórzy nigdy wcześniej nie grali w piłkę – wspomina Bugaj, który kolejnemu trenerowi, Mariuszowi Kurasowi, pomagał w prowadzeniu zajęć. – Niektóre sytuacje na boisku widzieli po raz pierwszy w życiu. Mieliśmy ubaw, kiedy nie potrafili ustawić się w murze przy rzucie wolnym. 

Problemów dostarczała również komunikacja. Co prawda starsi stażem Brazylijczycy jak Batata, Edi czy Julcimar wszystko tłumaczyli, a w ośrodku w Gutowie wisiała tablica z zapisanymi zwrotami po polsku i portugalsku, nie wszystko szło tak płynnie jak powinno. Zwłaszcza w meczach, kiedy niektóre sytuacje wymagają błyskawicznego porozumienia. – Na boisku mieliśmy mieszankę języka portugalskiego i polskiego – mówi Bugaj. – Do dziś pamiętam większość przekleństw w ich języku – wspomina Paweł Waśków, wtedy nastoletni bramkarz. Pamięta również odprawę przed jednym z meczów Pucharu Ekstraklasy. – Graliśmy z Dyskobolią. Trener Baniak uderzył w patetyczny ton: że mamy zagrać dla Szczecina, dla kibiców. Brazylijczyków w żaden sposób to nie poruszyło – mówi. Nic dziwnego, skoro Szczecin widzieli raz na dwa tygodnie.

FAJNY, ALE BRONIĆ NIE POTRAFI

Sezon 2005-06 Pogoń zakończyła na 10. miejscu z dorobkiem 37 punktów, a 25 z nich zdobyła jesienią. Wiosną, po przebudowie, zaledwie 12. Po delikatnej korekcie składu (kilku Brazylijczyków odeszło, dołączyło paru nowych, pojawili się też Polacy, m.in. Radosław Majdan czy Piotr Celeban) drużyna przystąpiła do kolejnego sezonu. Z drużyną pożegnał się też Matlak. – Przed Wielkanocą graliśmy mecz domowy. Razem z Borisem Peskoviciem rozmawialiśmy z trenerem Panikiem, że po meczu chcielibyśmy zostać w Szczecinie, spotkać się z rodzinami. Zgody trenera nie było. Postawiliśmy sprawę na ostrzu noża i powiedzieliśmy, że w takim razie nie jedziemy. W końcu dostaliśmy zgodę, ale było powiedziane, że następnego dnia o 9 rano mamy być na treningu. Wyjechaliśmy o 4, żeby zdążyć, po czym okazało się, że trener sprowadził do Gutowa swoją rodzinę na śniadanie wielkanocne. Ten fakt dał mi do myślenia. Wróciłem do Szczecina i z Darkiem Adamczukiem pomagaliśmy kibicom tworzyć Pogoń Nową Szczecin, czyli fundamenty pod to, co jest dziś – wspomina.

Nowe fundamenty okazały się potrzebne bardzo szybko. W rundzie jesiennej sezonu 2006-07 Pogoń jeszcze punktowała, ale wiosną było już znacznie gorzej. Przez pół roku nie wygrała ani jednego spotkania! Choć, trzeba przyznać, Portowców nie opuszczał pech. Tak jak w Łęcznej, kiedy do 82. minuty prowadzili z Górnikiem 2:0, by przegrać 2:3. Pecha miał również Gu – 20-letni bramkarz został wystawiony na mecz z Legią, który był jego pierwszym (i zarazem ostatnim) w Ekstraklasie. Klub chciał go w ten sposób wypromować. Gu przy stanie 1:2 obronił rzut karny Piotra Włodarczyka, ale po chwili obrońca tak niefortunnie próbował wybić piłkę, że nastrzelił nią innego kolegę, czego efektem był kuriozalny samobój. – Pamiętam, że Gu fantastycznie grał nogami. Nawet dziś by się tak powiedziało, mimo, że minęło kilkanaście lat. Niskie, podkręcone wykopy z woleja, po których piłka leciała na róg przeciwnego pola karnego. To było coś nowego. Ale poza tym był dość surowy. Jeden z trenerów powiedział, że to fajny chłopak, tylko bronić nie potrafi – wspomina Waśków.

SKORZYSTALI GŁÓWNIE POLACY

Z 30 meczów drużyna wygrała tylko trzy i spadła z ligi z ostatniego miejsca, co oznaczało koniec klubu w ówczesnej formule. Pogoń rozpoczęła odbudowę od niższych lig. Wypromowali się nie Brazylijczycy, ale Polacy. To właśnie wtedy rozpoczęła się dorosła kariera Grosickiego, który stamtąd trafił do Legii. Kaźmierczak wyjechał natomiast do Portugalii. Najpierw do Boavisty, a dwa lata później świętował mistrzostwo kraju z FC Porto. Na solidnych ligowców wyrośli Celeban i Łukasz Trałka. Waśków miał zaproszenie na testy do Schalke, ale usłyszał w klubie, że nie jest na sprzedaż. Później nie przebił się do profesjonalnej piłki, dziś jest nauczycielem wychowania fizycznego w Kołobrzegu i gra w IV lidze. 

Kreowany na gwiazdę ligi Amaral nie nawiązywał do najlepszych lat swojej kariery, a zmagać musiał się nie tylko z rywalami, ale i z kontuzjami. Półtoraroczny pobyt w Polsce zakończył z dość skromnym bilansem: 16 meczów, 1 bramka. On i jego rodacy rozjechali się po świecie. Część wróciła do siebie, kilku zostało w niższych ligach w Polsce, paru występowało w bardziej znanych klubach na Ukrainie czy w Rosji. Niektórzy podążyli dość egzotycznymi ścieżkami. Otavio, który w Pogoni spędził pół roku przeniósł się później do Indonezji, po czym przyjął tamtejsze obywatelstwo i… jako 35-latek zadebiutował w reprezentacji. Z kolei Diego – w Pogoni również pół roku – od czterech lat występuje w klubach z Fidżi, Wyspach Salomona czy Vanuatu. W Ekstraklasie przez długie lata grał Edi Andradina. Z kolei Batata, dziś po czterdziestce, jeszcze jesienią ubiegłego roku występował w A-klasowej Luciążance Przygłów pod Piotrkowem Trybunalskim.

Eksperyment zdecydowanie nie wypalił. – Szkoda, bo uważam, że gdybyśmy zostali wzmocnieni dwoma, może trzema Brazylijczykami z prawdziwego zdarzenia, na poziomie Ediego, Julcimara czy Bataty, moglibyśmy powalczyć o wyższe cele. Został zaburzony cały system funkcjonowania drużyny i klubu, co niestety doprowadziło do upadku – twierdzi Matlak, a wtóruje mu Bugaj. – Gdyby cały proces został rozłożony w czasie i przeprowadzony w innych proporcjach, efekt mógłby wyglądać inaczej. 


TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 15/2020)


Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej