Piotr Brożek po nieudanej przygodzie z tureckim Trabzonsporem wrócił do Ekstraklasy i występuje w Lechii Gdańsk. W rozmowie z Przeglądem Sportowym piłkarz zdradza, że po kontuzji, jakiej nabawił się w Turcji, był bliski śmierci.
– Przed meczem z Benfiką nie mogłem chodzić. Po powrocie zrobiono mi prześwietlenie i okazało się, że to złamanie kości strzałkowej. Wsadzili mi nogę w gips, ale po kilku dniach zaczęła mnie boleć łydka. Dostałem parę dni wolnego, pojechałem do Polski, żeby zobaczyć się z rodziną. Poszedłem do doktora Jacka Jurki z Wisły, żeby wymienił mi gips. Powiedziałem, że trochę mnie boli. Myślałem, że to efekt stłuczenia, ale on podejrzewał, że to może być coś poważniejszego i wysłał mnie na USG. Wyszło, że to zakrzepica żył głębokich. – mówi Brożek.
– Gdyby skrzep się oderwał i poszedł do płuc… To sytuacja która jest zagrożeniem dla życia. Lekarz powiedział, że muszę poleżeć w szpitalu. Gdy dowiadujesz się, że byłeś blisko tamtego świata, nóżki robią się miękkie – dodaje były zawodnik Wisły.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.