Choć Polonia Warszawa w minionej kolejce rozjechała GKS Bełchatów, to nie obeszło się bez zgrzytu w szeregach Czarnych Koszul. Edgar Cani wywalczył rzut karny i chciał wykonać jedenastkę. Piłkę zabrał mu jednak Tomasz Brzyski, który ostatecznie trafił w słupek.
Tuż po przestrzelonym rzucie karnym kibice zastanawiali się, co podkusiło Brzyskiego do wykonania jedenastki, skoro rwał się do tego Edgar Cani. – Nic mnie nie podkusiło, po prostu jestem wyznaczony do wykonywania jedenastek. Nie interesowało mnie, że ktoś inny chciał to zrobić, że chciał się przełamać – tłumaczy popularny Brzytwa.
– Czuję się winny, że zmarnowałem tego karnego, ale nie żałuję, że do niego podszedłem. Gdybym odpuścił, to po meczu trener Stokowiec mógłby mieć do mnie pretensje, że oddaję komuś piłkę, skoro on wyznaczył mnie – dodaje.
Cała sytuacja zakończyła się przestrzelonym karnym. Wynik – wysokie zwycięstwo Polonii – nie zapowiadał konsekwencji, ale trener Stokowiec wkurzył się tak mocno na pazernego Caniego, że odsunął go od pierwszej drużyny. – Nie chcę się na ten temat wypowiadać. To decyzja sztabu szkoleniowego – ucina Brzyski.
– Nie byłem przekonany do jego powrotu, bo zostawił nas w trudnym momencie, udzielał dziwnych wywiadów. Jego powrót był dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale nie miałem nic do powiedzenia. Jestem pracownikiem klubu i muszę szanować decyzje szefów. Trener wszedł do szatni, powiedział, że Edgar wraca, więc go zaakceptowaliśmy na nowo. I staraliśmy się zapomnieć o tym, że sobie wyjechał i że miał nas wszystkich gdzieś. Przyjęliśmy go z powrotem do drużyny, bo mieliśmy nadzieję, że się nam przyda – mówi zdenerwowany Brzytwa.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.