Brzyski dla PN: Siedzieliśmy w baraku osiem godzin, czuliśmy się jak w więzieniu
– Gdy już przenieśliśmy się z parku do podwarszawskich Marek, polonijnego ośrodka treningowego, okazało się, że z powodu zaległości opłat wyłączono prąd i zakręcono ciepłą wodę. Znów przez osiem godzin siedzieliśmy w baraku, do którego dowożono nam posiłek. Wtedy czuliśmy się jak w więzieniu – wspomina na łamach najnowszego tygodnika Piłka Nożna Tomasz Brzyski.
(…)
Pamięta pan, z iloma trenerami współpracował dotąd jako piłkarz Polonii? Pogubiłem się już, ale gdybym na spokojnie się zastanowił, zapewne podałbym dokładną liczbę. Szczerze mówiąc – nie chcę już do tego wracać. Jak mogliśmy zdobyć tytuł mistrza Polski, skoro właściciel zmieniał trenerów w zależności od humoru i nastroju danego dnia? Każdy szkoleniowiec ma własną wizję zespołu i własną koncepcję gry, a my średnio co dwa miesiące, wraz z pojawieniem się nowego trenera, musieliśmy przestawiać się na nowe tory. Nie da się z dnia na dzień zmienić drużyny, a zwłaszcza zmienić jej stylu gry.
Prawdziwa jazda zaczęła się jednak w ostatniej przerwie letniej. Rzeczywiście, brałem udział w grotesce, bo przecież nawet nie w komedii. Nigdy wcześniej nie miałem okazji przeżyć czegoś podobnego i mam nadzieję, że już nigdy nie stanie się to moim udziałem. Z początku wszyscy się śmialiśmy, ale z upływem czasu zaczęło nas to przerażać. Zamiast wyjechać na urlopy, mieliśmy codziennie przez osiem godzin biegać po parku. Wkurzeni byliśmy maksymalnie, na wszystko i wszystkich, głównie na fotoreporterów, którzy towarzyszyli nam na każdym kroku i pstrykali zdjęcia. Momentami czuliśmy się jak małpy na wybiegu w ogrodzie zoologicznym. Gdy już przenieśliśmy się z parku do podwarszawskich Marek, polonijnego ośrodka treningowego, okazało się, że z powodu zaległości opłat wyłączono prąd i zakręcono ciepłą wodę. Znów przez osiem godzin siedzieliśmy w baraku, do którego dowożono nam posiłek. Wtedy czuliśmy się jak w więzieniu.
Nie myślał pan o sposobach ucieczki? Dochodziły do nas odgłosy, że podobno prezes Wojciechowski zamierza ogłosić upadłość klubu i wylądujemy w czwartej lidze, a nawet w B-klasie, dlatego każdy z nas gorączkowo szukał jakiegoś wyjścia z groteskowej sytuacji. Ci, którzy wcześniej podjęli rozmowy, szybko znaleźli nowych pracodawców. Mój menedżer również szukał nowego klubu, ale niewiele zdziałał, bo w rundzie wiosennej grałem sporadycznie, więc moje akcje latem stały bardzo nisko. Prawdę mówiąc, nie chciałem opuszczać Warszawy, a już na pewno przenosić się z rodziną do Katowic. Przez dwa poprzednie lata przywiązałem się do Polonii i szkoda było porzucać kibiców i kameralny stadion przy Konwiktorskiej. Jako piłkarza obowiązuje mnie jednak kontrakt, dlatego gdy było już pewne, że zostajemy w Warszawie, kamień spadł mi z serca.
(…)
Słyszał pan już nowinę, że z powodu kłopotów finansowych nowy prezes klubu Ireneusz Król zamierza w nowym roku renegocjować wasze kontrakty? Nic mi na ten temat nie wiadomo i prawdę mówiąc, nie bardzo mam ochotę wypowiadać się na ten temat. Na razie odciąłem się od wszelkich informacji, idą święta, więc trzeba odpocząć. W styczniu wrócimy do klubu i jak trzeba będzie, usiądziemy do rozmów i wysłuchamy argumentów prezesa. Do prowadzącej w tabeli ekstraklasy Legii tracimy pięć punktów, raptem dwa wygrane mecze. Myślę, że wszyscy w Polonii mamy o co walczyć.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.