Niezwykle interesujący wywiad pojawił się w środę w Przeglądzie Sportowym. Tomasz Brzyski opowiada w nim o kulisach transferu do warszawskiej Legii. – Menedżer zadzwonił, powiedział, że Legia jest zainteresowana. Ale to nie mogło wyjść na jaw, by prezes Król nie oszalał i nie zatrzymał transferu – mówi.
– Siedmiu zawodników składało w grudniu wezwania do zapłaty. Ja do nich nie dołączyłem. Uznałem, że poczekam, zobaczę, co się wydarzy w styczniu. Prezes obiecywał, że do końca grudnia spłaci zaległości. Zaufałem mu, dałem szansę, pisma nie wysłałem – wspomina Brzytwa. – Ale gdy wróciłem do klubu 7 stycznia i sytuacja się nie zmieniła, zadzwoniłem do menedżera i poprosiłem, by dowiedział się od pana Króla, co dalej ze mną i moimi pieniędzmi. Prezes powiedział, że jeśli zrzeknę się pieniędzy, będę mógł szukać nowego klubu. Nie zależało mu, bym został, a ja się nie pcham z butami tam, gdzie mnie nie chcą – mówi nowy piłkarz Legii.
Według zawodnika w Polonii panowała totalna dezinformacja. – Trenowałem z Polonią, gdy usłyszałem, że nie jestem już zawodnikiem tego klubu. Dezinformacja. Nie pierwsza. Podobnie było w przypadku Mariusza Pawełka, wyjazdu na testy do Hannoveru Wszołka, albo gdy prezes mówił o miesięcznych zaległościach, a były wyższe – mówi Brzyski.
Po tym, jak negocjacje między Zagłębiem Lubin a Rakowem Częstochowa ws. wykupu Leonardo Rochy zakończyły się fiaskiem, „Miedziowi” ruszyli na poszukiwania nowego snajpera. Padło na dwukrotnego reprezentanta Węgier.
Michał Synoś znajdował się w kręgu zainteresowań polskich oraz zagranicznych klubów. 18-letni stoper podjął już decyzję, gdzie będzie występował od sezonu 2026-27.