Burmistrz Parmy Federico Pizzarotti nie zamierza blokować drużynie dostępu do stadionu. Uściślając – zawodnikom i kibicom. O prezydencie klubu nie wypowiada się najlepiej.
W piątek obaj panowie spotkali się, by przedyskutować przyszłość gialloblu. Przypomnijmy, że Parmanie zagra w drugim z kolei meczu Serie A.
Wracając do spotkania – przebiegało w napiętej atmosferze, a prezydent Giampietro Manentizmuszony był w pewnym momencie chować się za policyjnym radiowozem przed rozwścieczonym tłumem kibiców. Jak sprawę komentuje burmistrz miasta?
– Mogę zapewnić, że nasze nastroje są tak złe, jak to tylko możliwe – mówi. – Nie dostaliśmy żadnych gwarancji, mamy do czynienia z osobą obijającą w bawełnę – ocenia działania Manentiego.
– Nie sądzę, by ten człowiek był wiarygodny dla miasta. Chciałbym wiedzieć, skąd miałyby pochodzić pieniądze, zakładając, że w ogóle się pojawią. Rozważamy możliwość zamknięcia Tardini oraz wprowadzenia moratorium na jego użytkowanie – tłumaczy Pizzarotti.
– Stadion nie jest zamknięty dla drużyny, miasta i kibiców, a jeśli jakaś pomoc przyjdzie od Lega lub sądów – będziemy pierwsi do współpracy. Jednak ta osoba (Manenti), która ciągle nie dała nam żadnych gwarancji, nie jest wiarygodnym pośrednikiem dla miasta – kończy burmistrz Parmy.
Klub zmaga się z ogromnymi problemami finansowymi. Tydzień temu odwołane zostało spotkanie z Udinese Calcio, a teraz z Genoą.