Przejdź do treści
Być rzemieślnikiem to nie wstyd

Polska Ekstraklasa

Być rzemieślnikiem to nie wstyd

W piłkę zamierza grać do czterdziestki. Jest legendą Śląska Wrocław, choć woli, aby nazywać go tak po zakończeniu kariery. Piotr Celeban opowiada nam o wymagającym ojcu, zakochanym w piłce synku i komicznych sytuacjach w Rumunii.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ GOŁASZEWSKI

Pamiętasz, kiedy po raz ostatni nie zagrałeś w ligowym meczu Śląska?

Doskonale. Nie mogłem zagrać w derbach z Zagłębiem Lubin, ale wszystkiemu winna była pogoda – mówi kapitan Śląska. – Miałem pauzować w spotkaniu z Piastem. Boisko jednak nie nadawało się do gry i mecz został przełożony. Wypadło, że musiałem odcierpieć karę czterech żółtych kartek z Zagłębiem. Przegraliśmy. Byłem wkurzony! Jestem związany ze Śląskiem od wielu lat, derby to świętość, tymczasem przegraliśmy z kretesem. 

Po przegranych derbach długo odreagowujesz w domu?

Szklanki po mieszkaniu nie latają. Jestem zły, to chyba oczywiste, ale wracamy w środku nocy, więc synek już śpi i mogę tylko z żoną porozmawiać. Nauczyła się już, że trzeba pomówić ze mną na zupełnie inny temat. Adrenalina musi zejść. Po meczu nie da się spać. Mało który zawodnik potrafi zasnąć… Grasz o 20.30, kładziesz się o 3-4 nad ranem i wstajesz o 7. W moim przypadku często zdarza się nawet wcześniejsza pobudka, ponieważ syn po przebudzeniu od razu pyta o wynik. Kiedy przegrywamy, to jak najszybciej staram się zamknąć temat i idziemy się bawić. Zapominam o wszystkim. 


Synek gra już w piłkę?

W piłce jest zakochany. Trenuje pod okiem Dariusza Sztylki w Olympicu Wrocław. W kwietniu skończy sześć lat, aktualnie chodzi do przedszkola. Najważniejsza w tym wieku jest zabawa i oswajanie się z piłką. Jednak jeśli chodzi o umiejętności, radzi sobie doskonale. Z każdego treningu wraca bardzo szczęśliwy. Chcę jednak jeszcze zapisać go na dżudo, aby rozwijał się pod kątem sprawności fizycznej.

W twojej rodzinie dżudo ma się chyba we krwi.

No tak, podobno pierwszy raz wszedłem na matę w wieku dwóch lat. Mama pracowała, a mną i bratem zajmował się tata, który prowadził treningi. Szybko zaczął nas zabierać na zajęcia. Bawiliśmy się świetnie. Dżudo to doskonały wybór, jeśli chcesz się wyżyć. Masz w zasadzie dwie opcje: albo dziecko rozwali dom, albo pójdzie na trening. Przy okazji uczy samodyscypliny. W futbolu czasami możesz przykryć braki. Masz obok siebie kilku kolegów, którzy mogą zrobić coś za ciebie. Na macie jesteś skazany na siebie. Nikt ci nie pomoże. Trzeba przełamywać kolejne bariery. Nie jesteś w stanie zakryć złego okresu przygotowawczego, nocnego trybu życia, używek. Szybko polegniesz.

A ty jak się prowadzisz?

Wiem, kiedy i na co mogę sobie pozwolić. Po co mam iść na dyskotekę, skoro w domu mam żonę i syna. Nie wyobrażam sobie wrócić o 5 nad ranem, a za dwie godziny wstać i bawić się z tym małym wulkanem energii. 


Rodzina przychodzi regularnie na stadion?

Kiedy jest ładna pogoda, to zawsze są. Mama, która mieszka w Holandii, też stara się oglądać mecze Śląska. Brat wszystko śledzi, rodzina żony również. Wszyscy żyją Śląskiem. Kiedy syn jest na meczu, zawsze mnie wyprowadza na boisko.

Lepiej ci się wtedy gra?

Wydaje mi się, że kiedy byli na stadionie, nie przegraliśmy ani jednego spotkania. Dla mnie to wielka radość, że mały ze mną wychodzi. To jest jedyna osoba, która trzyma proporczyk. Za każdym razem, kiedy inne dziecko mnie wyprowadza, sam biorę proporczyk. To jest rzecz święta. Syn zawsze idzie bardzo dumnie, dostojnie. Zna wartość tych barw.
 
Przyśpiewki również?

Czasami śpiewamy razem. Ma fajny zwyczaj w przypadku wyjazdowych meczów. Robi sobie w pokoju kącik, w którym gromadzi wszystkie koszulki, czapki, szaliki, proporczyki Śląska. Ma zdjęcia wszystkich zawodników, układa sobie jedenastkę i mocno kibicuje. Czasami nawet podpowiada, na kogo u rywali powinienem uważać szczególnie. Przy okazji meczu z Legią wiedział na przykład, że będę grał na Jarka Niezgodę. Teraz zbliża się mundial, więc poznaje zawodników z różnych krajów. Zawsze sprawdza wyniki najsilniejszych klubów. Kiedy widzisz, że syn żyje twoją pracą, to naprawdę świetne uczucie.

Synek nie podpowiada ci, abyś w walce z napastnikami używał chwytów z dżudo?

Nie da się. Na pewno nauczyłem się nieustępliwości. Nigdy nie odpuszczam. Cały czas walka jeden na jeden. Dżudo na pewno pomogło mi przygotować się fizycznie i dzisiaj nie odnoszę kontuzji. Duży wpływ na to ma również genetyka. Ojciec, dopóki żył, nie miał żadnych problemów zdrowotnych. Dopiero pod koniec kariery przydarzyła się kontuzja kolana, która wykluczyła go z wyjazdu na igrzyska w Seulu. To jednak był uraz typowo mechaniczny, który w tej dyscyplinie bardzo często się zdarza.

Jakoś dodatkowo dzisiaj pracujesz nad sprawnością fizyczną?

Od jakiegoś czasu uprawiam jogę dynamiczną. To nie wygląda tak, jak większość osób myśli, czyli założenie nogi na głowę i leżenie. Stawiam na dynamikę. Wiadomo, że na tym nie zbuduję prawdziwej formy. Jest to jednak ważny dodatek, który pomaga mi w uodpornianiu się na kontuzje. Jestem przez to bardziej elastyczny.

MMA? 

Nie wchodzi w grę. Sporty walki są dla ludzi, którzy trenują od wielu lat. Wiadomo, że możesz wejść i zrobić show, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Tacy zawodnicy jak Michał Materla czy Maciej Linke trenowali od małego z moim tatą dżudo, a dzisiaj walczą w MMA czy KSW. To dla nich ludzie powinni przychodzić na imprezy. Nie dla aktorów czy innych celebrytów. Rozumiem, że idzie to w coraz większą komercję, a pieniądz nie śmierdzi. Mam olbrzymi szacunek dla sportowców, którzy każdego dnia wymagają od siebie więcej. Niezależnie, czy jest to boisko, klatka, czy stadion lekkoatletyczny. Nie zawsze są sukcesy, ale lata ciężkiej pracy, miliony wyrzeczeń – to budzi mój gigantyczny respekt. Jeśli zawodnik czuje się po karierze spełniony, chyba osiągnął szczyt.

A ty czujesz się spełniony?

Absolutnie nie. Chcę grać co najmniej do 40 roku życia. Chciałbym zdobyć jeszcze wszystko, co się da, czyli mistrzostwo, Puchar Polski, zagrać w europejskich pucharach. Piłka nożna jest dla mnie stylem życia. 

Wspomniałeś wcześniej o tacie… 

Ojciec zawsze nas wspierał. Często zabierał na dodatkowe treningi. W domu rozkładaliśmy matę i demonstrował różne ćwiczenia. Gdy byliśmy młodsi, brał nas na plecy i robił pompki czy pracował nad tricepsem. Taka domowa siłownia. Tata zawsze powtarzał, że cały czas ciężko trzeba pracować. Zawsze masz w sobie rezerwy. Mówił, że jeśli pomyślisz, że osiągnąłeś już wszystko, stawiasz pierwszy krok do upadku. 

Duży był szok, kiedy tata zmarł w 2012 roku?

To już osiem lat… Dla mnie 2012 rok był bardzo szalony. Pamiętam, że graliśmy mecz z Widzewem Łódź, który zremisowaliśmy w 94 minucie, strzelając gola na 2:2. Zawsze po spotkaniu dzwonił. Wszystko oglądał i później dzwonił, aby coś poradzić. Wtedy nie zadzwonił.

Wyglądasz na rozmownego faceta, a przecież jeszcze kilka lat temu w ogóle nie chciałeś słyszeć o rozmowach z mediami.

I w końcu się przełamałem. A tak serio, dojrzałem i dorosłem do kontaktów z dziennikarzami. Duży wpływ miała oczywiście kapitańska opaska, którą otrzymałem. Kiedy byłem młodszy, zdarzały się jakieś głupie zachowania. Niektórzy tylko czekają, aż ci się noga powinie i później wypisują różne rzeczy. Zdarzało się, że coś powiedziałem, a później czytałem zupełnie inne słowa. Tak nie mogło być. Z wieloma dziennikarzami już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Darzymy się wzajemnym szacunkiem. To jest część naszej pracy, trzeba być odpornym na krytykę.

To teraz lubisz dziennikarzy?

Lubię ludzi z klasą. Kiedy dziennikarz popełni błąd i się do tego przyzna – OK, nie było tematu. Ważne, aby umieć przeprosić. Gorzej, jeśli ktoś napisze głupoty i dalej w to brnie. Wtedy taka osoba jest w moich oczach spalona.

Czujesz się żywą legendą Śląska?

Legendą będę się może czuł po zakończeniu kariery.

Za chwilę rozegrasz 300 mecz w barwach WKS na poziomie Ekstraklasy.

Koszulkę za trzysta meczów w Śląsku już dostałem. Za chwilę będzie tak, jak powiedziałeś, że wejdę do klubu trzystu. Nigdy nie byłem wirtuozem, raczej rzemieślnikiem. Nie wstydzę się tego. Z WKS natomiast czuję się bardzo związany. Tu odniosłem największe sukcesy i wiele zawdzięczam całej drużynie. Cały czas jednak pamiętam, skąd pochodzę. Jestem wychowankiem Pogoni Szczecin, w której debiutowałem w Ekstraklasie. 

Wróćmy do Celebana – legendy. Chyba byle komu nie buduje się pomników. Choć co prawda na razie musisz zadowolić się klockami lego.

To było trochę dziwne uczucie. Widzisz siebie zbudowanego z 16 tysięcy klocków. Nawet mam zdjęcie z synem i figurką. Dużo śmiechu było. W życiu bym nie wpadł na taki pomysł. Dostałem propozycję, długo się nie zastanawiałem i powstała ta figurka. Wiem, że teraz jeździ po Polsce na wystawach.

Ponoć nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki. Ty w Śląsku jesteś po raz trzeci…

…i gdyby była potrzeba, wszedłbym i czwarty. Jestem świadomy tego, gdzie jestem i dlaczego tu jestem. Mamy trudny moment, ale wyjdziemy z tego. Czuć złość sportową w zespole, zaraz zaczniemy wygrywać. Wiem, że tracimy dużo goli, ale to nie jest tylko wina bramkarza i obrońców. Na analizach dokładnie widać, że czasami pomocnik nie zdążył wrócić i powstała dziura.

Pół miliona euro robi na tobie wrażenie?

W dzisiejszym świecie piłkarskim to mało.

Na tyle wycenia cię portal Transfermarkt.

No to mówię, mało. Akurat ten portal jest dla mnie trochę śmieszny. Menedżerowie czasami podkręcają ceny, aby kogoś drożej sprzedać. Wiem już, jak to działa.

W 2013 roku była to kwota cztery razy większa.

O, wtedy to była miarodajna wartość! A tak zupełnie poważnie, jesteś tyle wart, ile ktoś za ciebie zapłaci.

No to za ciebie wszystkie kluby w sumie zapłaciły niecałe 300 tysięcy euro. Reszta to były wolne transfery.

Mogła być to większa suma, gdyby nie władze FC Vaslui. W 2014 roku miałem bardzo poważną propozycję z Betisu Sewilla. Byłem spakowany i przygotowany na przeprowadzkę. Sprawdziłem, gdzie będę mieszkał, jaka jest okolica, jakie atrakcje turystyczne. W dodatku był to ostatni dzień okienka, więc emocje sięgały zenitu. Miałem kosztować 600 tysięcy euro…

Co stanęło na przeszkodzie?

Nie wiadomo było, kto z rumuńskiej strony ma podpisać transfer. W klubie panował olbrzymi chaos. Właściciel wykładał pieniądze i to on był na początku za to odpowiedzialny. Podjął jednak decyzję o przekazaniu części kompetencji prezesowi, który zaczął robić machlojki. W końcu wybuchła między nimi bardzo poważna kłótnia i było za późno… Byłem przygotowany na grę w jednej z najlepszych lig na świecie… Trzy miesiące później rozwiązałem kontrakt z Vaslui.

To czemu Betis wtedy cię nie wziął?

Nie byłem zainteresowany. Spadli z La Ligi. Przez cztery miesiące byłem na bezrobociu. Miałem bardzo dużo czasu na przemyślenia i analizy.

Słyszałem, że w Rumunii miałeś kilka ciekawych przygód.

Gdyby to wszystko spisać… Aż się boję. Klub już nie istnieje, a asystent właściciela siedzi w więzieniu. Generalnie wesoło. Zresztą popatrz na Steauę, której też nie ma. Jest FCSB, a gdybyś spytał przeciętnego kibica, co to za twór, nawet by nie wiedział, o co chodzi.


To jak ci się podobała Rumunia?

Bardzo pozytywny kraj. Smaczna kuchnia, dobrzy piłkarze, silna liga.

Silniejsza niż polska?

Tak. Tam bardziej stawia się na przygotowanie fizyczne. U nas jest więcej taktyki. W Rumunii każdy zespół chce atakować. Mecze są otwarte, masz akcję za akcją. U nas jedziesz na wyjazd, ustawiasz się na własnej połowie i czekasz na kontrę.

A organizacyjnie?

Jest sporo do poprawy. Właścicielami klubu są rumuńscy biznesmeni. Zdarzały się komiczne sytuacje. Na przykład przegrywasz mecz i od razu wchodzi właściciel, który ubliża wszystkim dookoła. Albo wyzywał każdego z osobna. Nie musiałeś znać języka, żeby zrozumieć przekaz. Mój pierwszy mecz w Rumunii: gramy w pucharze, przegraliśmy. Na boisko wszedł właściciel i na środku boiska zaczął szarpać jednego z kolegów. Siedziałem na ławce, byłem w gigantycznym szoku. Zastanawiałem się, gdzie jestem. Kamery, kibice, dziennikarze – wszystko na niego, a on nic sobie z tego nie robił. Niby miał zostać ukarany, ale rozeszło się po kościach. Inna sytuacja. Graliśmy na San Siro z Interem Mediolan w Lidze Europy. 90 minuta, wygrywamy 2:1, ale potrzebowaliśmy jeszcze gola do awansu. Mamy sytuację pod ich polem karnym, tyle że zawodnik, zamiast wrzucić, wolał kiwnąć. Stracił piłkę, poszła kontra i remis 2:2. No cóż, zdarza się. Nikt z piłkarzy nie miał do niego pretensji. Wchodzimy do szatni, a za nami już wpada właściciel. Darł się na niego niemiłosiernie, wykrzyczał chłopakowi, że więcej u niego nie zagra. Przez kolejne dziesięć meczów gość siedział na trybunach…

Czyli właściciel ustalał skład?

Tak. Była sytuacja, kiedy przyszedł do nas przed meczem, zobaczył skład i skreślił zawodnika.

Na szczęście nie ciebie.

No nie mnie, ale kolegę stopera. Mieliśmy już odprawę, a on zerknął na tablicę i po prostu zrobił zmianę. Nikt się nie burzył, każdy zaakceptował tę decyzję. W końcu ten człowiek nam płacił.

Mówiłeś o smacznej kuchni w Rumunii. Co najbardziej smakowało?

Mają taki rytuał przed meczem, że je się kaszkawał, czyli ser zapieczony w panierce. Do tego trener albo właściciel polewał wino i to była norma dzień przed każdym spotkaniem. Bardzo często do tego przekąsza się czerwoną cebulę lub czosnek. Pokrojone w małe kawałki, Rumuni jedzą to jak chipsy. Nie byłem tak odważny. 

WYWIAD UKAZAŁ SIĘ TAKŻE W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 14/2018)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 28/2026

Nr 28/2026

Polska Ekstraklasa

Z Arsenalu do Cracovii. Młody pomocnik przy ul. Kałuży

Cracovia tego lata nie jest specjalnie aktywna na rynku transferowym, skupiając się głównie na ściąganiu młodych i perspektywicznych piłkarzy. Kolejny z nich właśnie zawitał przy ul. Kałuży.

2024.05.19 Krakow
Pilka nozna PKO Ekstraklasa sezon 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
N/z Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Foto Mateusz Sobczak / PressFocus

2024.05.19 Krakow
Football Polish League PKO Ekstraklasa season 2023/2024
Cracovia - Rakow Czestochowa
Cracovia stadion widok ogolny ilustracyjne
Credit: Mateusz Sobczak / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie! Górnik Zabrze z kolejnym transferem!

Nowy obrońca melduje się w Zabrzu. Maximilian Dietz podpisał kontrakt z triumfatorem Pucharu Polski!

2026.05.23 Zabrze
Pilka nozna PKO BP Ekstraklasa Sezon 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
N/z Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Foto Marcin Bulanda / PressFocus

2026.05.23 Zabrze
Football Polish PKO BP Ekstraklasa League Season 2025/2026
Gornik Zabrze - Radomiak Radom
Rafal Janicki, Maksym Khlan, Pawel Olkowski, Yvan Ikia Dimi, Patrik Hellebrand, Lukas Ambros, Sondre Liseth, Josema Sanchez, Lukas Sadilek, radosc, radosc po golu, radosc po bramce
Credit: Marcin Bulanda / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Reprezentant Polski zmienia klub! Zostały już tylko formalności!

Związany z Górnikiem Zabrze Kryspin Szcześniak będzie miał nowy klub. Według mediów, zawodnik zmieni barwy, ale pozostanie w PKO BP Ekstraklasa.

2025.11.13, Warszawa 
Pilka nozna, Reprezentacja Polski 
Trening przed meczem Polska - Holandia 
N/z Kryspin Szczesniak 
Fot Rafal Oleksiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Cztery sygnały po Superpucharze. Jaki Lech przystępuje do sezonu?

Po raz pierwszy od dekady i siódmy w historii Lech sięgnął po Superpuchar Polski. Na podstawie spotkania o najmniej prestiżowe z krajowych trofeów trudno o daleko idące wnioski, natomiast pewne sygnały przed przystąpieniem do gry o Champions League zostały przez Kolejorza wysłane.

2026.07.16 Poznan
Pilka nozna Superpuchar polski
Lech Poznan - Gornik Zabrze
N/z Mikael Ishak gol radosc bramka
Foto Pawel Jaskolka / PressFocus

2026.07.16 Poznan
Football Polish Supercup 
Lech Poznan - Gornik Zabrze 

Credit: Pawel Jaskolka / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Ekstraklasa

Oficjalnie: Cracovia przedłużyła kontrakt i wypożyczyła zawodnika

Bartosz Biedrzycki podpisał nową umowę z Cracovią. Jednocześnie Pasy postanowiły wypożyczyć 23-latka do pierwszoligowej Odry Opole.

2025.08.03 Krakow
Pilka nozna , PKO BP Ekstraklasa sezon 2025/26
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
N/z Bartosz Biedrzycki
Foto Krzysztof Porebski / PressFocus

2025.08.03 Krakow
Football Polish top league , 2025/2026 season
Cracovia Krakow - Lechia Gdansk
Bartosz Biedrzycki
Credit: Krzysztof Porebski / PressFocus
Czytaj więcej